Rowerem bez granic

Rower to wolność, cóż więc może być bliższego sercu rowerzysty niż leśne trasy przecinające granice państw?

Marzy mi się system transgranicznych szlaków rowerowych po polskiej i białoruskiej stronie Puszczy Białowieskiej czy w polskiej i ukraińskiej części Bieszczadów. Ani Białoruś, ani Ukraina nie należą jednak do Schengen, a w polskim Bieszczadzkim Parku Narodowym rowerzystom wolno śmigać tylko po asfalcie.

Beskid Niski

Wzdłuż naszej południowej granicy tras rowerowych nie brakuje, choć niekoniecznie te słowackie lub czeskie łączą się z polskimi i odwrotnie. Ale to się zmienia. W Beskidzie Niskim cykliści mogą przejechać się asfaltem kilkadziesiąt kilometrów (w większości przez lasy) z polskiego Jasła do Bardejova na Słowacji.

Pienińska Pętla

W Pieninach turysta nie ma raczej szans na wjazd jednośladem na Trzy Korony czy Sokolicę, może jednak skorzystać z przygotowanej niedawno pętli, która rowerzystów z obu stron granicy doprowadzi do tak atrakcyjnych miejsc jak średniowieczny zamek Dunajec na Jeziorem Czorsztyńskim czy czternastowieczny Czerwony Klasztor w słowackiej miejscowości o tej samej nazwie.

- Niedzica, Jezioro Czorsztyńskie to piękne, malownicze tereny, które nieraz zjeździłem na jednośladzie - mówi Andrzej Różak, góral z Podhala i zapalony rowerzysta górski.

Góry Orlickie

Czescy turyści nieco mniej chodzą po górskich szlakach niż Polacy, za to zdecydowanie częściej śmigają po graniach na biegówkach i rowerach. Nawet jeśli po czeskiej stronie nie ma oznakowanych tras rowerowych, to często są wyasfaltowane dróżki, które ułatwiają cyklistom życie. W Górach Orlickich Czech może zjeść śniadanie w Schronisku Masaryka i wygodnie podjechać rowerem na szczyt Velká Deštná i dalej w kierunku Kaplicy Kunsztackiej. Z udogodnień tych może skorzystać oczywiście i polski turysta, musiałby jednak najpierw wjechać na górę (lub wprowadzić rower) nieutwardzonym szlakiem pieszym.

Beskid Śląski

Polskie i czeskie trasy rowerowe łączą się natomiast w Beskidzie Śląskim, Górach Sowich, Kamiennych i Stołowych, w Karkonoszach oraz przede wszystkim w Górach Izerskich. Po czeskiej stronie Beskidu Śląskiego rowerzysta może przemierzać lasy u stóp Stożka Wielkiego czy odwiedzić Bukovec - najdalej na wschód położoną czeską gminę, zamieszkaną przez liczną mniejszość polską. Po stronie polskiej szlaki poprowadzą nas do popularnych kurortów Wisła i Ustroń, jednych z niewielu polskich miejscowości zamieszkanych w większości przez protestantów.

Rowerzyści chętnie korzystają z tras w Gór ach Izerskich Fot. Michał Jurewicz

Góry Sowie i Kamienne

Największą frajdę dają jednak zjazdy po stromych leśnych ścieżkach. Z jednej strony adrenalina, z drugiej zapach żywicy i igliwia.

- Skoro tak, to jeźdźmy w Góry Sowie i Kamienne - radzi doświadczony rowerzysta górski Piotr Fijałkowski. - W okolicy Głuszycy mamy do wyboru sześć leśnych pętli. Rower w górach to bardzo fajna rzecz. W krótkim czasie można zobaczyć więcej, a jednocześnie jest się blisko przyrody.

Możemy wybrać np. czerwony Graniczny Szlak, który doprowadzi nas do czeskiej wsi Janovieky. Stamtąd wjedziemy np. na zalesiony Bob ~ vrch (740 m n.p.m.).

Góry Stołowe

Ze szczytu niedaleko już do Broumova, miasta leżącego na Międzynarodowej Trasie Góry Stołowe. Z Broumova dojedziemy do Wambierzyc (znane miejsce kultu maryjnego) i dalej do urokliwych kurortów Duszniki- Zdrój i Kudowa-Zdrój. A może jednak warto zostać jeszcze trochę w Czechach i podjechać do pięknych skalnych miast w Teplicach lub Adršpachu? Albo przeciąć wijącą się wśród lasów trasą rowerową malownicze Broumovskie Ściany?

Na dachu Sudetów

W Karkonoszach transgranicznego systemu tras rowerowych nie ma, jednak czeski szlak dla cyklistów biegnie kawałek wzdłuż granicy - od Przełęczy Karkonoskiej do Petrovki. Stamtąd warto popedałować do doliny Białej Łaby, a potem śmignąć do ładnego kurortu Szpindlerowy Młyn lub też pojechać w drugą stronę i podjechać na posiłek do pięknie położonego schroniska Bouda u B~lého Labe.

Góry Izerskie

Zupełnie inną sytuację niż w Karkonoszach mamy w znajdujących się obok Górach Izerskich, które mogą stanowić modelowy przykład dobrosąsiedzkiej współpracy. Polskie nadleśnictwo Świeradów i gmina Świeradów Zdrój oraz czeskie nadleśnictwo Frýdlant wraz z gminami Nowe Miasto i Lázn' Libverda wspólnie opiekują się transgranicznym systemem single tracków. Cały system to ok. 80 km wąskich leśnych ścieżek dla cyklistów, z czego 60 km znajduje się w Czechach.

- To nasi sąsiedzi zdobyli pieniądze z Europejskiej Współpracy Terytorialnej - mówi świeradowski nadleśniczy Wiesław Krzewina. - Początkowo niechętnie inwestowali w trasy po stronie polskiej, ale potem się przekonali. Izerskie single tracki to pierwszy taki system w Europie, poza Wyspami Brytyjskimi. Zgłaszają się już do nas z prośbą o know-how leśnicy i samorządowcy z Kotliny Kłodzkiej, Beskidów, a nawet z otoczonego przez zalesione wzgórza Trójmiasta - mówi Krzewina.

Single tracki to jednokierunkowe gruntowe trasy leśne o szerokości od 80 cm do 1,5 metra, które zaczynają się przy stacjach, gdzie można zostawić auto, naprawić usterkę w rowerze czy uzyskać fachową poradę. Po stronie czeskiej tracki stanowią uzupełnienie systemu asfaltowych dróżek rowerowych u stóp szczytu Smrek, którymi można popedałować np. w okolice malowniczych skałek czy podmokłych torfowisk (Izery słyną i z jednych, i z drugich), a następnie udać się na obiad np. do popularnej restauracji Sm'dava usytuowanej na przełęczy o tej samej nazwie.

Asfaltowymi dróżkami mogą oczywiście jeździć całe rodziny. A single trackiem?

- Także. Tym bardziej że mamy trasy o różnym stopniu trudności. W 2012 r. odwiedziło nas aż 20 tys. rowerzystów, połowa to Czesi, jedna trzecia - Polacy, 15 proc. - Niemcy - mówi Wiesław Krzewina.

Izerskie trasy są już zresztą znane nie tylko w Europie, ale też na świecie. W tym samym 2012 r. Amerykanie wyróżnili siedem takich systemów, w tym sześć w USA, a siódmą właśnie w Górach Izerskich.

Rowerzyści chętnie korzystają z tras w Gór ach Izerskich Fot. Michał Jurewicz

Nadodrze i Łużyce

Zmęczyły nas już góry? No to wybierzmy się rowerem przez Nadodrze. Międzynarodowy szlak prowadzi nas utwardzoną dróżką przez lasy, łąki i winnice z czeskiej Nowej Wsi aż nad niemiecką część Zalewu Szczecińskiego. Po drodze mijamy Liberec, Żytawę (niem. Zittau), Mużaków (Bad Muskau), Barszcz (Forst), Gubin i Gryfino. Koło Mużakowa warto odbić w lewo na Żabi Szlak wokół Górnych Łużyc. Leśne szlaki wiodą nas brzegami stawów, z których dochodzi głośny rechot płazów. Z kolei przed Osinowem możemy skręcić na ponadtysiąckilometrową pętlę wokół całej Brandenburgii. Leśne trasy zaprowadzą nas m.in. do Chociebuża (Cottbus), stolicy Dolnych Łużyc.

Wyspa Uznam

A może jednak nad morze? Ze Świnoujścia nadbałtycki szlak poprowadzi nas przez Czernin (Ahlbeck) do... Świnoujścia, a po drodze zobaczymy niemiecką część Pomorza. Wolimy krótsze wycieczki? Nie ma problemu.

- Lubię pedałować spokojnymi polnymi i leśnymi dróżkami po niemieckiej części wyspy Uznam - mówi Urszula Sitek, mieszkanka Świnoujścia. - Nad porośniętym trzcinami jeziorem Wolgastsee, przypominającym mi piękne akweny mazurskie, mam swoją ulubioną budkę, gdzie miły pan sprzedaje kawę i bułkę. Z kolei na wzgórzu Golm zawsze przystaję przy cmentarzu niemieckich cywilów zabitych pod koniec wojny przez alianckich żołnierzy.

- Duża część z tych szlaków to oficjalne trasy rowerowe - dodaje jej córka Małgorzata. - Owszem, można jeździć oznakowaną trasą wzdłuż plaży, podziwiając morze i urocze wille w Ahlbecku, ale to nudne. Czy nie lepiej jechać po prostu przed siebie, na dziko? Oznakowane trasy są słabe - kończy Małgorzata Sitek.

Maja Włoszczowska, czołowa polska zawodniczka w kolarstwie górskim:

Współpracowałam z Niemcami przy promocji ich tras rowerowych, ale zdecydowanie jestem patriotką. Bardzo polecam Jelenią Górę. Moje ulubione szlaki w tych rejonach to okolice Zachełmia, Przesieki i Sosnówki. Bardzo lubię zjeżdżać żółtym szlakiem od kapliczki św. Anny, ale mogę też polecić zjazd z Wysokiego Kamienia - to już trochę dalej, w Górach Izerskich - w kierunku Szklarskiej Poręby. A single track pod Smrkiem jest bardzo przyjemny. Uważam, że każdy będzie się tam dobrze bawił.

Krzysztof Ulanowski

Więcej o:
Komentarze (2)
Rowerem bez granic
Zaloguj się
  • kaczanoga

    Oceniono 5 razy 5

    Na Singltreku pod Smrkem byłem wielokrotnie odkąd powstawał. Jednym z ostatnich fragmentów był ten po polskiej stronie... wszystkie dostarczają niesamowitej frajdy i warto je odwiedzić. Na spokojny przejazd wszystkich odcinków warto przeznaczyć 2 dni. Dodam, że track w Polsce pozbawiony jest już większości oznakowań przy ich komplecie na najstarszych czeskich fragmentach. Mentalność?

  • 3alfa.alfa

    Oceniono 3 razy 3

    A Litwa to gdzie???
    TU
    fotoforum.gazeta.pl/72,2,91,95820895,95820895.html

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX