Trasy rowerowe dla rodzin, amatorów i zawodowców: Lanckorona i Kalwaria Zebrzydowska

Zwiedzając ten przepiękny region Polski będziemy poruszać się po pogórzu makowskim, gdzie różnice wysokości, a szczególnie stromizny podjazdów, mogą być prawie alpejskie - to w trasie ekstremalnej, wokół kalwaryjsko-lanckorońskich pagórków tegoż pogórza - w czasie jazdy trasą średnią, oraz zróżnicowaną rzeźbą terenu o niezwykłej urodzie przyrody i architektury - co zapewni nam trasa rodzinna.

Trasa rodzinna: Przejażdżka na babcinych biegach

To będzie najkrótsza z rodzinnych wycieczek, jakie wam zaproponujemy, ale jednocześnie jedna z najtrudniejszych, choć przy okazji najbardziej krajobrazowa. Tak to już jest, że podgórza oferują najczęściej ekstremalnie strome podjazdy i zjazdy oraz bardzo zróżnicowaną rzeźbę terenu. Jeśli dodać do tego urodę przyrody i bardzo dobrą architekturę, to przy dobrej pogodzie musi się udać.

Zaczynamy na parkingu pod klasztorem w Kalwarii Zebrzydowskiej. Wpisany na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO, całkowicie zasłużenie, i to jako jedyna kalwaria na świecie! Ojcowie Bernardyni uczynili z tego miejsca - dzięki XVII-wiecznemu wsparciu Zebrzydowskich i późniejszemu Czartoryskich - prawdziwą perłę. Zanim więc ruszymy w drogę, warto zwiedzić zabudowania klasztorne.

Rowerem ruszymy w stronę kalwaryjnych ścieżek. Jedziemy najpierw asfaltową drogą do Bugaja, skąd wyraźnie poprowadzą nas kierunkowskazy dróżek drogi krzyżowej. Właściwie można podążać za pielgrzymami. Najpierw przekroczymy linię kolejową, potem, niemal po 3 km jazdy w dół, trafimy na piękny, manierystyczny mostek nad potokiem Cedroń. Musimy pokonać kilka schodów, żeby znaleźć się po drugiej stronie. Polecam zajrzeć do kaplicy znajdującej się za drogą powyżej.

Kilkadziesiąt metrów dalej znajdziemy skrzyżowanie z wąską asfaltową drogą prowadzącą do Lanckorony. Jest bardzo stroma, użycie „babcinych” biegów, czyli najniższych przełożeń, jest wskazane. Prowadzenie roweru pod górę może również być konieczne.

Jesteśmy na ul. Legionistów. Po 2 km wspinaczki miniemy po prawej stronie willę Tadeusz - jeden z najbardziej niesamowitych obiektów w okolicy. Przedwojenny pensjonat, który zachował klimat, nastrój i wyposażenie z tamtych lat. Pełno w nim legionowych pamiątek i obrazów secesyjnych artystów (niestety są to kopie).

Gdy zrobi się płasko, to znak, że jesteśmy na ulicy Świętokrzyskiej, która doprowadzi nas do lanckorońskiego rynku. Warto wstąpić po bułki i chleb do miejscowej piekarni albo do lokalnego muzeum mieszczącego się na dole placu. Z pewnością zadziwieni zostaniemy historią konfederacji barskiej. Jeśli czujemy się na siłach, możemy spróbować drogą obok kościoła dotrzeć na szczyt góry zamkowej, gdzie znajdziemy niezbyt okazałe ruiny.

Obok chałupy, w której mieści się muzeum, znajdziemy drogę prowadzącą w dół i czerwony szlak. Będziemy bardzo szybko tracić wysokość. Na 8. km znów znajdziemy się w dolinie potoku Cerdoń.

Trzymamy się czerwonego szlaku. Tuż przed przysiółkiem Skawinki droga będzie się rozjeżdżać. Mimo że zachęcać nas będzie jazda w dół w lewo, musimy podążyć za szlakiem, odbijając w prawo. Wspinamy się przez około 2 km. Kiedy na siodle między wzgórzami drogowskazy szlaku czerwonego pokażą drogę w lewo, my skręcamy w prawo - na północ.

Po kolejnych 2 km jazdy pagórkowatą drogą docieramy do Stronia. Poznamy to wyraźnie, bo przed nami pojawi się linia kolejowa. Skręcamy przed nią na drogę w lewo, jedziemy wzdłuż linii kolejowej aż do kolejnego rozjazdu na 14,5 km. Droga będzie zakręcać ostro w prawo i wspinać się do góry. To nasz szlak. Jedziemy na początku odkrytym terenem, więc wokół będziemy mieć wspaniałe widoki. Po około kilometrze wjedziemy do lasu, osiągając kulminację. Znów zjeżdżamy w stronę linii kolejowej.

Za linią kolejową zobaczymy znane już nam kapliczki i domki drogi krzyżowej: dom Kajfasza, Wieczernik, trochę z boku domek Matki Bożej. Na pierwszym rozstaju za koleją skręcamy w lewo, na północ. Po kilkuset metrach znów przekraczamy linię kolejową. Jesteśmy na ostatniej prostej do klasztoru. Tutaj możemy się już właściwie kierować na jego sylwetę.

Ze względu na potężne przewyższenia sięgające kilometra ta wycieczka powinna zająć nawet kilka godzin. Ale nagrodą będzie każda panorama - tutaj praktycznie każde miejsce jest punktem widokowym.

Parking pod klasztorem osiągamy po 19 km jazdy.

Dystans: 19 kilometrów

-----------------------------------------------------------------------------------------

Trasa średnia - Do Wadowic na kremówki

Średniodystansową wycieczkę wokół kalwaryjsko-lanckorońskich pagórków pogórza makowskiego zaczynamy na parkingu pod klasztorem. Oczywiście, z wcześniejszym obowiązkowym zwiedzaniem samego kompleksu.

Spod klasztoru jedziemy drogą, którą dotarliśmy tu samochodem, lecz tym razem w dół, w okolice rynku. Niestety, przez centrum Kalwarii jeszcze dość długo będzie przebiegać mocno obciążona ruchem droga krajowa nr 52. Pokonamy dość skomplikowane skrzyżowanie z sygnalizacją świetną, by znaleźć się na ulicy Mickiewicza prowadzącej w stronę Zebrzydowic.

Jedziemy doliną, dwukrotnie pokonując linię kolejową - na drugim i na trzecim kilometrze. Przez dwa kilometry będziemy mieli po prawej stronie torowisko, a gdy droga się rozwidli, skręcamy ostro w lewo. Niestety, będzie to początek pierwszego stromego podjazdu. Jedziemy do Stanisława - Dolnego i Górnego.

Na 10. kilometrze docieramy do poprzecznej drogi. Znajdziemy tam znaki szlaku żółtego i skręcamy w lewo. Kilometr dalej kierunkowskazy pokażą drogę w stronę Wysokiej. Skręcamy w prawo. Pojedziemy obniżeniem terenu, patrząc na Radocką Górę po lewej stronie. Miejscami będą krótkie podjazdy, ale na tym odcinku tracimy wysokość, jaką zyskaliśmy, podjeżdżając do Stanisława Górnego. Jedziemy w stronę Wadowic.

Musimy niestety skorzystać z odcinka drogi krajowej, by dostać się do miasteczka. Swobodnie możemy sobie tam pozwolić na kremówkę papieską - kalorie spalimy, a już kilka lat temu zakończył się niecny proceder faszerowania tego ciastka spirytusem. Wadowice są atrakcją samą w sobie, choć - jak cała okolica - wymagałaby jeszcze gruntownego oczyszczenia z reklam. Bez nich miasteczko byłoby zdecydowanie bardziej urokliwe, a większość ludzi i tak nie zauważa treści tych zaśmiecających przestrzeń płacht.

Wracamy na trasę w stronę Kalwarii i jedziemy aż do rozwidlenia w Kleczy. Opuszczamy ruchliwą drogę krajową. Na asfaltówce w Kleczy jest bardzo umiarkowany ruch samochodów. Droga doprowadzi nas do Łękawicy. Niestety, do samej wsi będziemy jechać pod górę. Musimy dojechać do przejazdu na linii kolejowej do Krakowa. Przekraczamy tory i natychmiast skręcamy w lewo, w stronę Stryszowa. Ten odcinek będzie umiarkowanie płaski.

We wsi warto odbić na moment w lewo, na drugą stronę toru, żeby zobaczyć XVI-wieczny dwór, filię muzeum wawelskiego. Po drodze kilka charakterystycznych budynków folwarcznych. Potem wracamy na główną drogę, którą dojedziemy do Lanckorony. Kierujemy się za drogowskazami na Leśnicę, którą osiągamy na 42. kilometrze. Teraz czeka nas ostry zjazd do doliny Cedronia i trzykilometrowe serpentyny prowadzące nas na lanckorońskie wzgórze. Oczywiście na rynku odwiedziny w muzeum, piekarni i dalej jedziemy w stronę willi Tadeusz.

Ulicą Legionistów dojeżdżamy znów do doliny Cedronia. Teraz możemy się kierować nawet na wyczucie, bo doskonale widać kompleks klasztorny, a ścieżki wydeptane przez pątników i kapliczki drogi krzyżowej będą doskonałymi punktami orientacyjnymi.

Po ponad 50 kilometrach docieramy do miejsca początku wycieczki. Bardzo trudnej, bo pełnej podjazdów i zjazdów.

Dystans: 50 kilometrów

Lanckoronafot. D.Koszowski

------------------------------------------------------------------------------

Trasa ekstremalna - Przez góry, doliny

Na wycieczkę należy zarezerwować sobie cały dzień. Mimo że to nieco ponad 80 kilometrów, będziemy się poruszać po pogórzu makowskim, gdzie różnice wysokości, a szczególnie stromizny podjazdów, mogą być prawie alpejskie.

Ruszamy spod przyklasztornego parkingu od razu w dół, najpierw asfaltową drogą na Bugaj, potem śladami pątników na dno doliny Cedronia. Po pokonaniu mostu kierujemy się asfaltem w lewo, do pierwszego skrzyżowania, gdzie wąską drogą rozpoczynamy bardzo stromą wspinaczkę do Lanckorony. Po prawej, na samym końcu podjazdu zobaczymy zabudowania willi Tadeusz. Wkrótce dotrzemy do skrzyżowania obok cmentarza parafialnego. Zostawiamy go za plecami i jedziemy już po prawie płaskim na rynek. Warto tu zrobić krótką przerwę, a nawet rozważyć przejażdżkę powyżej kościoła do ruin zbudowanego z piaskowca zamku.

Spod ruin zjeżdżamy po nierównym, kamiennym bruku w dół, w stronę muzeum, mijamy je po prawej stronie i zjeżdżamy do ulicy Szkolnej. Powinniśmy od jakiegoś czasu widzieć znaki szlaku czerwonego, który będzie nam przez jakiś czas towarzyszył.

Trzy kilometry bardzo szybkiego i stromego zjazdu do doliny Cedronia nie jest dobrą wiadomością - oznacza to, że wkrótce zaczniemy się znów wspinać. Nie dotrzemy do samego centrum wsi Skawinki. Kilkaset metrów przed kościołem zobaczymy rozwidlenie i stromą asfaltową drogę w prawo. Kierujemy się do góry za znakami czerwonymi. Za około kilometr będziemy Skawinki podziwiać z góry.

Nasza trasa przez jakiś czas będzie przypominała rollercoaster - raz w górę, raz w dół. Na 11. kilometrze skręcamy w lewo i wspinamy się straszliwie stromym podjazdem na samą grań wzgórza dzielącego nas od doliny potoku Paleczka. Kilkanaście lat temu nad Budzowem, dokąd teraz zmierzamy, zatrzymała się burzowa komórka. Czarna chmura sobie przystanęła i zrzuciła na tę miejscowość całą wodę, jaką miała. Budzów przez kilka dni był całkowicie odcięty od świata, ale od tego czasu w dolinie wszystkie mosty są nowe. Zanim jednak znajdziemy się w Budzowie musimy przejechać kilka przysiółków, by po 15. kilometrze w Paskówce skręcić w prawo.

Jesteśmy teraz na zdecydowanie szerszej, wygodniejszej i biegnącej łagodnie w dół drodze prowadzącej do Zembrzyc. Do miasteczka wjeżdżamy od północy. Przejeżdżamy główną ulicą Kobyleckiego. Asfalt przed nowym mostem na Skawie zmienia się w ścieżkę. Przejeżdżamy pod przeprawą - dosłownie będziemy patrzeć na ten wantowy most od spodu, gdyż pozostajemy na prawym brzegu rzeki.

Po 24. kilometrze droga zacznie się poprawiać i powoli zmieni się w równiutką, asfaltową. Na 27. kilometrze dojedziemy do zabudowań i niebieskiego szlaku pieszego. Po prawej zobaczymy stromą drogę w dół wykonaną z perforowanych płyt betonowych. Zjeżdżamy w nią. Doprowadzi nas do kładki nad Skawą i pozwoli pokonać ruchliwą drogę łączącą Wadowice z Suchą Beskidzką. Docieramy do ulicy prowadzącej do zamku. W ciągu ostatnich lat wypiękniał, więc warto nadłożyć dodatkowy kilometr, by go sobie obejrzeć.

My tymczasem zmierzamy do Suchej Beskidzkiej. Na rynku miniemy karczmę, co „Rzym” się nazywa. Jedziemy doliną Stryszawki do samej Stryszawy. Kierujemy się zwykłymi drogowskazami ulicznymi. Przy stacji benzynowej skierują nas do góry. Przejeżdżamy przez wieś za główną drogą prowadzącą w stronę Zawoi. Zostajemy na grzbiecie, na przełęczy Przysłop. Dokładnie na granicy między Zawoją a Stryszawą kierujemy się asfaltową drogą na wschód - jak prowadzą znaki czerwonego szlaku pieszego. Czeka nas 10 kilometrów jazdy między przysiółkami, całkiem przyzwoitymi dróżkami asfaltowymi, które nas doprowadzą do Makowa Podhalańskiego. Niestety te 10 kilometrów to dość wymagający siłowo odcinek. Ale w tych okolicach nigdzie nie jest łatwo.

To dopiero przedsmak stromych podjazdów i zjazdów, jakie nas czekają po opuszczeniu Makowa. Miasteczko pokonujemy najpierw ulicą Sportową, nad rzeką, a potem przez linię kolejową. Przejeżdżamy przez rynek, kierując się w stronę kościoła. Mijamy go po prawej stronie i pniemy serpentynami do góry, by pokonać pasmo wzgórz na północ od miasteczka. Gdy wyjedziemy z lasu na szczycie, będzie to jeden z najbardziej malowniczych odcinków na trasie. Jedziemy jak asfalt prowadzi. W przysiółku Chojnówka, na 56. kilometrze skręcamy w prawo - kościółek mamy po lewej, a my jedziemy w stronę szkoły. I dalej prosto, aż do Bieńkówki.

Po 10 kilometrach trafiamy na drogę między Harbutowicami a Palczą. Skręcamy w prawo. Jedziemy w stronę Sułkowic, wciąż się wspinając. Dotrzemy tam na 70. kilometrze. Kierujemy się znów główną drogą - ul. 1 Maja - w stronę mostu na potoku Skawinka, lecz nie przekraczamy go. Skręcamy w lewo, w ul. Ptasznica. Dojedziemy nią do Izdebnika i drogi Bielsko-Biała - Kraków.

Na tym jej odcinku spędzimy kilkadziesiąt metrów, by ominąć lokalnymi drogami zatłoczony fragment. Po kilku kilometrach będziemy musieli jednak wrócić na DK52, żeby dojechać nią do Kalwarii Zabrzydowskiej - to tylko 5 kilometrów, z czego - poza podjazdem do samej Kalwarii - większość z górki.

Czeka nas jeszcze podjazd pod klasztor. I chyba po ukończeniu tej trasy można sobie pogratulować - to naprawdę ekstremalna trasa dla największych twardzieli.

Za nami prawie 84 kilometry niezliczonych podjazdów i zjazdów.

Dystans: 84 kilometry