Stojak rowerowy w służbie Babilonu

Dobry stojak rowerowy może być doskonałym ułatwieniem w naszych codziennych przejazdach do pracy, szkoły czy na zakupy. Jednak jak większość "doskonałych ułatwień" stojak rowerowy może stać się również narzędziem represji, jakimi system próbuje złamać zroweryzowaną mniejszość.

Jakie są cechy dobrego stojaka rowerowego? To mniej więcej wiemy - powinien być solidną konstrukcją, trwale przymocowaną do podłoża, umożliwiającą przypięcie ramy i co najmniej przedniego koła. Dobrze by było, gdyby był osłonięty od deszczu czy śniegu oraz znajdował się w miejscu, gdzie zawsze "jest pod okiem". I jeszcze jedno: powinien znajdować się blisko miejsca, do którego przyjechaliśmy.

To ostatnie nie jest takie oczywiste. Wielu administratorów budynków oraz ich ponurych wysłanników w mundurach straży zakładowej uważa, że fakt znajdowania się jakiegokolwiek stojaka w promieniu kilometra oznacza zakaz parkowania roweru gdziekolwiek indziej. To przekonanie jest dla nich legitymacja działań nękających.

"Czemu pan stawia tu rower? Przecież tam, jest wygodny i bezpieczny stojak" - może się zacząć grzecznie, ale nie ulegajmy złudzeniu. Pan z ochrony nie po to ma dyplom doktora psychomanipulacji, by poddać się po naszym zdawkowym "Nie, nie potrzebuję stojaka, ta latarnia wystarczy". Wcześniej czy później okaże się, że wasz rower jest machina non grata i przy tej latarni, i przy tamtym znaku i przy barierce. Jest stojak? No to porządek musi być.

Taką sytuację miałem w mojej poprzedniej pracy. Do biura kilka osób przyjeżdżało na rowerach. Parkowaliśmy je w podziemnym parkingu, gdzie było bezpiecznie, sucho i blisko do wejścia. Wkrótce jednak pojawił się stojak. Na razie w garażu, ale już wiedzieliśmy czym to się skończy. Kiedy tylko ochrona przyzwyczaiła nas, że rower MUSI stać w stojaku (była to oczywiście banalna wyrwikółka), stojak został przeniesiony na otwarte, niestrzeżone i nieosłonięte od opadów patio, z którego do wejścia miałem odległość równą jednej trzeciej mojej trasy z domu do pracy.

Oczywiści od razu zmalała liczba osób dojeżdżających rowerem. Przestało być to superwygodne, a dla co lepszych bicykli stało się subiektywnie niebezpieczne. Na nic zdały się pisma do administratora - nie po to załatwił nam stojak, byśmy nim teraz gardzili.

Kilku rowerzystów zaczęło wówczas przyczepiać rower do latarni i znaków drogowych przed wejściem. Z tym też, za pomocą stojaka, próbował walczyć administrator, jednak jego kompetencje tak daleko nie sięgały - latarnia stała w pasie drogi publicznej i od niej odkuć nas administrator nie mógł.

Udało się natomiast straży na kampusie uniwersyteckim. Kilkanaście lat temu, kiedy studenci zaczęli wyjeżdżać na zagraniczne stypendia i zrozumieli, że jazda rowerem na kampus nie jest obciachem, koło budynku warszawskiej polonistyki pojawił się stojak rowerowy. Cóż z tego, skoro nie chciałem jechać na polonistykę, tylko na jakiś inny wydział, położony 200 metrów dalej.

Któregoś dnia kiedy przypiąłem rower do latarni, pojawił się strażnik i skierował mnie do stojaka. Odpowiedziałem mu, że stojak jest za daleko i przypnę się do latarni. Strażnik był nie ugięty i miał kłódkę - która była jego osobistą blokadą na rowerzystów nie stosujących się do terroru stojaka.

Odzyskanie roweru nie było łatwe. Musiałem udać się do szefa straży, wylegitymować i przedstawić referencje od znajomej doktorantki. Argument o braku informacji o zakazie parkowania rowerów gdziekolwiek lub nakazie parkowania przy stojaku, nie działał. Szef straży użył argumentu, który w dobie naszych unijnych aspiracji był dość powszechnie używany przez przedstawicieli różnych służb, od szeregowego kanara do wiceministra MSWiA: "Chcemy wejść do Unii i porządek musi być. Czy widzieliście kiedyś, aby gdzieś w Europie, ludzie parkowali rowery tak gdzie popadnie". Cóż... widzieliśmy?

Z powyższego płynie kilka morałów.

1. To, co nie udaje się w przypadku ruchu samochodowego (ograniczanie dostępności miejsc parkingowych, jako element polityki transportowej miasta) doskonale sprawdza się w przypadku rowerów.

2. To, że w miejscu, w którym parkujecie rower, nikomu on nie przeszkadza, nie znaczy, że nie przeszkadza on Komuś. A jeśli ten Ktoś ma władzę legitymizowaną mundurem i kłódką, warto pomyśleć o mocnych argumentach.

3. I wreszcie, parafrazując Julio Cortazara: kiedy gdzieś w Waszej okolicy powstaje nowy stojak rowerowy, uważajcie: to nie Wam darowują stojak. To stojakowi darowują Was.

Konrad Olgierd Muter

Czy zdarza Wam się, że ktoś każe Wam przypinać rower do stojaka, który jest niewygodny, odległy, niebezpieczny lub w inny sposób bez sensu? Co wtedy robicie? Jak wpływacie na administratorów budynków, by stojak rowerowy miał sens? Piszcie do nas na w komentarzach i na adres rowery@agora.pl.

Więcej o: