Polska - jak stajemy się rowerową potęgą

Konrad Olgierd Muter
29.07.2014 09:52
coraz nas więcej

coraz nas więcej (Fot. agencja.gazeta.pl)

Z roku na rok po ulicach polskich miast i miasteczek jeździ coraz więcej rowerzystów. Powiększają się też sportowe i turystyczne peletony poza miastami. Czy Polska jest na drodze do bycia rowerową potęgą, a może już nią jest?

Od kilkunastu tygodni codziennie dziwię się jadąc do pracy. Jest nas na rowerach coraz więcej - młodych i starszych, kobiet i mężczyzn, szosowców, mieszczuchów, górali, składaków. Nie ma skrzyżowania, na którym nie ustawiałbym się koło jakiegoś rowerzysty lub rowerzystki. Jak doszło do tego, że Polska powoli staje się naprawdę rowerowym krajem?

Według danych z Eurobarometru jeszcze w 2009 roku Polska była na piątym miejscu od końca w Europie pod względem sprzedaży rowerów. Jednak od tamtej pory liczba nowych rowerów wzrastała bardzo dynamicznie (1,1 mln sprzedanych w 2012 względem 850 tys. w 2011).

Z kolei w 2010 roku 9,3% badanych Polaków deklarowało, że rower jest ich głównym środkiem codziennego transportu. To więcej niż średnia europejska (7,4%), więcej niż inne kraje regionu oraz niewiele mniej niż Niemcy (13%). Tak wysoki wskaźnik z pewnością zawdzięczaliśmy przede wszystkim terenom wiejskim i małym miasteczkom, gdyż cztery lata temu na ulicach dużych polskich miast rowery wciąż nie stanowiły zbyt częstego widoku. To jednak dynamicznie zaczęło się zmieniać. Dlaczego?

Z pewnością nie ma jednego „winnego”. Za wzrost popularności roweru odpowiada cały szereg różnych czynników. Oto dziewięć z nich:

1.      Zmiany w prawie

Wprowadzone w 2011 roku zmiany w polskim prawie, znacznie ułatwiające jazdę rowerem oraz czyniące ją bezpieczniejszą, z pewnością przyczyniły się do wzrostu popularności tego środka transportu. Jazda obok siebie i wyprzedzanie z prawej strony przestały być wykroczeniem. Po chodniku można było jeździć w trudnych warunkach atmosferycznych. Przede wszystkim zaś została wyjaśniona kwestia pierwszeństwa na przejazdach rowerowych. To zachęciło wiele osób do spróbowania. Jazda rowerem przez miasto przestała być jazdą przez mękę. Ważne z pewnością jest też to, że dzięki tym zmianom (a także kilku innym, nie mniej ważnym, wprowadzanym w kolejnych miesiącach i latach), rower stał się tematem obecnym w mediach coraz rzadziej jako ciekawostka, coraz częściej jako pełnoprawny pojazd.

2.      Infrastruktura

Zmiany przepisów pozytywnie wpłynęły m.in. na kwestie budowy infrastruktury rowerowej. W coraz większej liczbie miast, biedaścieżki ze szczerbatej kostki brukowej zastępowane są solidnymi, asfaltowymi szlakami. Co jeszcze ważniejsze - powstają nie tylko oderwane od sieci wydzielone drogi dla rowerów, ale również - tam, gdzie to ma sens - pasy i kontrapasy rowerowe. Gdzieniegdzie widywane są też śluzy (również zdobycz zmiany przepisów z 2011), ułatwiające rowerzystom skręt w lewo. Dla początkujących rowerzystów wizja, że zaraz po wyjściu z domu musi zmierzyć się z normalnym ruchem ulicznym jest być może zbyt przerażająca. Obecnie coraz częściej droga dla rowerów przebiega naprawdę niedaleko naszych mieszkań. I coraz częściej nie urywa się 500 metrów dalej. Na pewno pomagają również solidne stojaki, które w polskich miastach widoczne są coraz wyraźniej

3.      Rachunek ekonomiczny

Choć ceny benzyny (a już na pewno opłaty parkingowe) są w Polsce stosunkowo niskie w porównaniu do innych krajów europejskich, to - w związku z również dość niewysokimi wynagrodzeniami - udział kosztów utrzymania samochodu w naszych domowych budżetach daje się odczuć. W tej sytuacji rower staje się coraz atrakcyjniejszą alternatywą, jego roczne utrzymanie kosztuje bowiem mniej więcej tyle, ile paliwo na dwa tygodnie jazdy. W 2012 roku kupiliśmy więcej rowerów niż samochodów. Podobnie jak inne rowerowe nacje w Europie

4.      Zakorkowane miasta

Inny rachunek, jaki należy brać pod uwagę to kwestia czasu dojazdu do pracy. Oczywiście rower nie może się ścigać z samochodem na prostej i szerokiej drodze bez przystanków. Jednak takich dróg w polskich miastach nie ma. Nowe szlaki komunikacyjne, zgodnie z teorią wzbudzonego popytu wcale nie gwarantują mniejszych korków. Do tego, żeby taka nowa droga powstała, najpierw trzeba zamknąć istniejące, by przeprowadzić roboty drogowe. W Warszawie dodatkowo budowane jest metro, a w innych dużych miastach przeprowadzane inne poważne inwestycje (dworce, mosty, renowacje centrów). Efekt jest taki, że na europejskiej liście najbardziej zakorkowanych miast Warszawa od kilku lat jest w czołówce (a gonią ją Łódź, Kraków i Wrocław). Sytuacja nie zmienia się mimo otwarcia autostradowej pół-obwodnicy. To co nam może pomóc to przesiadka na inny środek transportu. I tak znów lądujemy na rowerze.

5.      Rowery publiczne

Co ważniejsze nasza decyzja o przerzuceniu się ze stojącego w korku samochodu na poruszający się swobodnie rower może w rosnącej liczbie polskich miast zapaść już po popełnieniu błędu. Parkujemy auto na jakimś parkingu przed strefą korków i wsiadamy na rower, który po prostu odpinamy od stojaka. Pod warunkiem, że jesteśmy zarejestrowani w systemie roweru publicznego, który jest w Polsce już w kilku dużych miastach. Ten warszawski należy zresztą do jednego z największych na świecie (z imponującą liczbą 3 milionów wypożyczeni po niecałych 2 latach funkcjonowania). Rower publiczny to bardzo dobre rozwiązanie dla tych, którzy mieszkają daleko od miejsca, do którego muszą dojechać - wsiadają najpierw w metro, kolej czy autobus, a potem - po centrum - poruszają się już rowerem. To również szansa dla turystów, by mogli poznać polskie miasta z perspektywy siodełka.

6.      Rosnąca wola polityczna

Zmiany w prawie, coraz lepsza infrastruktura oraz rowery publiczne to dowód na to, że rower stał się naprawdę istotnym elementem polityki. Zarówno lokalnej jak i krajowej. Świadczy o tym również rosnąca grupa urzędników miejskich odpowiedzialnych za politykę rowerową w polskich miastach od Tczewa po Wrocław. A wreszcie - koordynator takiej polityki na szczeblu ministerialnym. Rower w polityce zresztą dopiero się rozpędza. Niedawne zwycięstwo krakowskiego referendum, w którym mieszkańcy opowiedzieli się zdecydowanie za wydawaniem miejskich pieniędzy na infrastrukturę rowerową, jest, jak mam nadzieję, sygnałem dla osób szykujących się do wyborów samorządowych. Rower nabiera znaczenia. Nie zapomnijcie o nim w swoich programach!

7.      Widoczność

Zresztą zapomnieć będzie naprawdę trudno, gdyż rowerzyści i rowerzystki są w polskich miastach coraz lepiej widoczni. I to jest zapewne jeden z ważniejszych powodów, dla których popularność roweru rośnie. To, że wychodzimy na rower, jeździmy nim do pracy, szkoły, na zakupy, również w nienajlepszą pogodę, działa jak kula śniegowa. Rowerzyści są najlepszą reklamą rowerów. Tak - tak można! Działa to zresztą na wielu poziomach. Jeśli jesteśmy częściej spotykani na drodze, bardziej się na nas uważa. Czyli jesteśmy bezpieczniejsi. A jeśli jesteśmy bezpieczniejsi - częściej wychodzimy na rower. Na nasze bezpieczeństwo wpływa również to, że również wśród kierowców jest coraz więcej osób jeżdżących na rowerach. Wiedzą, jak nas wyprzedzać bezpiecznie, jak reagować na nasze sygnały, przepuszczać na przejazdach rowerowych. Efekt jest taki, że mimo rosnącej o kilkadziesiąt procent rocznie liczbie codziennych rowerzystów, liczba wypadków z ich udziałem niemal stoi w miejscu.

8.      Każdy znajdzie coś dla siebie

Na popularność roweru na pewno wpływ ma również coraz szersza oferta. To już nie jest wybór między starym mieszczuchem a rowerem górskim. Bez względu na to, czy rower potrzebny ci jest do zadawania szyku, szybkiej ale komfortowej jazdy, ścigania się czy przewożenia dzieci i towarów - możesz znaleźć coś dla siebie. Wzrasta liczba wyspecjalizowanych sklepów (z rowerami miejskimi, kolarkami, cruiserami itd.) oraz świadomych rowerzystów. Koniec z męczeniem się na niedopasowanym rowerze o niewygodnym siodełku! Powiedz mi, co lubisz, a powiem ci, którą ze 150 opcji powinieneś wybrać.

9.      Pogoda

Z pewnością na wybór roweru ma też wpływ to, jak kształtuje się w naszym kraju pogoda. W tym roku zanotowaliśmy wyjątkowo łagodną i krótką zimę. Wiele osób nie zsiadło z roweru przez cały rok. Moje obserwacje (niestety nie potwierdzone badaniami) każą przypuszczać, że przejechanie rowerem całego roku znacząco wpływa na stałe przywiązanie do siodełka. Jeśli ktoś jechał przez miasto w solidnych opadach śniegu lub przy minus piętnastu, nie porzuci roweru wraz z lekkim wiosennym deszczykiem. Co z kolei odsyła nas do punktu siódmego itd.

Oczywiście daleko Polsce jeszcze do Holandii i Danii. Być może zresztą nigdy takiego poziomu nie osiągniemy i nie mamy o co walczyć. Nikogo przecież nie powinno zmuszać się do jazdy rowerem. Rower reklamuje się sam

Zobacz także
Komentarze (97)
Zaloguj się
  • uthark

    Oceniono 112 razy 84

    Do potęgi nam jeszcze bardzo daleko. Rower przez Polaków jest w dalszym ciągu traktowany głównie jako pojazd rekreacyjny, do jazdy po lesie. Większość Polaków nie pojedzie rowerem do pracy, bo "się spocą" lub zwyczajnie "nie wypada".

    Tym niemniej, jest zdecydowanie lepiej niż nawet parę lat temu, a nie ma porównania z tym, co było w połowie lat 90-tych, kiedy to latem jeździło mniej rowerzystów niż teraz w zimie, a sam fakt korzystania z roweru jako środka transportu w mieście był czymś egzotycznym i nierzadko można było usłyszeć pytanie: "Nie stać cię na samochód?"

  • macw1975

    Oceniono 83 razy 55

    Mam pytanie - ilu prezydentów miast dojeżdża do pracy na rowerze ?
    A ilu dziennikarzy wyborczej ?
    Bo odnoszę takie dziwne wrażenie że zwolenników rowerów jest znacznie więcej niż jeżdżących na rowerach. I wydaje mi się że głównie zależy im aby swoimi samochodami stali w mniejszych korkach.

  • Adam Kubanek

    Oceniono 46 razy 38

    Jeśli chodzi o miasta to największym problemem jest, że nie ma tego roweru gdzie zostawić. Nie pamiętam gdzie, ale w Danii czy Holandii widziałem parkingi rowerowe, także płatne. Co z tego, że pojedziesz rowerem do pracy jak będziesz musiał coś z nim zrobić zanim do niej wejdziesz - to po pierwsze. A po drugie.... widziałem również niegdyś autostrady rowerowe... a nie ścieżki rowerowe na metr szerokości, które nomen omen są jakimś żartem.

  • vondemelon

    Oceniono 49 razy 31

    Nie jesteśmy krajem przyjaznym dla rowerów:
    1. Polscy kierowcy jeżdżą tak, że są zagrożeniem dla innych kierowców i dla siebie, a co dopiero dla rowerzystów i pieszych.
    2. Infrastruktura miejska jest w większości miast nastawiona na zwiększanie szybkiego ruchu samochodów: stąd te wielopasmówki w miastach, stąd nadmierna prędkość samochodów, stąd potem duża liczba wypadków samochodowych, a także potrąceń pieszych i rowerzystów.
    3. Infrastruktura rowerowa w polskich miastach woła o pomstę do nieba. Zamiast zachęcać do jazdy w jezdni, wypycha się pieszych na chodniki! Co prawda często pod pozorem tworzenia ścieżek rowerowych, ale co to za pomysł dzielić 3metry chodnika na pół i kazać pieszym cisnąć się na jednej części, a rowerzystom na drugiej (i to do jazdy w dwóch kierunkach).
    4. Polskie miasta, które są luźnymi skupiskami bloków, wieżowców i centrów handlowych połączonych wielopasmówkami, nie zachęcają do korzystania z rowerów. To co prawda bardziej wina historii (szkód wojennych i komunistycznych), ale od 25lat problem się tylko pogłębia.

  • apendula_niewdziosek

    Oceniono 28 razy 20

    Moim zdaniem jednym z powodów jest też poprawiająca się jakość nawierzchni ulic w miastach. Po dziurach jedzie się z dużymi oporami, jest niebezpiecznie, a przy deszczowej pogodzie samochody bardziej ochlapują. Na szczęście przybywa ulic z równym asfaltem.

  • Grzegorz Ściema

    Oceniono 22 razy 16

    Mieszkałem przez pewien czas w kilku krajach "starej UE". Po niektórych z nich miałem przyjemność poruszać się również rowerem. I mogę powiedzieć że w kwestii infrastruktury rowerowej, prawa chroniącego rowerzystów oraz traktowania rowerzystów przez kierowców od tych krajów dzieli nas większa przepaść niż w wysokości wynagrodzeń. Np w Holandii czy Niemczech ścieżki rowerowe (w większości oddzielone od jezdni) są WSZĘDZIE. Oba te kraje (a nie tylko te dwa) można przejechać wzdłuż i wszerz korzystając wyłącznie z dróg dla rowerów i bez obawy że zostanie się potrąconym przez jakiegoś idiotę z osobówki czy TIRa.
    A w Polsce nawet największych miast nie da się przejechać z jednego końca na drugi. O drogach dla rowerów w mniejszych miasteczkach czy na wsiach w Polsce prawie nikt nie słyszał. Tak samo jak o możliwości dojechania drogą dla rowerów z jednej miejscowości do drugiej.

  • 3jw60

    Oceniono 74 razy 14

    Wiele lat jeździłem rowerem, zimą też trenowałem. Co mam dzisiaj? Chroniczne zapalenie nerwu trójdzielnego - on małego nawet zawiania boli prawa część głowy, szyja, zęby, oko, skroń. Przewiane łokcie i kolana też dokuczają. Taki mamy klimat. W pracy mamy zapaleńców co to w środku zimy też na rowerze. Tłumaczę, że moje dolegliwości to wynik rowerów - nas to nie będzie dotyczyło. Mam też swój rower, używam go jednak stosownie do pogody.

  • telefonografia

    Oceniono 15 razy 13

    Trend na pewno jest cieszący, ale nie kierowałbym się statystykami sprzedaży nowych rowerów. W Polsce są one bardzo dobre, bo rower traktuje się u nas jednak przede wszystkim jako rozrywkę weekendową, sprzęt rekreacyjny. W krajach, gdzie rower jest masowym środkiem codziennego transportu (Dania, Holandia, Niemcy) większość ludzi jeździ starymi złomami przez całe lata, więc statystyka sprzedaży nowych rowerów może nie być tak imponująca, ale odsetek rowerzystów jest wielokrotnie większy.

  • divak2

    Oceniono 6 razy 6

    Te wakacje spędziłem w Holandii. Najważniejsza różnica pomiędzy ich a naszymi drogami to jest kultura jeżdżących.
    Zaczynając od samochodów - nie spotkałem się z przypadkami wyprzedzania na gazetę (tam jest dużo więcej niż u nas ścieżek rowerowych, ale nie ma ich wszędzie), trąbienia na rowery czy pieszych, ani tak popularnego u nas jeżdżenia innym autom na zderzaku. W druga stronę to też działa.
    Rowerzyści nie mają kłopotów z lateralizacją - jeżdżą po prawej stronie, lub zjeżdżają na prawo, gdy jadą obok siebie tylko ktoś nadjeżdża z przeciwka bądź ich dogania. Tak samo tam unika się jeżdżenia ławą przez przejazdy dla rowerów. Przy wielu drogach stoi zakaz jazdy rowerem i tam po jezdni nikt rowerem nie jeździ, oczywiście obok tych dróg jest zrobiona dwukierunkowa DDR. Nie miałem też kłopotu, gdy zgubiłem drogę w Amsterdamie i musiałem zawrócić z przyczepką na dzieci na DDR. Generalnie Holendrzy, praktyczni ludzie, starają się raczej pomóc sobie nawzajem niż czepiać się jedni drugich o to, że ktoś nie zastosował się do przepisu w 100%. Do miejsca gdzie mieszkałem jechało się wiejską dróżką szeroką na 1,5 samochodu i minąć się można było tylko na rozszerzeniach. Wiec bywa tam często, że jeden samochód czeka na rozszerzeniu na drugi, rower czeka na traktor, itd. Żeby zaoszczędzić sobie jałowych dyskusji, kto ma się cofnąć, a kto ma jechać.
    Dopóki nie wypracujemy sobie takiej kultury, to będzie się jeździło chvjowo po naszych dróżkach, niezależnie od tego ile makrokeszy kupimy.

    A, ciut nakłamałem. Jeden koleś na mnie zatrąbił, gdy stanąłem ze swoją słynna przyczepką na Prinsengracht w Amsterdamie i nie mógł jechać dalej. No i jeden wysyn mnie wyprzedził na gazetę. To było zielone punto z Gliwic, a ja nie jechałem na rowerze tylko pchałem wózek z dzieckiem na wiejskiej dróżce bez chodnika.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX