Polskie Koleje Antyrowerowe - wszystkie sposoby, na jakie PKP utrudnia nam życie (i jak sobie z tym radzić)

Z jednej strony kolej regularnie kusi cyklistów promocjami: bilet za złotówkę, przewóz roweru gratis. Z drugiej strony, skorzystanie z tej oferty to prawdziwy sport ekstremalny.

Już samo kupienie biletu bywa czasem czynnością niełatwą. I to wcale nie z powodu kolejek do kas (tych coraz częściej da się uniknąć korzystając z Internetu). Na niektóre pociągi biletów rowerzysta po prostu nie ma szansy kupić. Jeżeli planujemy jechać nocą i marzy nam się kuszetka, to niestety - ale nie z rowerem (chyba, że składanym o czym niżej). Jeżeli chcemy jechać Intercity objętym rezerwacją miejsc, również może się nie udać - zwłaszcza teraz, w środku wakacji.

Jeżeli zaś chcemy dostać fakturę za bilet na rower dla pracodawcy... tego może lepiej nie próbujcie. Mnie na Dworcu Centralnym w Warszawie zajęło to ponad godzinę.

Alpinizm peronowy

Po odstaniu w kolejce udajemy się na peron. To bieg z przeszkodami, gdyż na drodze zapewne staną nam schody. Nie muszę pisać jak wygląda noszenie w pojedynkę roweru z bagażem (ważącego 40 - 60 kg), bo zwykle... nie wygląda. Mało kto jest w stanie to zrobić.

Jeszcze trudniej jest z przyczepką, bo wtedy zmuszeni jesteśmy nosić sprzęt na raty. A to wiąże się z zostawieniem roweru oraz bagażu w przyczepce bez opieki - co najmniej na chwilę. Dlatego na wyprawy rowerowo-kolejowe warto jeździć w dwie osoby.

Przejście przez tory w poziomie znajduje się zwykle na jednym z końców stacji. Nie zawsze jest legalne, ale zwykle wygodniejsze niż schody.

Na szczęście większość dworców kolejowych jest wyposażona w przejścia przez tory w ich poziomie (w ich zlokalizowaniu na stacji bywa pomocny serwis ze zdjęciami satelitarnymi, np. Google Maps). Tym niemniej zazwyczaj są to przejścia obwieszone zakazami i przeznaczone wyłącznie dla kolejowych związkowców. Wszystko dla bezpieczeństwa (noszenie nieporęcznego roweru z bagażem po pełnych ludzi rozpadających się schodach jest przecież bezpieczne). W dodatku przejścia te są pod baczną obserwacją Straży Ochrony Kolei, która dzięki temu z zapasem wyrabia limity mandatów i pouczeń.

Podjeżdża pociąg

Największym problemem na peronie jest lokalizacja wagonu rowerowego. Nigdy nie wiadomo, czy będzie on na początku składu, na końcu, czy może gdzieś w środku. Co za tym idzie nie wiadomo, w której części peronu się ustawić.

W połowie przypadków zdarza się wiec, że pociąg podjeżdża i okazuje się, że wagon rowerowy jest. Ale sto metrów dalej. Rozkładowy czas postoju pociągu wynosi minutę, albo dwie. Do biegu, gotowi... I znowu rozglądamy się za SOK i wsiadamy na rower - tak szybciej. A w  życiu, jak w piosence, pociąg "na nikogo nie czeka". Dlatego dobrze jest sprawdzić czas postoju na stacji przed kupnem biletu. A jeszcze lepiej jest ruszać ze stacji początkowej, lub przynajmniej stacji w większym mieście - tam pociąg z reguły stoi dłużej.

Bywa też, że wagonu rowerowego w składzie nie znajdziemy, choć w rozkładzie pociąg figuruje jako wyposażony w przedział na rowery (ostatnio regularnie zdarzało mi się to w pociągach InterRegio i Twoich Linii Kolejowych). Wtedy czeka nas nie tylko sprint wzdłuż składu, ale i sprint powrotny, do ostatniego wagonu, gdzie, według Regulaminu Przewozów, rower w takiej sytuacji należy umieścić.

Alpinizm wagonowy

Wsiadanie do pociągu z niskiego peronu wymaga siły, wprawy a czasami nawet pomocy osoby trzeciej.

Podłoga i wejścia do większości wagonów kolejowych znajduje się na jednym poziomie - około 110 cm. Niestety z peronami tak różowo już nie jest. Na wielu stacjach lokalnych perony mają wysokość zaledwie 25 - 30 cm. Na większych od 55cm, aż do około metra. Co za tym idzie, czekają nas kolejne schody. I to takie, których ominąć się nie da. Tu - znowu - przydaje się pomoc towarzysza wyprawy, lub innego współpasażera.

Nieczynne drzwi do przedziału rowerowego mogą być dla cyklisty nie lada problemem.

Druga sprawa to drzwi. To banał, ale zanim zaczniemy zdejmować bagaż i szykować rower do wkładania do pociągu, sprawdźmy czy nie są zaspawane i czy się otwierają.

Wagony. Czy aby na pewno rowerowe?

Nie zabezpieczone gumą haki wieszaków na rowery to gwarancja porysowanej obręczy.Po dostaniu się do przedziału rowerowego, rower teoretycznie należy powiesić na wieszaku. Stanowczo odradzam jednak takie praktyki.

Po pierwsze, niełatwo podnosi się i wiesza rower ważący kilkadziesiąt kilo, zwłaszcza gdy pociąg już ruszy. Po drugie, wieszaki te pasują tylko do części rowerów, niektórych rozmiarów kół i często po prostu są nieprzydatne. Po trzecie - wieszaki te potrafią uszkodzić obręcz koła (zwłaszcza jeżeli nie ma na nich gumowej osłonki), która nie jest przystosowana do wieszania za nią roweru, szczególnie obciążonego bagażem.

 

Wystarczy powiesić dwa rowery i przejście zwęża się do kilkunastu centymetrów. Czyżby projektant nie znał wymiarów rowerów?

Po czwarte i chyba najważniejsze - przedziały rowerowe projektował ktoś, kto prawdopodobnie nigdy nie widział roweru. A z pewnością nie widział kilku rowerów naraz. Bywa więc, że powieszenie dwóch rowerów w wieszakach blokuje całkowicie możliwość przejścia wzdłuż składu. Poza tym zwykle więcej rowerów wchodzi do przedziału wtedy, gdy ich nie wieszamy, co z pewnością docenią koledzy cykliści wsiadający na kolejnych stacjach.

Gdy nie ma wagonu rowerowego

Znaczna część pociągów nie jest wyposażona w wagony rowerowe. Wtedy rower zostawiamy na końcu ostatniego wagonu, lub na początku pierwszego, przypinamy do czegoś solidnym zabezpieczeniem i udajemy się do przedziału.

Koniecznie dowiedzmy się najpierw (najlepiej kupując bilet), czy pociąg nie będzie łączony lub rozłączany. W przeciwnym razie może się okazać, że nasz ostatni wagon w pewnym momencie przestanie być ostatni, a obsługa zażąda przenosin (co np. o 4 rano bywa irytujące). Albo, że część pociągu, w której siedzimy nie jedzie tam, gdzie chcemy (o to warto zapytać obsługi podczas wsiadania).

Garść porad

Rowerzyści mają też mnóstwo domowych sposobów na wożenie roweru. Chyba najlepszym jest posiadanie składaka. Można go złożyć, wsadzić do torby i dzięki temu położyć na półce bagażowej jak zwykły bagaż. W ten sposób odpada cały problem z wagonami rowerowymi, dodatkowymi biletami i innymi atrakcjami. Zdecydowanie polecamy częstym użytkownikom kolei.

Zwykły rower też da się włożyć na półkę bagażową. Wymaga to nieco gimnastyki i siły, ale czasem (gdy tył pociągu już jest zastawiony) jest to najlepsze lub wręcz jedyne wyjście. Warto mieć ze sobą dwie lub trzy gumy do mocowania bagażu - do wiązania roweru (zwykle za koła i widelec) do półki nadają się idealnie. Dobrym pomysłem bywa też zdjęcie kół i ustawienie wszystkiego na jednej półce.

Jeżeli jedziemy większą grupą, skutecznym (choć niezbyt miłym dla współpasażerów) sposobem jest zaanektowanie na parking jednego WC. Przy odrobinie gimnastyki wchodzą tam nawet 4 rowery, których po spięciu zabezpieczeniem wyjąć się już nie da. Lepsze to niż zablokowanie wyjść.

Grupy jeszcze większe mogą w ten sposób zająć na rowery jeden przedział (koniecznie trzeba czymś osłonić siedzenia by nie ubrudzić ich smarem lub błotem). Wprawni cykliści do pojedynczego przedziału są w stanie zmieścić nawet kilkanaście rowerów. Należy jednak być przygotowanym na awanturę z obsługą.

A może nie koleją?

Mimo tych wszystkich niedogodności kolej wciąż jest najlepszym sposobem na transport roweru (poza jazdą na nim). Przewoźnicy autobusowi bowiem z założenia rowerów nie wożą, a samochód... no cóż, kto by chciał po niego wracać przez całe województwo.

Dlatego też nie należy się zniechęcać, a każdą podróż traktować jako niezapomnianą przygodę, którą później będziemy relacjonować znajomym z wypiekami na twarzy. Wrażenia z podróży warto rejestrować aparatami i kamerami (te urządzenia działają też uspokajająco na obsługę), a spostrzeżeniami dzielić się z koleją. Może dzięki temu kiedyś przestanie to być sport ekstremalny.

Rafał Muszczynko

Więcej o: