Gazeta.pl > Rowery >  informacje

Nie daj się nabrać - na co uważać kupując rower

21.02.2011 08:10
A A A Drukuj
Katarzyna Maj ze sklepu rowerowego WygodnyRower.pl Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
Lada dzień przyjdzie wiosna, a do sklepów ruszą tabuny klientów żądnych swojego pierwszego bicykla. Większość sprzedawców jest uczciwa, ale wszędzie zdarzają się czarne owce. Co zrobić, aby nie dać się nabić w butelkę? Oto najczęstsze niedopowiedzenia i kłamstewka.

Sprzedawca może się mylić. Może mieć gorszy dzień, bolącą głowę, albo grypę. W błąd może go wprowadzić producent, dostawca lub przedstawiciel handlowy jakiejś firmy. Czasem zdarza się, że sprzedawca zachwalając rower zbytnio da się ponieść wyobraźni. Sprzedawca też nie zawsze jest kompetentny. Do roli doradczej sprzedawcy nie należy podchodzić bezkrytycznie.

1) To amerykańska firma, nie jakaś chińszczyzna

To prawda. Firma zapewne faktycznie pochodzi z Ameryki (jeszcze pytanie z której, Ameryka to nie tylko USA), lub innego kraju, o którym tak wspaniałą historię opowiada nam z wypiekami na twarzy sprzedawca. Co więcej, jest szansa, że firma nie tylko tam powstała, ale nawet wciąż ma tam swoją siedzibę. Niewykluczone także, że oprócz samej siedziby, firma wciąż w kraju pochodzenia posiada nawet biuro projektowe.

Tylko, czy to cokolwiek zmienia? Nie. Rowery prawie nigdy nie powstają w siedzibie dyrekcji firmy. Nie produkuje się ich też w biurze projektowym. Zwykle ramy jednośladów (nie liczę ram powstających na zamówienie lub z najwyższych półek cenowych), niezależnie od marki pochodzą z Chin lub Tajwanu (nierzadko w jednej fabryce powstają tam ramy rowerów kilku marek). Po prostu tam jest dużo wykwalifikowanej i taniej siły roboczej.

Poza ramą rower składa się także z osprzętu. Zależnie od tego, czy nasz wehikuł ma osprzęt Shimano, SRAM, czy Campagnolo pochodzić on może z Chin, Singapuru, Malezji (Shimano), Japonii (Shimano, tylko najdroższe grupy), Tajwanu (SRAM) lub Włoch (Campagnolo).

Wstępny montaż roweru z kolei odbywać się może dosłownie wszędzie. Kraj pochodzenia marki ma więc dla jakości roweru znaczenie marginalne.

2) Ten rower ma wyjątkową ramę

Każdy rower ma wyjątkową ramę. Pod warunkiem, że jest to rama z kompozytów, stali chromowo-molibdenowej (do niedawna podstawowy materiał do budowy ram, dziś porzucony na rzecz aluminium, a przez to kultowy), albo robiona na zamówienie.

Typowy rower z półki cenowej w jakiej zakupu dokonuje przeciętny człowiek ma jednak typową ramę z stali hi-ten (najtańsze rowery), zupełnie typowego stopu aluminium 6061 (droższe) lub niemniej standardowego stopu 7005 (jeszcze droższe). W droższych modelach zdarza się jeszcze, że stopy te są poddawane dodatkowej obróbce termicznej, albo że odlewy są wykonywane bardziej wyrafinowanymi metodami (np. hydroforming, na który każda firma ma inną, marketingową nazwę). Tym niemniej w tym samym przedziale cenowym ramy są zwykle wykonywane z tego samego stopu i w podobnej lub wręcz identycznej technologii.

Ramy mogą się za to różnić geometrią. I tu faktycznie producenci mają olbrzymie pole do popisu. Dlatego jakiś czas temu katalogi rowerowe aż puchły od zwrotów "sportowa geometria", "dynamiczna geometria", "wyczynowa geometria", czy "zwarta geometria". Oczywiście z czasem zwroty te pojawiły się przy większości rowerów. Dziś znaczą tyle co nic. Jak więc sprawdzić, czy geometria naszego roweru nam odpowiada? Nic prostszego - wystarczy przejechać się na nim! To zawsze najlepsze wyjście.

3) Ten rower ma dużo lepszy osprzęt

Jak już wspomnieliśmy we wcześniejszej części tekstu, osprzęt do rowerów produkuje zaledwie kilka koncernów. Najpopularniejsze na naszym rynku jest obecnie Shimano. Rzadziej spotykany jest SRAM. Campagnolo ogranicza się do osprzętu szosowego. Jest zatem spora szansa, że nasz rower ma osprzęt dokładnie tej samej firmy, co konkurencja.

Oczywiście w ramach poszczególnych marek osprzętu też występują różnice. Samo tylko Shimano posiada kilkanaście grup osprzętu, każda w innej cenie. Nie ma się jednak co oszukiwać - pomiędzy rowerami tego samego typu (np rowery miejskie) i z tej samej półki cenowej, różnice te zwykle są niewielkie. Cudów nie ma - jeżeli firma A do roweru za 1500 zł montuje lepszą tylną przerzutkę niż firma B, to zazwyczaj oszczędza na innym elemencie. Koniec końców rachunek zysków i strat wychodzi zazwyczaj na zero. Po prostu producenci również kupują komponenty po określonych cenach. I raczej nie zechcą dopłacać do interesu.

Większość marek dumnie eksponuje komponenty z droższych grup w elementach takich jak tylna przerzutka, czy manetki. To proste - elementy te są dla klienta widoczne, rozpoznawalne. W odróżnieniu od elementów takich jak suport, łańcuch, czy piasty, na których zwykle się oszczędza, montując komponenty niższej klasy.

Także, gdy sprzedawca będzie zachwalał rower z lepszymi manetkami lub przerzutką, zapytajmy raczej o bardziej istotne elementy osprzętu - koła (obręcze, piasty), suport, czy korbę. To elementy droższe i trudniejsze do wymiany w razie ich zużycia. Od nich bardziej też zależy cena jednośladu.

4) Rowery tej firmy składane są w fabryce z wyjątkową starannością

To w serwisie rowery są ostatecznie składane, a ich komponenty regulowane.

Aby zrozumieć tę półprawdę, trzeba poznać proces logistyczny związany z dostarczeniem roweru do sklepu. Rowery w fabryce są bowiem tylko wstępnie montowane. Później pakuje się je w płaskie pudła i wysyła do sklepów, nierzadko na drugim końcu świata. Docierają one do nich ze zdemontowanymi kołami, siodłem, pedałami, przekręconą o 90 stopni (lub zdemontowaną) kierownicą.

To w sklepie, przed sprzedażą, wszystko składane jest do kompletu. Tam ustawiane są także przerzutki, hamulce, a bywa, że i centrowane koła. Więc nie fabryka, a sklep, w którym kupujemy ma największy wpływ na to, czy w naszym rowerze będzie dobrze ustawiona przerzutka, czy dokręcony błotnik.

5) Rowerem tej firmy jeździ znany kolarz

Marketingowcy dobrze wiedzą, że nasze decyzje o zakupach podejmujemy także na podstawie pewnego wizerunku, który ma ich rower. Dlatego w zasadzie wszyscy sportowcy, którzy coś osiągnęli, osiągają lub chociażby mają szansę osiągnąć, zwykle związani są ze sponsorem. To, że dany sportowiec jeździ rowerem marki A, oznacza ni mniej ni więcej niż to, że po prostu z daną marką wynegocjował dobre warunki umowy o sponsoringu.

Nie ma to absolutnie nic wspólnego z tym, że produkt ten jest gorszy lub lepszy. Oznacza to tyle, że w cenie danego jednośladu znajdziemy, oprócz kosztów produkcji, także koszty wyposażenia sportowca w ten sprzęt. Czyli, że zapłacimy więcej.

6) Ten rower ma amortyzację

Pytanie, czy amortyzacja jest nam na pewno potrzebna? Jeżeli jeździmy w terenie, zapewne się przyda. Choć nieprzypadkowo część rowerów MTB ma amortyzowany przód, a tył już nie. Po prostu amortyzacja oznacza, oprócz komfortu i wyższej przyczepności (rower mniej podskakuje), dodatkową masę i stratę energii związaną z bujaniem.

Dlatego też w rowerach szosowych nie stosuje się amortyzacji. I dlatego też warto rozważyć jej sensowność w rowerze miejskim, czy turystycznym, który głównie poruszał się będzie po równym asfalcie lub innych nawierzchniach twardych. Z amortyzacji warto zrezygnować także wtedy, gdy nasz rower będziemy często nosić po schodach, albo wkładać w pionie do windy - każdy widelec amortyzowany waży od 0,5 do 1,5 kg więcej niż nieamortyzowany. Sztyca amortyzowana to nawet pół kilo więcej niż sztywna. Amortyzacja tylnego koła oznacza wyższą masę ramy. Ten dodatkowy ciężar, zwłaszcza osobom słabszym może sprawić spory kłopot i odebrać mnóstwo frajdy z jazdy.

Warto wiedzieć także, że amortyzatory wymagają regularnego serwisowania. Trzeba przede wszystkim dbać o ich czystość - po każdej wycieczce należy wytrzeć golenie. Minimum raz w roku (producenci zalecają znacznie częstsze przeglądy, zwykle do 50-100 godzin jazdy) amortyzator trzeba oddać też do serwisu na przegląd. Ten dodatkowy koszt i konieczność zostawienia roweru na kilka dni w serwisie zmniejszają naszą mobilność i mogą być problemem jeżeli planujemy jeździć rowerem codziennie do pracy. Bez serwisu natomiast amortyzator z czasem się zatrze - wtedy będzie już tylko zbędnym ciężarem.

Jeżeli już decydujemy się na rower z amortyzatorem, warto też wiedzieć, że amortyzatory posiadają różną konstrukcje. Są modele ze sprężyną stalową lub takie, w których medium ściskanym jest powietrze pod wysokim ciśnieniem. Są modele z tłumieniem hydraulicznym, powietrznym, elastomerowym lub ciernym. Różnią się ceną, masą, a także tym, jak sprawnie tłumią nierówności. Dlatego zanim kupimy rower za 800 zł z amortyzatorem, przejedźmy się nim. Czy dodatkowe dwa kilogramy masy, która niewiele pomaga na wybojach, jest nam na pewno potrzebna? Czy to zaleta roweru, czy jego wada? I czy zamiast tego nie wolelibyśmy mieć tańszego roweru bez amortyzacji, ale za to z lepszym osprzętem?

7) Gwarancja na ten rower jest wyjątkowo atrakcyjna

Minęły już czasy, gdy rowery posiadały gwarancję wyłącznie na rok. Obecnie standardem są dwa lata, a część producentów daje gwarancję nawet na trzy. Zamiast ekscytować się jednak okresem gwarancji, warto zwrócić uwagę na jej pozostałe warunki. Zwykle gwarancji nie podlegają elementy gumowe (opony, dętki), elementy elektryki (zwłaszcza baterie w lampkach i żarówki) elementy podlegające naturalnemu zużyciu (klocki hamulcowe, łańcuch, kaseta; przy dłuższym okresie użytkowania w zasadzie cały osprzęt podlega normalnemu zużyciu).

Nierzadko producenci wymagają też do ważności gwarancji przeglądu zerowego (najczęściej płatnego, w ten sposób można zaproponować klientowi niższą cenę, bo i tak zapłaci on za przegląd), albo nawet kilku przeglądów (np. co rok) w określonej sieci. Jeśli do najbliższego sklepu danej sieci mamy nawet kilkaset kilometrów (bo rower kupowaliśmy przez internet), gwarancja okazuje się nic nie wartym świstkiem papieru, którego czas obowiązywania nie ma najmniejszego znaczenia.

8) W labiryncie poruszaj się bez pośpiechu

Niniejsza lista nie jest listą pełną (jeżeli znacie inne chwyty marketingowe, napiszcie o nich w komentarzach). Jedynym sposobem na świadome kupno roweru jest dokładne sprawdzanie słów sprzedawcy, porównywanie ofert różnych producentów, pytanie o haczyki i czytanie wszystkiego co pisane małym druczkiem.

Nie wymaga to wielkich umiejętności, większość informacji można znaleźć w internecie. Za to wymaga to sporo czasu. Dlatego apeluję - nie kupujmy w pośpiechu, kierowani wyłącznie tym, co mówi nam sprzedawca i zachęcani do szybkiego zakupu super promocją. Pojedźmy do kilku serwisów, wynotujmy ceny, przejedźmy się kilkoma rowerami, posłuchajmy kilku sprzedawców, porównajmy oferty. A werdykt odnośnie zakupu podejmijmy sami w domowym zaciszu.

Zobacz także nasze pozostałe poradniki o kupowaniu roweru:
Ile pieniędzy wydać na rower?
Jaki typ roweru wybrać?
Nowy czy używany?
Jaki kolor wybrać?

Rafał Muszczynko

Podziel się

Skomentuj:

Zaloguj się. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (76)

  • avatar

    drzejpiwsza

    0

    "Każdy rower ma wyjątkową ramę. Pod warunkiem, że jest to rama z kompozytów, stali chromowo-molibdenowej (do niedawna podstawowy materiał do budowy ram, dziś porzucony na rzecz aluminium, a przez to kultowy), albo robiona na zamówienie."
    No nie tylko. Może być jeszcze rama z tytanu, drewna, bambusa, z profili ażurowanych. Zapewniam autora, że takie ramy też są wyjątkowe:)

  • avatar

    komix1

    Oceniono 2 razy 0

    Ze swojej strony polecam Unibike. Świetny wybór w kategorii jakość / cena

  • avatar

    reyoffice

    Oceniono 4 razy 0

    "producenci zalecają znacznie częstsze przeglądy, zwykle do 50-100 godzin jazdy"

    W skrajnym przypadku (te 50 godz.) oznaczałoby to, że muszę rower oddawać do serwisu co 3-4 tygodnie. Myślę, że te instrukcje producentów są po prostu maksymalnie głupie i służą temu aby wykręcić się od ewentualnych reklamacji. Rower który musi być serwisowany i przeglądany częściej niż raz na rok (może za wyjątkiem hiperinstensywnego użytkowania to dziadostwo, które obok roweru nie stało.

  • avatar

    Gość: bartozs

    Oceniono 5 razy 1

    jakis czas temu napalilem sie na nowy rower, kazdy ktory probowalem byl nie wygodny, nie praktyczny (mam za duza mase dla standartowych amortyzatorow i nie dzialaja one tak jak powinny w moim przypadku) lub po prostu za drogi wiec kupilem od pewnego faceta co naprawia rowery wierchowine (nie no chcialbym ale nei dalo rady) - damke okolo trzydziestki na kolkach 28 cali i jezdze naprawde szybko i bez wielkiego wysilku, rowery z niskiej polki wszystkie zostawiam w tyle (kumpel ma gianta na piastach shimano nexus i on mnie przescignie ale jego rower kosztowal 1500 ponad 10 lat temu a jak wiemy teraz jest wiele drozej wszystko)
    moral na dzis - czy rower czy samochod lepszy starszy z wysokiej polki niz nowy ale szajs (tlumaczac na polski to wileli byscie jezdzic audi 80 z full wypasem czy dacia logan ?)

    • avatar

      Gość: Buncol

      Oceniono 2 razy 2

      @Gość: bartozs
      Sam mam 10 letnią Birie na pełnym osprzęcie LX i jak podjeżdzam do serwisu czy sklepu to nie ma gościa który by mu sie bacznie nie przyglądał. To taki wysokiej klasy retro gdzie wszystko mam made in Japan lub made in Germany.
      Szwagier sobie kupił nowego Authora na Alivio za 1800 zł i myśli że ma rowerowego mercedesa :) Uważa ze mój jest nie warty nawet 100 zl bo jest stary

    • avatar

      eddiemaxfaktor

      Oceniono 2 razy 2

      @Gość: Buncol
      najtansze scotty czy inne firmowe gianty kosztuja jakies 1000-2000 tys., ale to sa rowery przyzwoite a nie mercedesy, tj. wystarcza dla 90% urzytkownikow ale nie nadaja sie do bujania..
      z drugiej strony sam jezdze od lat na rowerze i co jakis czas sie wszystko wymienia.. rozumie ze sie wspomina stare przerzutki z sentymentem ale wszystko ma swoje granice - taniej kupic nowe deore niz kasowac luzy na starym sprzecie

      a co do tematu to i tak wiekszosc posluguje sie streotypami przy kazdych zakupach - to jest glowny powod bajerek sprzedawcow

      ps. na krakowskich bulwarach wislanych jest masa rowerow za grube tysiace - ale po okolicznych dolinkach czy po lasku wolskim malo kto jezdzi - gdzie tu racjonalnosc? mniej wiecej jak ze smartfonami

  • avatar

    Gość: posiadacz Sieny

    Oceniono 8 razy 4

    ja swojej Sieny rocznik 2000 także nie zamykam od czasu gdy złodziej który zamierzał mi ją ukraść zostawił mi pieniądze na śniadanie.

  • avatar

    Gość: maks

    Oceniono 18 razy -2

    Za komuny, to były rowery, raz kupowałeś i ciąglę jeździłeś, mało naprawiałeś, teraz coraz więcej nowości i szybciej się te elementy zużywaja

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Mazovia Blog
    Zagoń rower do roboty!

      Najczęściej czytane

      Najczęściej wyszukiwane

        Miasta dla rowerów
          Wiosna, więc wskakuj na rower
            Coca-Cola Lider Animator