Ściągnijmy rowerzystów na jezdnię

04.09.2015 15:30
Rowerem po chodniku

Rowerem po chodniku (fot. PRZEMYSŁAW SKRZYDŁO)

Wciąż po ulicach polskich miast zbyt wielu rowerzystów, również zdrowych, silnych i dorosłych, jeździ rowerem po chodniku, często siejąc postrach wśród pieszych. Oczywiście za tę sytuację odpowiada wiele instytucji - zarządcy dróg, policja, straż miejska itd. Ale poprawić ją możemy my sami - rowerzyści i rowerzystki. Jak to zrobić?

konkurs

Infrastrukturalny koszmar

Problem z rowerzystami na chodnikach jest oczywiście złożony. Z pewnością jednym z ważniejszych powodów, dla których część osób poruszających się rowerami łamie przepisy i slalomuje wśród pieszych, jest brak odpowiedniej infrastruktury. Nie chodzi jedynie o to, aby ścieżki rowerowe prowadziły wszędzie - to jest całkowicie niewykonalne. Ale nawet tam gdzie już są, prowadzone są czasami w taki sposób, że wręcz wymuszają poruszanie się niezgodnie z przepisami. Jeśli kończą się nagle, trudno oczekiwać, że rowerzysta, który do tej pory dość bezpiecznie czuł się na drodze dla rowerów, zjedzie na jezdnię, przed którą ta droga do tej pory go teoretycznie chroniła. Również ścieżki prowadzące po jednej stronie dwupasmowej jezdni (i to często po tej stronie, gdzie jest mniej celów), nie zachęca do tego, by jadąc gdzieś po drugiej stronie zjeżdżać na jezdnię. Skoro jest ona na tyle niebezpieczna, by wytyczać wzdłuż niej separowaną infrastrukturę rowerową, dlaczego w drugim kierunku rowerzysta miałby poczuć się bezpieczniej? Kolejny problem to częste „ciągi pieszo-rowerowe”, które często powstają tam, gdzie drogowcy „nie mają dość miejsca” na infrastrukturę rowerową o odpowiednim standardzie. CPRy pozwalają wyrzucić rowerzystę z jezdni, choć nie dają mu odpowiedniego bezpieczeństwa i komfortu, a do tego oswajają nas z niedobrym przemieszaniem rowerów i pieszych.

Zła filozofia nadrzędności aut

Za to, że wciąż, będąc pieszymi, musimy uważać na rowerzystów, winę ponoszą więc niedoskonałe ścieżki rowerowe, które tych rowerzystów na chodnik wpychają, ale również filozofia, która za budową ścieżek stoi. W Polsce służą one bowiem wciąż przede wszystkim izolowaniu rowerów od aut, a nie zwiększaniu komfortu poruszania się rowerem po mieście. Skoro wciąż słyszymy o tym, że jezdnia nie należy do nas, trudno, abyśmy na nią wjeżdżali, gdy droga dla rowerów się kończy.

Tymczasem jest to oczywiście nieprawda. Rowerzysta jest pełnoprawnym użytkownikiem jezdni (o ile nie prowadzi wzdłuż niej droga dla rowerów w kierunku, w którym się porusza). I na tej jezdni (a nie na chodniku, który należy do pieszych) powinien się znajdować.

Mistrzowie kierownicy

Oczywiście w tym miejscu musi pojawić się argument o tym, że dopóki kierowcy nie będą stosować się do przepisów, nie będą jeździć z przepisową prędkością i wyprzedzać z zachowaniem dystansu, dopóty rowerzyści nie zjadą na jezdnię. Ten argument jest całkowicie zrozumiały. Ktoś, kto nie jechał rowerem drogą krajową wśród wielkich ciężarówek, wiecznie śpieszących się przedstawicieli handlowych i całej flotylli innych mistrzów kierownicy, mało wie o tym, skąd się biorą rowerzyści na chodnikach.

Największe niebezpieczeństwo na skrzyżowaniu, nie na drodze

Tyle tylko, że w miastach sytuacja wygląda już inaczej. Tu, jeśli nawet dochodzi do kolizji, czy wypadku auta z rowerem, dzieje się to w okolicy skrzyżowań, na przejściach czy przejazdach - w miejscach, gdzie rowerzysta tak czy siak się pojawi, bez względu na to, czy jedzie po jezdni czy po chodniku. Troska o bezpieczeństwo niekoniecznie więc zostaje zaspokojona poprzez przeciskanie się przez chodnik. Ponadto w każdym mieście, poza wielkimi „miejskimi autostradami”, na które często naprawdę strach wjechać rowerem, mamy z reguły sieć niewielkich ulic o spokojniejszym ruchu, gdzie rowerzystom, o ile poruszają się sprawnie, naprawdę nic nie grozi.

Uczmy się przepisów ruchu drogowego

I tu dochodzimy do kolejnego punktu, a mianowicie do kompetencji. Wielu rowerzystów, nie tylko początkujących, niekoniecznie wierzy w swoje umiejętności, część nie zna przepisów ruchu drogowego. Jeśli nie mają prawa jazdy i nie chodzą do 5 klasy podstawówki, trudno jest im tę wiedzę zdobyć (szkolenia z jazdy rowerem w ruchu miejskim to wciąż bardzo rzadkie zjawisko). Jeśli nie znasz przepisów dotyczących pierwszeństwa na skrzyżowaniu lub nie wiesz, co oznacza biała strzałka na niebieskim kółku, możesz rzeczywiście czuć pewną niechęć do jezdni. Na chodniku przecież przepisy nie obowiązują.

A jednak obowiązują. I dość dokładnie określają, kiedy rowerzysta może chodnikiem się poruszać. Nigdy dość powtarzania, że jazda rowerem po chodniku dopuszczalna jest gdy rowerzysta ma mniej niż 10 lat (wtedy w ogóle zgodnie z przepisami nie jest rowerzystą tylko pieszym), gdy towarzyszy dziecku do 10 lat jadącym na rowerze, gdy prędkość dopuszczalna na jezdni przekracza 50 km/h, a szerokość chodnika wynosi minimum 2 metry oraz gdy na drodze panują trudne warunki atmosferyczne. W pozostałych przypadkach (czyli z reguły), rowerzysta powinien zjeżdżać na jezdnię. Jak go jednak do tego przekonać?

Weźmy sprawy w swoje ręce

Nie robią tego zarządcy dróg, budując je w sposób wręcz zniechęcający do jazdy rowerem. Nie robi tego policja, ignorując z reguły wykroczenia (oni też poruszają się samochodami i woleliby pewnie na jezdni rowerzystów widzieć jak najmniej), nie robi tego szkoła, nie prowadząc żadnej sensownej edukacji na temat bezpieczeństwa w ruchu drogowym, nie robią też tego piesi, którzy albo pokornie ustępują rowerzystom drogi, albo wylewają na nich wiadra pomyj, dostając w zamian co najmniej to samo. Może więc czas, by za ściąganie rowerzystów na jezdnie zabrali się sami rowerzyści. My?

Nie mam tu na myśli żadnej szeroko zakrojonej akcji społecznej. Skupmy się na małych i łatwych do osiągnięcia celach. Zgłośmy się do swoich bliskich i znajomych, rodziny, sąsiadów, kogoś, kto jeździ rowerem, ale boi się zjechać na jezdnię. Zaproponujmy im wspólną przejażdżkę. Przypomnijmy podstawowe przepisy. Spróbujmy razem z nimi znaleźć taką trasę, żeby mogli poczuć się pewnie na jezdni. Możecie przy tym korzystać z naszych instrukcji. Z mojego doświadczenia wynika, że dwie-trzy wspólne przejażdżki z bardziej doświadczonym rowerzystą wystarczają „chodnikowcom” do nabrania wiary w siebie. Może nie od razu zjadą na jezdnię w 100%, ale ważne, żeby zaczęli próbować. Żeby zrozumieli, że to jest miejsce dla nich.

Im nas więcej tym bezpieczniej

Gdyby każdy z nas do zimy namówił na jazdę zgodną z przepisami 2-3 osoby, to za kilka miesięcy problem rowerzystów na chodnikach byłby widocznie mniejszy. Dlaczego zaś mielibyśmy o to się starać? Jest przynajmniej kilka dobrych powodów. Po pierwsze opinia publiczna nie jest zbyt wnikliwa i lubi uogólniać  - każde niebezpieczne zachowanie rowerzysty (a przy slalomie między pieszymi o niebezpieczeństwo nie jest trudno) obciąża również tych, którzy jeżdżą poprawnie. Po drugie statystyki potwierdzają, że im więcej rowerzystów na drogach, tym kierowcy aut zachowują się wobec nich ostrożniej, czyli wszyscy jesteśmy bezpieczniejsi. Po trzecie wreszcie: jazda rowerem w dobrym towarzystwie jest bardzo przyjemna. A świadomość, że się komuś pomogło odzyskać choćby kawałek miasta - jeszcze przyjemniejsza. No to do dzieła! Informujcie nas o swoich postępach!

Komentarze (38)
Ściągnijmy rowerzystów na jezdnię
Zaloguj się
  • Irena Bondarczuk

    Oceniono 7 razy 3

    Ciekawy paradoks: piesi są oburzeni, że rowerzyści jeżdżą po chodnikach, co wcale im nie przeszkadza chodzić po ścieżkach rowerowych jak po alejce w parku.
    Mamusie parkujące wózki pośrodku ścieżki; mamusie ignorujące że dziecko traktuje ścieżkę jako plac zabaw; rodzice nie potrafiące wyjaśnić dziecku która stroną ścieżki należy jechać, wiec jedzie zygzakiem na swoim mikro rowerku; babcie zagubione w czasie i przestrzeni; permanentnie spóźnieni skracające sobie metr drogi idąc po przejściach rowerowych; właściciele psów - tych dużych rasy „nicpaniniezrobi” bez kagańców i małych na niewidocznych linkach rozciągniętych pułapka na całą szerokość ścieżki; zombie ze smartphonami z prędkością i gwałtownością ninja wyskakujące na ścieżkę zza przystanków.
    Nikogo nie poznajecie w tych opisach?
    Trochę wzajemnej powagi i będzie dobrze!

  • uthark

    Oceniono 2 razy 2

    Dziś musiałem gdzieś pojechać na terenie Grudziądza - ok. 6,5km w jedną stronę. Większość trasy można pokonać po ddr-ach lub bocznych ulicach, ale pewien odcinek trzeba było pokonać na ul. Kraszewskiego, ul Rapackiego oraz ul. Waryńskiego (od Czarnej Drogi do dawnego Stomilu). Obydwie są ruchliwe w godz. 9.00-9.30. Paradoskalnie - przy dużym ruchu było bezpieczniej niż przy małym ruchu - kierowcy jechali powoli i ostrożnie, nikt nie szarżował. Bezproblemowo dało się jechać po jezdni, nikt nie trąbił, nie wyzywał, nie wyrzucał na chodnik, nikt nie wyprzedzał na grubość lakieru. Moje tempo to ok. 20km/h. Trzeba tylko jechać metr od krawężnika, sygnalizować manewry, korzystać z lusterka wstecznego (nieobowiązkowe, ale zdecydowanie polecam) i jechać generalnie ostrożnie, ale asertywnie. Przy takiej jeździe można wykonywać nawet skręt w lewo mając za plecami śmieciarkę. ;-) Ani przez chwilę nie czułem, żeby było niebezpiecznie. Nie wyobrażam sobie pokonywać tę trasę po chodniku tam, gdzie na ma infrastruktury rowerowej.

  • tc2

    Oceniono 4 razy 2

    Za chodnikowanie jest mandat 50 ž
    ale za jazdę po jedni z b9* jest mandat 100 ž

    a "kto oszczedza, ten ma"...

    Około pół miliona mieszkancow Trójmiasta codziennie przejezdza przez polaczenie Sopotu i Gdanska wzdłuż Grunwaldzkiej/Niepodległości (to ta sama ulica, zmienia tylko nazwę na granicy) gdzie sopocka policja urządziła sobie taki właśnie rewir łowiecki. Kilkudziesięciu rowerzystów na godzinę jedzie tą najkrótszą i najbezpieczniejszą drogą, jedyną alternatywą drogi przy plaży, wybierając między 50zł, 100 zl i próbą ucieczki przed zdeprawowanymi, zmanierowanymi, zepsutymi uzbrojonymi glinami. Niczego nie zmyślam, sam osobiście tam miałem okazję "skorzystać" z wszystkich trzech w/w opcji. 3M to jest bagno.

  • barklu

    Oceniono 2 razy 2

    "Ktoś, kto nie jechał rowerem drogą krajową wśród wielkich ciężarówek, wiecznie śpieszących się przedstawicieli handlowych i całej flotylli innych mistrzów kierownicy, mało wie o tym, skąd się biorą rowerzyści na chodnikach" - tutaj mi się zdaje, że jest wręcz na odwrót. Po chodnikach jeżdżą ci, którzy znają tylko mity "jak to jezdnia jest niebezpieczna" i nawet nie próbują na nią wyjechać. Ktoś, kto jechał drogą krajową, jest już tak psychicznie uodporniony na samochody, że miasto, gdzie jeżdżą wolniej, to dla niego bułka z masłem.

  • pz44

    Oceniono 10 razy 2

    No ta, narodowy problem Polaków to rowerzyści jeżdżący czasem po chodniku. Jakoś sobie nie wyobrażam żeby moja 60cio letnia Matka, nie znająca przepisów ruchu drogowego, jeżdżąca czasem do biedronki na zakupy jeździła ruchliwą ulicą, osiągając średnio pewnie z 12 km/h, zatrąbili by ją na śmierć w najlepszym razie... a na chodniku na pewno stanowi śmiertelne niebezpieczeństwo dla pieszych przy tak astronomicznych prędkościach... Ja czasem jeżdżę do pracy rowerem i staram się unikać jazdy chodnikiem ale czasem wolę przejechać kawałek chodnikiem niż pchać się gęsty ruch na wielopasmowych ulicach...

  • malachi1983

    Oceniono 3 razy 1

    Problemem są właśnie tacy rowerzyści, którzy niebezpiecznie pędzą na złamanie karku 20 km/h po chodniku, zamiast jechać po ulicy wśród spokojnie i bezpiecznie jeżdżących samochodów, których prędkość to 50 km/h.

  • uthark

    Oceniono 1 raz 1

    W Grudziądzu na zdecydowanej większości ulic można zupełnie bezpiecznie jechać jezdnią. Jest może 10 ulic, gdzie jazda rowerem po jezdni jest niebezpieczna, ale na większości z nich dotyczy to tylko godzin szczytu w dni powszednie.

    Pozostałe ulice nadają się do jazdy jezdnią (jeśli nie ma jakiejś drogi dla rowerów). Mimo tego, często dorośli rowerzyści korzystają z chodników na mało ruchliwych ulicach.

    Często spotykana jest jazda po chodniku, chociaż w ciągu ulicy znajduje się droga dla rowerów.

  • bimota

    Oceniono 1 raz 1

    JA AKURAT DOBRZE SIE CZUJE NA KRAJOWKACH, W MIESCIE AUTA JEZDZA CIASNIEJ...

  • sindar sin

    0

    Odkąd jeżdżę poza miastem to mam dość rowerzystów i ich kładzenia lachy na wszystko i na wszystkich.
    Jest droga lokalna bez chodnika i bez drogi rowerowej ( niestety nad czym ubolewam) i jest wiele takich miejsc w Polsce.
    Przez to robi się bardzo niebezpiecznie. Najbardziej mrozi mnie to kiedy jakiś rowerzysta jedzie sobie takim poboczem
    z dzieckiem. Sam naraża swoje życie to jeszcze życie dziecka. Kompletny brak wyobraźni.
    A co moi drodzy super rodzice w razie kiedy jakiś kierowca przysłowiowo się zagapi lub akuratnie zasłabnie albo
    po prostu w impetem wjedzie. ? Wiadomo będzie odpowiedzialność kierowcy ale życia rowerzysty czy jego dziecka nic nie zwróci !
    Czy ktoś w tym kraju w ogóle myśli ? Jak można dopuszczać do takich sytuacji żeby rowerzysta jechał jak mu się podoba a nie w miejscach
    do tego wyznaczonych. Kiedyś kiedy było mało pojazdów, rozumiem, ale teraz kiedy tiry, samochody jeżdżą nagminnie i nie trudno o wypadek
    to serio ? Będzie każdy ryzykował życiem na ruchliwej drodze żeby sobie pojeździć ?
    Jak mi ktoś wyskoczy z argumentem, że uważa i mu się należy to mu odpowiem: gratulacje, oddajesz swoje życie w ręce innej osoby.
    Szkoda tylko że raz.
    Dlatego postulat żeby rowerzysta jeździł po jezdni uważam za GŁUPI i NIEODPOWIEDZIALNY ! ROWERY NA CHODNIKI + DROGI ROWEROWE

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX