Jak jeździć rowerem podczas końca świata - poradnik polskanarowery.pl

Według kalendarza mamy już zimę, jeśli zdecydujecie się na jazdę rowerem również w tę porę roku zadbajcie o odpowiednie przygotowanie roweru i ubranie. Niestety dotychczasowe poradniki w tej materii nie uwzględniają zimy polegającej na temperaturze +8 stopni, ulewnym deszczu i porywistym wietrze. Jak z tym sobie poradzić?

Wszystko na razie wskazuje na to, że zima w tym roku wymusi na nas wyciągnięcie roweru z piwnicy. Nie tylko dlatego, że jest ciepło i odpada klasyczny argument przeciwników całorocznego pedałowania ("zimą też jeździsz na rowerze?! Nie zamarzasz?!"). Przede wszystkim z powodu potężnej fali ulew, która nawet jeśli nie zalała jeszcze naszych piwnic, w ciągu kilku najbliższych dni z pewnością je zaleje.

Wilgoć = rdza

Pierwszą zasadą jest więc utrzymywanie maszyny w ruchu i na chodzie. Druga ważna zasada to minimalizować szkodliwe działanie wilgoci. Całkowite wyeliminowanie tego czynnika oczywiście nie jest możliwe, gdyż deszcz jest wszędzie. Nie ma więc wątpliwości, że za kilka miesięcy wszystko będzie skrzypiało i pokryje się rdzą. Jeśli jednak zostawimy rower nieruchomo rdzą pokryje się tym szybciej.

Z peleryną na twarzy

Nie mniej ważne jest dbanie o względne nieprzemoczenie osoby jadącej rowerem. Moja ulubiona peleryna rowerowa, dość dokładnie chroniąca niemal całe ciało, niestety w zimę taką jak obecnie, może się nie sprawdzić. Porywisty wiatr jedną połą peleryny zakryje nam głowę, a drugą połę pociągnie gwałtownie do góry - będziemy mieli szczęście, jeśli nie wylądujemy okrakiem na środkowym pasie jezdni. Już lepiej ubrać się w nieprzemakalną kurtkę, a na nogi założyć przeciwdeszczowe spodnie.

Bądź widoczny

Peleryna, podobnie jak parasol, całkowicie niepraktyczne z powodów wiatru, nieoczekiwanie jest przydatna w zupełnie innym aspekcie. A mianowicie - zwiększa widoczność rowerzysty. A podczas szarej, rozpadanej zimy, bycie dobrze widocznym jest niezbędne do przeżycia. Poza kolorową płachtą powiewającą wokół szyi należy pamiętać przede wszystkim o przednich i tylnych światłach - najlepiej co najmniej dwóch (bo baterie mogą się wyczerpać).

Lód tylko w zamrażarkach

W dawnych czasach namawialiśmy do tego, by zimą nie wjeżdżać w kupki śniegu (gdyż ten mógł przykrywać lód - warstwę wody w stanie stałym, wykazującą się skrajnie małą przyczepnością, powstającą przy ujemnych temperaturach, obecnie spotykaną jedynie w zamrażarkach i w związku z tym niegroźną dla rowerzystów). Obecnie takim wartym omijania elementem krajobrazu chcielibyśmy uczynić głębokie kałuże (mętna woda może skrywać głębokie dziury powstałe w wyniku podmycia gruntu), gdyby nie to, że kałuż w zasadzie nie da się już omijać. Starajcie się jednak jechać bliżej środka pasa, gdyż przy krawężnikach kałuże z reguły są najgłębsze i najbardziej zwodnicze - nagła próba ich ominięcia jest dużo bardziej niebezpieczna niż przewidywalne jechanie środkiem - na środku pasa jesteście też lepiej widoczni.

Kask, poziomka i pływaki

Niekonwencjonalna zima wyklucza stosowanie konwencjonalnych środków zaradczych. O ile jeszcze jakiś czas temu z czystym sumieniem jako lekarstwo na porywisty wiatr proponowałbym korzystanie z rowerów poziomych, o tyle w sytuacjach lokalnych podtopień, rower poziomy ma szanse tylko w sytuacji zamontowania pływaków oraz systemu do oddychania pod wodą. Choć nie jestem zwolennikiem obowiązku noszenia kasku, tym razem zachęcam do założenia tej ochrony. Nie wiadomo, czy jakaś lokalna trąba powietrzna nie zechce rzucić w nas konarem drzewa, banerem reklamowym, kawałkiem dachu czy jakimś lżejszym przechodniem. Kask rowerowy w takiej sytuacji zwiększa szanse przeżycia.

Scenariusze z Dalekiego Wschodu

Co ciekawsze, z dużym prawdopodobieństwem zupełnie nowe porady czekają nas podczas kolejnych pór roku. Wiosną przeczytamy poradnik dotyczący jazdy w upałach oraz w sytuacji zagrożenia powodziowego, latem - jeszcze więcej istotnych informacji, jak zachować się na rowerze w czasie tornada, jesienią - gwałtowne opady śniegu i skrajnie niskie temperatury, ew. susza. Odpowiednie poradniki już są w produkcji, konsultowane ze specjalistami z Filipin, Bangladeszu, Somalii, Indii i Florydy.

Łódkorower przyszłością transportu

Piętrzące się trudności oraz nowe przeszkody nie zmieniają faktu, że - jak pokazuje przykład Japonii po Fukushimie, Azji południowo-wschodniej po Tsunami, Nowego Orleanu po Katrinie i całego szeregu innych katastrof, rower jest jednym z najlepszych wehikułów na koniec świata. Kiedy wyczerpanie paliw kopalnych zakończy historię motoryzacji, zanieczyszczenie powietrza (choćby przez pył wulkaniczny) pozbawi energii pojazdy poruszane słońcem, orkany i tornada pozrywają trakcje kolejowe, a globalny kryzys żywnościowy pozbawi życia wszelkie wierzchowce, zostaną nam jedynie łódki i rowery. A najlepiej jakaś ich sprytna kombinacja (współczesny Noe poza parami każdego gatunku na arkę zabrałby też jakiś pancerny składak).

Armagedon - co zabrać ze sobą na rower?

Oczywiście rower na czas końca świata (bez względu na to, czy wywołany on będzie przez kaprys natury, międzynarodowy konflikt, nowego wirusa czy atak zombie) winien być odpowiednio wyposażony. Powinien mieć jak najmniej elementów ulegających łatwym defektom (żadnych hamulców hydraulicznych, żadnej elektronicznej przerzutki), dawać się naprawić domowymi sposobami. Warto rozważyć jak najgrubsze opony (pamiętajcie o odpowiednio dużym zapasie łatek). Oczywiście lampki na baterie nie będą miały sensu. Pamiętajcie też o tym, że jeśli koniec świata będzie wywołany przez czynniki, przed którymi należy się ukrywać, prawidłowe oświetlenie roweru może wywołać efekt odwrotny od zamierzonego). Poza pompką (najlepiej długą i metalową - może się przydać podczas walki wręcz), zestawem kluczy, scyzorykiem, kawałkiem sznurka, kawałkiem drutu, zapasowym łańcuchem rowerowym i zapasem smaru, wyposażcie siebie i rower w filtr powietrza, filtr wody, race dymne, hubkę i krzesiwo oraz pałatkę. Nauczcie się łatać opony, centrować koła oraz wiązać pękniętą ramę w taki sposób, aby nie rozpadła się do czasu, gdy zdobędziecie kolejny rower w jakiejś zapomnianej oazie MadMaxa.

Jeśli jednak koniec świata nie nadejdzie w najbliższych tygodniach, przyjmijcie ode mnie życzenia jak najlepszego i jak najbezpieczniejszego nowego sezonu rowerowego. A jeśli okaże się przy tym, że spadnie śnieg i chwyci mróz, zawsze możecie skorzystać z poradnika w starym stylu, dotyczącego jazdy rowerem zimą.

Więcej o: