Turystyka rowerowa last minute

Dzisiejsza turystyka rowerowa stwarza wielkie możliwości. Można znaleźć firmę, która zaproponuje trasę, załatwi noclegi, poinstruuje na trasie, przewiezie was i wasze rowery, a na miejscu będzie za wami wozić bagaże. To duże ułatwienie dla tych, którzy nie wiedzą, jak zabrać się do podróżowania rowerem lub po prostu lubią wysiłek, ale na wakacjach cenią też elementarny luksus.

Takie podróżowanie ma jednak jedną podstawową wadę - z dużym prawdopodobieństwem nie uda się wam zaklepać wycieczki rowerowej na jutro. Co wtedy? Musimy radzić sobie sami, co wciąż ma swój urok. Ja mam kilka pomysłów.

Gdybym jutro rano obudził się i uznał, że chcę na cztery dni wyjechać na rower, prawdopodobnie po prostu ruszyłbym przed siebie. Mieszkam w Warszawie, w ciągu kilku dni w zasadzie cały kraj jest w moim zasięgu. Możliwości jest sporo. Na przykład na północ, wzdłuż Narwi na Mazury, potem być może na Suwalszczyznę, gdzie o tej porze powinno być prawie pusto i zupełnie pięknie, a potem wzdłuż wschodniej granicy na południe. Wyszłoby około 800 kilometrów. Myślę, że nie przejmowałbym się szczególnie miejscami noclegowymi (jest już dość ciepło, można spać w namiocie), liczyłbym też na legendarną polską gościnność.

Inna samotna trasa, która mi się marzy to przejazd nad Bałtyk. Wzdłuż Wisły przez Płock, Toruń, potem Bory Tucholskie. Powrót albo przez Warmię, albo dalej wzdłuż wybrzeża choćby do Szczecina i stamtąd pociągiem (choć uwaga: podejrzewam, że bilety na te kilka pociągów z miejscami dla rowerów już dawno są wyprzedane - sprawdzenia tego raczej nie zostawiałbym na ostatnią chwilę).

Gdyby jednak pociągi były jeszcze w zasięgu to wsiadłbym w taki na południe. Dojechałbym choćby do Krakowa i stamtąd ruszył w góry, wspiął się na Łysą Polanę i zrobił pętle wokół Tatr, jadąc po Słowacji. Tu pewnie nie zdecydowałbym się już na całkowitą improwizację w sprawach noclegów. Z jednej strony to problem, bo podejrzewam, że w górach będzie teraz tłoczno, z drugiej - miejsc noclegowych jest tam teraz naprawdę dużo po obu stronach granicy. Pewnym ryzykiem byłby też ruch samochodowy (szczególnie po polskiej stronie), byłbym jednak sam, więc stresowałbym się tylko za siebie.

Zupełnie co innego, gdybym chciał jednak pojechać z kimś, kto niekoniecznie lubi jeździć wśród wielu samochodów. Może spróbowałbym wówczas trasy wzdłuż Pilicy, która zupełnymi opłotkami łączy Warszawę z Krakowem, o której w swoim blogu pisze Maciej Zimowski. On wozi tam swoich zachodnich turystów, zakładam więc, że po drodze jest kilka dobrych miejsc noclegowych oraz porządne restauracje. Przede wszystkim zaś - dużo pięknej przyrody i kilka miłych miasteczek.

Gdybyśmy zdecydowali się na pójście (a właściwie pojechanie) głębiej w przyrodę, dobrym rozwiązaniem byłaby „ściana wschodnia”. Do Terespola można udać się koleją lub autem, a potem - wedle uznania - na Północ przez świętą górę Grabarkę, Białowieżę, Puszczę Knyszyńską i z powrotem nad Biebrzą, albo na Południe - przez Polesie i Zamojszczyznę. To drugie rozwiązanie daje zresztą wspaniałe możliwości łączenia natury i kultury - trochę Zamościa, trochę szumów na Tanwi. Wszystko po drogach o bardzo małym natężeniu ruchu (gęsta sieć szlaków rowerowych), częściowo szutrowych, ale w dużej mierze świeżo wyasfaltowanych.

Rozwiązanie bardziej „kulturalne” to Dolny Śląsk. Tam niestety nigdy nie jeździłem rowerem (zawsze było trochę za daleko), ale ostatecznie pociąg do Wrocławia nie jedzie więcej niż 6 godzin (a samochód pewnie jeszcze mniej), więc przy odrobinie samozaparcia można zrobić nawet z niezbyt wyrobionym towarzyszem czy towarzyszką jakieś 300-350 kilometrów, na przykład przez Brzeg, Lubiąż, Jawor, Lwówek Śląski, Jelenią Górę, Karpacz, Bolków. To pofałdowany teren pełen wspaniałych zabytków, idealny na zaimprowizowaną wycieczkę rowerową.

Gdybym jechał w towarzystwie dzieci chciałbym uniknąć zarówno fałdowania jak i ruchu samochodowego. To jednak w Polsce wciąż oznacza konieczność szukania rozwiązań za granicą. Najprostsze wyjście to przejażdżka wzdłuż niemieckiego brzegu Nysy i Odry (na przykład pociągiem do Zgorzelca lub Frankfurtu i dalej wyasfaltowanym wałem przeciwpowodziowym na Północ - choćby do Szczecina (znów: uwaga na bilety kolejowe!).

Inne rozwiązanie familijne (na które jednak już na tę majówkę chyba za późno) to klasyczny Bornholm, jego 160-kilometrowa pętla dróg dla rowerów wzdłuż wybrzeża (trochę plaż, trochę nadmorskich łąk, trochę malutkich uroczych miasteczek, ale też parki rozrywki i muzea, gdyby ktoś potrzebował. Na wyspie można spać w apartamentach czy agroturystyce (drogo) lub na dobrze wyposażonych campingach (wcale nie dużo taniej), ale inwestycja naprawdę się opłaca.

Jeśli ktoś ma Bornholm już zaliczony, może spróbować innej bałtyckiej wyspy, tym razem u naszych zachodnich sąsiadów: Rugii. Rugia jest nieco większa od Bornholmu i bardziej ruchliwa, ale - podobnie jak duńska wyspa - posiada dobrą sieć dróg dla rowerów (nieco gorszej jakości), nieco tańsze campingi i dużo zaskakującego Bałtyku (od wysokich wapiennych klifów, przez szerokie piaszczyste plaże po brzeg zasłonięty chaszczami pałki wodnej. Do zwiedzania też niemało - można oglądać średniowieczne kościoły, białe drewniane kurorty z początków ubiegłego wieku czy zadziwiającą pamiątkę po III Rzeszy - ciągnący się nad morzem kilkukilometrowy kompleks bloków, w których urlopować miał lud pracujący nazistowskich Niemiec. Rugia ma jeszcze ten plus, że by na nią się dostać, nie trzeba kupować biletów na prom. Na wyspę można dojechać lokalnym pociągiem ze Szczecina.

Takie są moje pomysły. Nie każdemu muszą odpowiadać. Ktoś może mieszkać gdzieś w Bieszczadach czy nad Wartą i mieć tuż pod domem początek 100-kilometrowej pętli po bezdrożach. Jeśli tak - świetnie! Chciałem jedynie powiedzieć, że dokładnie w momencie, w którym kończycie czytać ten tekst, może zacząć się wasza rowerowa wycieczka. Jeśli jest świetna - napiszcie do nas, może ktoś z niej skorzysta - z sakwami wypchanymi konserwami i namiotem, albo z wyspecjalizowaną agencją turystyczną. Tak czy siak - przede wszystkim z rowerem.

Konrad Olgierd Muter

Zdjęcie Kross Sakwy rowerowe Front bag Zdjęcie Sakwy CROSSO Dry Small Zdjęcie Sakwy tylne CROSSO Classic Big
Kross Sakwy rowerowe Front bag Sakwy CROSSO Dry Small Sakwy tylne CROSSO Classic Big
Sprawdź ceny » Sprawdź ceny » Sprawdź ceny »
źródło: Okazje.info