9 pomysłów na rowerową wycieczkę - przewodnik niepraktyczny

Kiedy decydujecie się na rowerowe wakacje, musicie pamiętać, że na rowerze można dojechać wszędzie. Oznacza to, że jeśli nie postawicie wyraźnej tamy swojej wyobraźni, zamiast w siodełku spędzicie wakacje na dylematach typu "Dolina Loary, czy Piaseczno?". Ten tekst jest próbą naszkicowania granic, w jakich możemy szukać inspiracji do rowerowej wycieczki.

1. Dla idących na łatwiznę. Podróż dookoła świata.

Podróż dookoła świata jest doskonałym rozwiązaniem dla niezdecydowanych. Jeśli nie wiesz, dokąd chciałbyś pojechać rowerem, pojedź wszędzie. Wystarczy rzucić pracę, sprzedać mieszkanie, spisać testament i ruszyć. Internet pełen jest opowieści o gospodyniach domowych z Iowa, jadących właśnie przez Azję Centralną.

2. Dla kompulsywnie patrzących na mapę. Podróż Dokądś

Ponieważ wszędzie jest jakieś "Gdzieś", podróż "Dokądś" nie jest idealnym rozwiązaniem problemu nadmiaru pomysłów. Oczywiście nie każde "gdzieś" to "gdzieś" przez wielkie G. Wprawny podróżnik spojrzawszy na mapę nie ma większych problemów z określeniem - nazwijmy to - punktu G danej mapy. Będzie to albo jakiś wystający koniuszek (Nordkapp, Hel), albo ukryty zakamarek (geograficzny środek Azji/województwa łódzkiego), albo jakaś dziwna fałdka (wododział Andów).

Wybrawszy punkt G, wędrowiec nie ustaje w docieraniu do niego. Ma to ten plus, że droga ta jest z reguły prosta do wyznaczenia, a autorytarny wybór celu nadaje sens wszystkiemu, co mijamy. Jednak jeśli się dobrze zastanowić, są to jednocześnie minusy tego rozwiązania.

3. Dla lubiących sprawdzone rozwiązania. Podróż śladami.

Cykloturyści na trasie.

Spośród niezliczonej liczby rowerowych tras zawsze można zdecydować się na taką, którą ktoś już wybrał. W ten sposób łączymy przyjemne z pożytecznym, pedałujemy sobie bowiem w najlepsze, jednocześnie oddając hołd jakiemuś bohaterowi. Na przykład Andrzejowi Bobkowskiemu albo Kazimierzowi Nowakowi. Bohaterów, którzy zostawili dokładny opis swojej podróży rowerowej nie ma zbyt wielu, więc wybór jest ograniczony. Taka trasa jest już wyznaczona, atrakcje turystyczne opisane, zdjęcia wykonane. Dzięki temu możemy więcej czasu poświęcić na pedałowanie i to jest największy plus takiej imprezy.

4. Dla nieużywających litery "e". Podróż z ograniczeniami.

W każdym poradniku na temat podróży rowerowych znajdziecie informacje, ile biegów powinien mieć wasz rower i ile bardzo ważnych rzeczy powinien zawierać bagaż. Są jednak tacy, jak na przykład twórcy literackiej grupy OuLiPo, którzy uważają, że napisanie powieści bez litery "e" jest najpiękniejszym, co może się przydarzyć. Podobnie rozumują ci, którzy udają się na rowerową wyprawę rowerem bez przerzutek albo bez koła, bez bagażu, bez namiotu i bez pieniędzy. Zastosowanie ograniczeń świadomie i dobrowolnie na pewno uczyni waszą podróż wyjątkową i sprawi, że nawet wycieczka do Pabianic stanie się Wyprawą. Należy przy tym uważać, aby ostatecznie nie zrezygnować również z roweru.

5. Dla hedonistów. Podróż bez ograniczeń.

Podróż dla hedonistów nie oznacza, że musicie zabierać 100 kg bagażu. Wręcz przeciwnie, bagaż może pozostać niewielki. Na pewno nie musicie brać kuchenki i menażki, ani zupek w proszku. Jeść będziecie na miejscu. Każda dobra restauracja będzie wasza. Slow food, slow life, slow ride - to wasza dewiza! Na pewno nie będzie miało sensu publikowanie statystyk, gdyż jedynymi robiącymi wrażenie statystykami będą dane o pochłanianych przez was kaloriach. Wy jednak podczas tej podróży poznacie, że nie liczy się liczba kalorii tylko to, co jest ich źródłem (podobnie, jak nie liczy się liczba przejechanych kilometrów).

Warto do jedzenia dołączyć wino - kilka obszarów winnych (np. dolina Renu czy Burgundia) ma dość dobrą infrastrukturę rowerową.

Oczywiście można również, jako wariant, do hedonizmu żywieniowego dołączyć hedonizm kulturalny. W Toskanii między pecorino a brunello można rzucić okiem na Fra Angelico, w Holandii między goudą a domowym piwem można zobaczyć Mondriana, a na Podlasiu między kartaczem a jakąś nalewką... El Greco. Ale nie oszukujmy się - obrazki można pooglądać w internecie. A dobrego jedzenia spróbować tam nie można.

Ważne: każdy rowerzysta spala dużo kalorii podczas jazdy, musi też więc dużo jeść. Podróż bez ograniczeń powinna bez zbędnych skrupułów wykorzystać tę zasadę.

6. Dla konserwatystów. Podróż w to samo miejsce.

Bywa, że jakąś podróżniczą decyzję już kiedyś podjęliście. I była to słuszna decyzja. Być może nie warto wymyślać niczego nowego. Na przykład Tomasz Polak (wówczas jeszcze ksiądz) opowiadał kiedyś w "Gazecie Wyborczej", że co roku jeżdżąc rowerem do Abruzji zatrzymuje się w tych samych knajpkach na obiad. A ich właściciele witają go jak starego znajomego. Co ważne, rowerowa wyprawa sprawdzoną trasą nie musi oznaczać nudy. Za każdym razem są inne warunki meteo, inną mamy kondycję i inny nastrój. Co roku możemy też jechać z innym towarzyszem albo inną książką.

7. Dla niewymagających. Podróż przed siebie.

10.08.2009 OKOLICE GRAJEWA , DROGA  BIALYSTOK - ELK , TURYSTA ROWEROWY .  FOT. AGNIESZKA SADOWSKA / AGENCJA GAZETA  SLOWA KLUCZOWE:  TURYSTYKA ROWER WAKACJE WYPRAWA ROWEROWA

Można też w ogóle nie planować. Rowerem można dojechać wszędzie i wszędzie się zatrzymać. Wsiadamy na rower i zaczynamy pedałować - niech droga decyduje.

Jadąc przed siebie, być może nie trafimy do najpiękniejszych miast i najcudowniejszych puszcz, ale za to wszystko co spotkamy na drodze może nas zaskoczyć i okazać się warte uwiecznienia.

8. Dla artystów. Tournee jako tour.

Artysta dużo podróżuje i wcale nie musi tego robić autokarem z kolumną tirów. Są tacy, którzy na tournee wybierają się rowerem. Wybór takiej formy podróżowania ma ten plus, że tournee planują za nas menadżerowie. Minusem jest konieczność zdążenia na odpowiednią godzinę w umówione miejsce i masa wiolonczeli.

9. Dla postmodernistów. Podróż jako tekst.

Zamiast zastanawiać się nad tym, dokąd jechać, jakim sprzętem, co spakować i jak się przygotować kondycyjnie, można pomyśleć raczej o tym, jakim tekstem powinna być nasza wycieczka. Wówczas istotny stanie się styl i dobrze nakreślone postaci. Zamiast odżywek, mapy i kolarskiej odzieży zabieramy skrzynkowy fotoaparat, tomy rosyjskiej poezji, szachy, katarynkę i nieznośnych choć szalenie inteligentnych kolegów z modnej kafejki dla doktorów filozofii lub biologii molekularnej. Być może sama podróż będzie dla nas koszmarem, ale z pewnością będzie można ją później uwiecznić we wspaniałym albumie drukowanym na czerpanym papierze i sprzedawanym hipsterom.

Mam nadzieję, że nasz krótki przewodnik pomoże Wam skrócić okres zastanawiania się nad wycieczką i przystąpić do pakowania. Niech noga Wam podaje, szlak się nie myli, a dzikie psy nie rzucają się na Wasze sakwy.

Konrad Olgierd Muter

Więcej o: