Ile bagażu NAPRAWDĘ trzeba zabrać na wyprawę rowerową

Pewien mój znajomy, fanatyk jednodniowych wypadów na rowerze szosowym, powiedział kiedyś, że gdyby miał jechać na kilkudniową wycieczkę zabrałby tylko jeden bagaż - kartę kredytową. Jak daleko można ograniczyć swój bagaż, by był on jeszcze praktyczny?

Karta kredytowa waży kilka gramów i bez problemu daje się schować gdziekolwiek. To niewątpliwa zaleta dla tych, którzy ograniczanie masy bagażu rowerowego uczynili religią. Karta ma również tę zaletę, że wymusza wspieranie lokalnego biznesu na trasie wycieczki. Spanie, jedzenie, picie, odpowiednie ubranie i ewentualne naprawy - wszystko kupujemy po drodze.

Co jednak, gdy żadnego lokalnego biznesu po drodze nie ma? Gdy jedziemy, dajmy na to, przez bezdroża środkowej Azji, lub przez himalajskie przełęcze. No, wtedy oczywiście niezbędne są sakwy z tyłu, sakwy z przodu, torba na kierownik, plecak, mała saszetka i przyczepa rowerowa - przecież znamy te obrazki z literatury podróżniczej. Otóż wcale niekoniecznie.

Igor Kovse podczas wycieczki przez Himalaje miał ze sobą bagaż ważący niecałe 8 kilogramów. Uważacie, że to dużo? Spytajcie dowolnego pierwszoklasistę, ile waży jego tornister. Albo zważcie swoją torbę, gdy idziecie na basen.

No więc nie - 7600 gramów to nie jest ciężki bagaż. To bagaż super lekki. Kovse, który prowadzi specjalną stronę poświęconą podróżom rowerowym z lekkimi bagażami.

Kovse pisze, że jego zainteresowanie lekkim bagażem wzięło się z kilku przykrych doświadczeń związanych z pękającymi szprychami zbyt obciążonego tylnego koła. Zaczął się więc zastanawiać, jak zapobiec takim przypadkom i w ten sposób doszedł do ideału.

Według Kovsego, niewielka masa rowerowego bagażu zmniejsza ryzyko problemów technicznych, redukuje potrzeby energetyczne i zmęczenie, zwiększa średnią prędkość, możliwy do osiągnięcia dystans oraz zadowolenie z jazdy. Uczciwie dodaje, że mały bagaż zmniejsza również twój komfort, kiedy już schodzisz z roweru. Od siebie mogę dodać, że popadnięcie w drugą skrajność wbrew pozorom tego komfortu znacznie nie poprawia.

Szczególnie interesujące wydaje się prześledzenie ewolucji, jaką odbył Kovse (opisuje ją dokładnie na swojej stronie). Zaczynał w 2002 roku wycieczką do Mongolii. Nie ważył jeszcze wówczas swoich bagaży (nie miał się czym chwalić), choć sądząc z opisu i tak nie były dużo cięższe niż 20 kilogramów.

Później jest już z górki:

2004 rok (Kirgistan): Kupiłem mniejszy namiot (1365 gramów, pół kilo mniej niż poprzedni)... przestałem zabierać książkowe przewodniki (-300 g)... Wziąłem sandały zamiast pełnych butów (-150 g)... Zamiast ręcznika zacząłem używać szmatki do naczyń (-50 g).

2005 rok (Chiny): Jedna zmiana bielizny (-30 g), lżejszy zestaw narzędzi (-50 g), nie brałem map (tylko kartka z zapisem kierunków)

2006 rok (RPA): folia bąbelkowa zamiast materaca, jedna para skarpetek (-30 g). I jeden poważny błąd - kuchenne rękawiczki zamiast rękawiczek kolarskich (minus 60 g, plus ból nadgarstków).

2006 rok (Himalaje)
: namiot waży już tylko 950 gramów, bez mydła (mydło jest w hotelu), apteczka lżejsza o 30 gramów a folia używana do pakowania bagażu o 40! Cały bagaż - 6970 gramów!

2006 rok (Australia): obciąłem 8 centymetrów sztycy podsiodłowej (50 gramów oszczędności), żyletki zamiast noża, mniej kartek w notatniku, bez pasty do zębów (do umycia starczy woda).

Rekord padł w 2009 roku podczas wyprawy na Bliski Wschód. Bagaż Kovsego ważył wówczas 3,9 kilograma! Namiot, matę i śpiwór zastąpił pałatką, nie brał płaszcza przeciwdeszczowego, filtra do wody, zapalniczki, ładowarki, części zamiennych itd.

Obawiam się, że Kovse nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. A ile waży wasz bagaż?

Konrad Olgierd Muter