Trzymaj formę - Czesław Lang [cz. 5] Jak wyglądało zawodowe kolarstwo szosowe kiedyś, jak wygląda dziś?

Kolarstwo było kiedyś wg mnie bardziej ciekawe niż teraz, bo oprócz tego, że trzeba było być silnym i wydolnym, to jeszcze trzeba było mieć głowę do myślenia - mówi dyrektor generalny TdP Czesław Lang. Przedstawiamy piątą część wywiadu z ikoną polskiego kolarstwa, z której dowiecie się m.in.: co zmieniło się w zawodowym kolarstwie na przestrzeni 30 lat, czym zajmował się kiedyś dyrektor sportowy, co to jest wachlarz i co to znaczy ścigać się na rancie.

Zobacz też pierwszą, drugą, trzecią oraz czwartą część wywiadu z Czesławem Langiem

Michał Brzozowski - Jak zmieniło się kolarstwo - rowery, ludzie, podejście do sportu - od czasów kiedy Pan osiągał swoje pierwsze sukcesy w latach 70.?

Czesław Lang: Wszystko bardzo się zmieniło. Każdy sport robi się teraz bardziej profesjonalny, również kolarstwo. Wchodzą nowe technologie, nowe rozwiązania, nowe sposoby odżywiania się. Teraz sprzęt jest bardzo lekki i nowoczesny, zmieniły się sposoby rozgrywania wyścigów. Chodzi tutaj o komunikację o te słuchawki w uszach. Kiedyś trzeba było mieć instynkt, wiedzieć kiedy skoczyć, kiedy odjechać, nikt nie podpowiadał czy zwolnić, czy przyspieszyć.

Kolarstwo było kiedyś wg mnie bardziej ciekawe niż teraz, bo oprócz tego, że trzeba było być silnym i wydolnym, to jeszcze trzeba było mieć głowę do myślenia, żeby tak rozegrać ten wyścig, że wśród startujących 200 zawodników wyprzedzić 199. A każdy przecież chciał wygrać, nawet twój najlepszy kumpel z którym trenujesz na co dzień chętnie by chciał cię wyprzedzić. I w tej chwili to właśnie najbardziej się zmieniło. Drużyny sterowane są przez dyrektora sportowego, który kiedyś jechał w samochodzie, miał mechanika i na trasie pomagał wymieniać koła i patrzył tylko co ci kolarze wymyślą. W tej chwili on ma monitorek, widzi co się dzieje na trasie, ma kontakt radiowy z zawodnikami i mówi czy mają jechać szybciej, czy wolniej.

Zobacz też: Ból pleców a jazda rowerem

Zmieniła się także technika jazdy, kolarze zaczęli ścigać się na rancie. Już tłumaczę o co chodzi, otóż gdy wieje boczny wiatr, jeden kolarz jadąc pierwszy bierze cały wiatr na siebie, następny ustawia się obok niego tak, że ten pierwszy zasłania go przed wiatrem. Jadą obok siebie, ale też jeden za drugim, tak formuje się wachlarz rozpostarty na szerokość całej szosy. Kolarz, który się nie zmieści w nim jedzie z tyłu, a za nim ustawiają się następni i budują drugi wachlarz - jeżeli są sprytni. Jeżeli nie, to każdy pojedynczo namęczy się tylko bezskutecznie, żeby zająć miejsce w pierwszym wachlarzu i nic z tego nie wychodzi, gdyż na końcu wachlarza często jedzie tzw. konduktor. Konduktor wpuszcza kolarza z pierwszego miejsca wachlarza - tego co bierze cały wiatr przez np. jakieś 200 metrów - na ostatnie miejsce i zamyka dojście tym z tyłu, żeby nie podczepili się pod wachlarz. Konduktor musi być bardzo sprytny, gdyż każdy kolarz z tyłu atakuje go, żeby tylko się wcisnąć do formacji. Taki wachlarz można rozpędzić do 50 - 60 km/h, rozbić peleton i mu odjechać.

Kiedyś w zawodowym peletonie był taki moment, że ścigano się tylko pod górę. Nikt nikogo nie szarpał na rancie, dlatego, że kapitanowie drużyn świetnie jeździli pod górę i oni pod górę właśnie dopiero atakowali, a cały sposób jazdy podporządkowany był kapitanom. Wielcy kolarze ścigali się więc pod górę, a my jechaliśmy spokojnie do mety.

Kolejna rzecz, która się zmieniła to wprowadzenie programu paszportu biologicznego. Osoby interesujące się kolarstwem na pewno zobaczyły jak poziom zawodników się wyrównał. Nie ma w tej chwili kilku monstrów, które przyjeżdżają na każdy wyścig i go wygrywają. Teraz wyścigi są ciekawe, a o wygranej decyduje sekunda, cztery sekundy.

Właśnie, jak jest teraz w kolarstwie? Rywalizują ze sobą kolarze, czy producenci różnego rodzaju sprzętu, odżywek etc.?

Zawsze tak było, że oprócz rywalizacji sportowców rywalizowali też producenci. W tej chwili jednak ten sport stał się bardziej ludzki niż kiedykolwiek. Dzięki paszportowi biologicznemu odpadł temat dopingu. Wyciągnięto wnioski z przypadku np. Armstronga, którego przecież badano wielokrotnie i nigdy nie wykryto u niego dopingu. Dopiero jego żona i znajomi pod przysięgą zeznali, że się wspomagał. Za ten chory stan rzeczy odpowiedzialny był zły system. Cały sztab ludzi, koncerny farmaceutyczne, sponsorzy, producenci rowerów, firmy odzieżowe - wszyscy czerpali zyski. Wszystkim po prostu zależało, by wypromować i mieć gwiazdę, zrobić biznes, zarobić pieniądze. Najpierw zbudowano piękną legendę, walka Armstronga z chorobą, pokonanie jej, sukcesy etc., a później powieszono go na krzyżu.

To wszystko przyczyniło się do oczyszczenia tego sportu, na szczęście dla nas, którzy nie mamy takich możliwości. Teraz sponsorzy nie patrzą na to czy jest to swój człowiek ze swojego kraju tylko żeby był najlepszy. Teraz zaczyna być widać Polaków, Słowaków, Czechów, Kolumbijczyków.

c.d.n.

Czesław Lang Czesław Lang - srebrny medalista Igrzysk Olimpijskich w wyścigu ze startu wspólnego w Moskwie w 1980 roku oraz mistrzostw świata w wyścigu drużynowym na 100 km w Valkenburgu (1979), a także brązowy w San Cristobal (1977). Wielokrotny mistrz Polski na szosie i na torze, zwycięzca Tour de Pologne z 1980 roku oraz pierwszy polski kolarz zawodowy. Do długiej listy sukcesów sportowych może zaliczyć zwycięstwa w dwóch etapach w jeździe drużynowej na czas w Giro d'Italia i wielu innych etapach wyścigów zawodowych (m. in. Tirreno-Adriatico, Tour de Romandie, Volta Ciclista a Catalunya, Trofeo Baracchi). Dyrektor i twórca zawodowego Tour de Pologne (od 1993 roku). Od lat propaguje uprawianie sportów rowerowych. Ambasador kolekcji Empiku „Trzymaj formę”.

Więcej o: