Jak dostarczyć dziecko do szkoły lub przedszkola rowerem

Tak jak zima zaskakuje drogowców, tak 1 września zaskakuje kierowców. Co roku, po wakacyjnych luzach, tego dnia zaczynają się koszmarne korki.Tak jak co roku coraz więcej rodziców decyduje się podrzucić dziecko do szkoły czy przedszkola. Pamiętajcie, że wcale nie trzeba do tego samochodu. Wystarczy rower.

Mogą same pojechać - rowerem. No dobrze - a co z tymi, które jeszcze nie potrafią jeździć? - Kolejny niepraktyczny poradnik naszego serwisu postara się zmierzyć z tym problemem.

W punkcie 2 artykułu 33 kodeksu drogowego czytamy: "Dziecko w wieku do 7 lat może być przewożone na rowerze, pod warunkiem że jest ono umieszczone na dodatkowym siodełku zapewniającym bezpieczną jazdę". W Polsce przywykliśmy do tego, że takim "dodatkowym siodełkiem" jest fotelik umieszczony z tyłu roweru. Rozwiązań jest jednak jeszcze co najmniej kilka.

Oczywiście najlepiej jest, jeśli dziecko mające 5-6 lat jeździ już samo na rowerze i odpowiedzialność za transport tego słodkiego ciężaru przerzucić możemy na jego posiadacza. Niemniej zdarzają się przypadki, kiedy jest to niemożliwe. Dziecko nie potrafi jeszcze jeździć, ma niesprawny rower, do przedszkola mamy za daleko na krótkie nóżki naszej pociechy, albo w związku z obchodami Dnia Dziadka pociecha nasza przebrana jest za wielkiego żuka, co skutecznie uniemożliwia pedałowanie. W takich sytuacjach możemy:

1. Przyczepić rower dziecka do naszego

Dość oczywistym rozwiązaniem wydaje się wzięcie dziecka na hol. Przy pomocy specjalnego dyszla przyczepiasz rower dziecka do swojego. Przednie koło roweru Twojej pociechy zostaje lekko uniesione nad ziemię, a kierownica unieruchomiona. I zaczynamy jazdę - ty pedałujesz cały czas, Twoje dziecko wtedy, kiedy mu się chce.

System ma ten plus, że w dość bezpieczny i w pełni kontrolowany przez Ciebie sposób przyzwyczajasz dziecko do jazdy na dalsze odległości i uczestniczenia w normalnym ruchu. Nie ma też problemów, aby dziecko odbierał z przedszkola ktoś inny niż je tam zawoził - dyszel po prostu przyczepiasz do innego roweru. Niewątpliwą zaletą tego rozwiązania jest też fakt, że dziecko nie zostaje ubezwłasnowolnione. W każdej chwili jego rower może zostać "uwolniony" i możecie zacząć jechać oddzielnie.

Minusem jest to, że nic nie chroni Twojego dziecka przed trudnymi warunkami atmosferycznymi. W przypadku mniejszych dzieci są jeszcze dwie niedogodności: po pierwsze nie jesteś w stanie skutecznie kontrolować, czy dziecko dobrze trzyma się w siodełku i nie grozi mu upadek. Po drugie dłuższa jazda na pionowym rowerze może być męcząca dla dziecka nawet jeśli nie pedałuje.

2. Użyć przedłużacza

Pewną wersją pierwszego rozwiązania jest jednokołowa przyczepa, która czyni z Twojego roweru przegubowy tandem. Zalety i wady rozwiązania są podobne jak w przypadku przyczepiania całego roweru z tą różnicą, że przyczepę taką nieco łatwiej się montuje i demontuje, nie może jednak ona być z oczywistych względów samowystarczalnym rowerem.

3. Użyć przedłużacza "poziomego"


Pewną odpowiedzią na brak wygody jest takie rozwiązanie. To też przyczepa, ale ze znacznie wygodniejszym siodełkiem, na którym dziecko siedzi tak jak w rowerze poziomym (oparcie, pedały z przodu). Do zastosowania nawet dla nieco mniejszych dzieci niż w przypadku wcześniejszych rozwiązań. Do tego nadaje się do dłuższych wypraw. Wadą jest na pewno cena.

4. Włożyć dziecko do przyczepy


Wożenie dzieci w przyczepie rowerowej to jeden z najbardziej bezpiecznych i komfortowych sposobów na przewożenie dziecka rowerem. Przyczepa powinna być amortyzowana, wyposażona w regulowane i niemożliwe do rozpięcia przez dziecko pasy bezpieczeństwa i skonstruowana tak, aby dziecko w wypadku wywrotki było chronione ramą przyczepy przed uderzeniem w podłoże.

Dziecko w przyczepie jest dość dobrze chronione przed trudnymi warunkami pogodowymi, jedzie wygodnie (można więc bez problemów pokonywać z nim nawet długie, wyprawowe dystanse) i ma znacznie szersze niż w przypadku choćby jazdy w foteliku możliwości zajmowania się swoimi sprawami (typu oglądanie książki czy zabawa ulubionym misiem).

Przyczepy mogą być z reguły dość łatwo przeczepiane między różnymi rowerami. Znowu więc - dziecko może odebrać z przedszkola ktoś inny, choć z reguły trudniej pod przedszkolem zostawić na cały dzień przyczepę niż dziecięcy rower z dyszlem.

Wady przyczepy to dość wysoka cena, duże rozmiary utrudniające przechowywanie w domu i ograniczenie wzrostowo-wagowe (dzieci powyżej 4 roku życia z reguły w przyczepie się już nie mieszczą).

5. Zamienić wózek w rykszę

Dobra przyczepa dość łatwo zamienia się w wózek. Wózek można z kolei zamienić w rykszę, jeśli dysponuje się odpowiednim rowerem.

To rozwiązanie jest również przeznaczone raczej dla mniejszych dzieci. Znacznie też trudniej w przypadku ryksz Zigo wyobrazić sobie, że dziecko odbierane jest z przedszkola przez osobę na innym rowerze niż ten, którym wózek przewożony był rano.

6. Zapatrzyć się na Duńczyków i Holendrów

Rozwiązaniem powszechnie stosowanym choćby w Danii są rowery towarowe przystosowane do przewozu dzieci. W rowerach takich (nazywanych również - zależnie od modelu - backfiets, christiania bike, longjohn), można przewozić nawet kilkoro dzieciaków.

Dla tych, którzy obawiają się, że jeżdżąc rowerem towarowym będą raczej wyglądać na sprzedawcę złomu niż na troskliwego rodzica, przygotowano modele ekskluzywne.

A tym, którzy uważają, że rowery towarowe nie spełniają zasady "dodatkowego siodełka zapewniającego bezpieczną jazdę", polecam to zdjęcie.

Jak pisze Mikael Collvile na blogu copenhagenize.com, rowery towarowe są dla mieszkańców Kopenhagi rodzajem SUV-u. Tyle, że nie zatruwają środowiska, a dzieciak może patrzeć swobodnie w twarz swoim pedałującym rodzicom, a nie jedynie oglądać zagłówek ich fotela i odbicie w lusterku. Tak jak zwykły SUV, rower towarowy ma swoje minusy - dużo waży, kosztuje więcej i zajmuje więcej miejsca niż zwykły rower.

7. Przypiąć siodełko do ramy

Rozwiązaniem małym, lekkim i tanim jest siodełko montowane do ramy. W czasach mojego dzieciństwa, kiedy fotelików rowerowych nie było nawet w peweksach, siodełka na ramie (lub ich tymczasowe wersje - na przykład zwinięty koc) były dość powszechne. Dzisiaj taki widok jest raczej niespotykany na polskich drogach.

A to dość dziwne, bo jest to rozwiązanie, które jest nie tylko tanie, ale również wbrew pozorom dość bezpieczne. Rodzic otacza dziecko swoimi ramionami, a ono dodatkowo trzyma się kierownika. W przeciwieństwie do fotelika z tyłu roweru, siodełko na ramie nie zmienia zasadniczo środka ciężkości roweru. Dziecko zamiast patrzeć na plecy rodzica, może mieć wrażenie, że prowadzi rower i w ten sposób przekonywać się, że jest to naprawdę wspaniałe doświadczenie.

Dla fanów bezpieczeństwa jest jeszcze wersja nieco bardziej rozbudowana. Dodatkowa zaleta siodełka na ramie - w przypadku opadów atmosferycznych dziecko dość łatwo można przykryć własną peleryną.

8. Kupić rodzinny tandem

Wyznawcy rodzinnych wartości (przez co rozumiem przekonanie, że rodzina jest ważniejsza od jednostki i posiadanie dużej liczby dzieci) powinni rozważyć zakup rodzinnego tandemu. Rozwiązanie zupełnie nie na nasze ulice, ale jakże urokliwe.

Epilog

A na koniec odrobina dziecięcej propagandy rowerowej. Po obejrzeniu tego filmu, każde dziecko zapragnie być podrzucone do szkoły czy przedszkola rowerem:

Konrad Olgierd Muter

Więcej o:
Komentarze (23)
Jak dostarczyć dziecko do szkoły lub przedszkola rowerem
Zaloguj się
  • Gość: Gość

    Oceniono 33 razy 23

    To zdjęcie na początku artykułu mnie kompletnie rozbroiło. Kandydat na tatę idiotę roku :)

  • Gość: buggy

    Oceniono 22 razy 20

    Co za bzdury! Jeżdżę często z dziećmi - mam dyszel, fotelik dla mniejszego. Ale nikt mi nie wmówi, że u nas wożenie dzieci do przedszkola rowerem jest "bezpieczne"! Mam do przedszkola 3 km. Drogą krajową, bez pobocza, bez chodnika ani ścieżki rowerowej. I to jest raczej standard niż wyjątek w Polsce - brak bezpiecznych dróg dla rowerów, kierowcy samochodów mający gdzieś bezpieczeństwo innych i przepisy...
    Wożenie dzieci w normalnym ruchu ulicznym w Polsce to śmiertelne zagrożenie! Wycieczki proszę bardzo - bocznymi drogami, trasami rowerowymi. Tyle, że one raczej nie prowadzą do przedszkoli i szkół.

  • Gość: Gość

    Oceniono 14 razy 12

    Ten gość z pierwszego zdjęcia jest odwazny. Ja bym bala się takiego małego dzieciaka trzymac jak torebkę i jechac sobie jak gdyby nigdy nic rowerkiem.

  • Gość: Gość

    Oceniono 10 razy 8

    Tak..Wszystko fajnie, ale zapomnieli napisać o jednym.
    KULTURA KIEROWCÓW, czyli, po ulicy jechać strach.Prawie każdy kierowca na ulicy to PAN I WŁADCA kawałka asfaltu.
    No dobra, są ścieżki rowerowe, ale ich infrastruktura jest beznadziejna (przynajmniej w Bydgoszczy--w Trójmieście jest super, pierwszy raz w życiu jechałem ok 20 km, cały czas po ścieżce rowerowej i to przez miasto, a ni na obrzeżach!)A podróż ścieżkami poprzerywanymi w różnych etapach, lub po po chodnikach, gdzie co chwilę muszę się wdrapywać z dzieckiem w foteliku pod krawężniki, mija się z celem...
    Z tego wszystkiego najlepsza jest przyczepka, najwięcej amortyzuje najwięcej chroni, ale jest nieporęczna i droga:(

  • seiendes

    Oceniono 5 razy 5

    Pan na pierwszym zdjęciu to nie debil tylko przestępca. Nie wszystkie propozycje odpowiadają polskim przepisom, a większość nie odpowiada realiom. Przyczepka poza ścieżkami rowerowymi nie nadaje się na polski chodnik. Ja mogę podpowiedzieć jeden w miarę wygodny sposób na jednoczesny transport "rowerowy" dziecka i zakupów - z przedszkola mieliśmy jakieś 1,5 km do domu, mój 6letni synek uwielbiał stawać na prawym pedale i trzymał się kierownicy, ja prowadziłem rower idąc z lewej, za siodełko i lewy uchwyt kierownicy, zakupy na bagażniku :) Było to niewiele szybciej niż na nogach, ale za to ciekawiej.

  • Gość: Gość

    Oceniono 7 razy 5

    Przyczepki niedługo mają być legalne - jak dla mnie to najwygodniejsze rozwiązanie...

  • redhotcat

    Oceniono 8 razy 4

    Otóż to. Pomysły moze i fajne, ale nie w Polsce. Tutaj po prostu brak ścieżek rowerowych, a jazda po ulicy z dzieckiem z tyłu jest dośc niebezpieczna.

  • Gość: Gość

    Oceniono 4 razy 4

    Co Ty mówisz. Właśnie ze większość z tych rozwiązań nadaje się dla przedszkolaka. Sam używam rozwiązania nr 1 (nie mylić z pierwszym zdjęciem) czyli przyczepienie na hol. Taki hol nazywa się Trail-gator. Polecam bo jest świetny. Jak nie holujemy dziecka zwisa przypięty do ramy, zsunięty na teleskopie a jak dziecko się zmęczy przypinamy na hol i jedziemy dalej. Oryginalny trail-gator nie jest tani ale widziałem już ze na allegro pojawiły się tańsze podróbki. Można holowac rowery o kółkach 12 i 16 calowych wiec rozwiązanie od lat 2 do 8 spokojnie.

  • Gość: Gość

    Oceniono 2 razy 2

    Na co liczy ten debil na pierwszym zdjęciu? Ja wożę mojego 15-miesięcznego synka w fotliku Gianta. Spoko jest to, że ma regulowany kąt oparcia - jak mały przyśnie, to nie leci do przodu

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX