Gazeta.pl > Rowery >  informacje

Jazda rowerem w upał - 5 rzeczy, których dowiedziałem się w weekend

Bohdan Pękacki
19.07.2010 10:10
A A A Drukuj

Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta

Sobotnia wycieczka redakcji serwisu polskanarowery.pl zakończyła się małą katastrofą. Dwa kilometry przed finiszem słabszy z uczestników odmówił dalszej jazdy, położył się na trawie i przestał ruszać. Stało się tak dlatego, że jeszcze kilka kilometrów wcześniej ze współpracy zrezygnował jego organizm. Tym rowerzystą byłem ja.

Oto kilka uwag na marginesie sobotniej wyprawy. Nie są to prawdy objawione, ani przestrogi. To raczej luźne obserwacje poczynione na dość małej próbie badawczej, którym na dodatek brakuje podbudowy naukowej.

Nie chcę też, żeby ktoś pomyślał, że zwykłą sobotnią wycieczkę - choć rzeczywiście w sporym upale - uwznioślam do rangi ekstremalnej przygody w skrajnie trudnych warunkach. Broń mnie przed tym, panie Boże. Ale być może ten przykład komuś się przyda.

Zatem - czego dowiedziałem się w sobotę?

1. Udar słoneczny nie jest czymś, co przydarza się tylko innym. Tak naprawdę to nie wiem, czy to rzeczywiście był udar, choć sporo objawów się zgadza: nudności, wymioty, obfite pocenie się, ogólne osłabienie, zaburzenia oddychania, bóle głowy, sztywność karku. A po ludzku: pękał mi łeb, nie byłem w stanie się ruszać, wymiotowałem, każdy oddech sprawiał mi ból, a woda lała się ze mnie strumieniami. Z wnikliwej lektury specjalistycznych stron i for internetowych wynika, ze do pełni objawów brakowało gorączki i utraty potliwości w późniejszej fazie. Prawdopodobnie do udaru pełną gębą jednak nie doszło.

Gdy w końcu dotarłem do domu nie byłem w stanie usiąść w zalecanej w takich sytuacjach pozycji półsiedzącej. Na szczęście znalazł się ktoś, kto obłożył mnie wilgotnymi ręcznikami i podał szklankę wody. Po dwóch godzinach byłem nawet w stanie wziąć chłodną kąpiel. To działania zalecane przy udarze słonecznym.

Więcej na temat udaru cieplnego i słonecznego, a także o metodach radzenia sobie z nim możecie przeczytać tutaj.

2. Na słońcu dobrze jest nosić czapkę i okulary. Pamiętałem o innych zaleceniach na taką pogodę: o płynach (nie tylko wodzie), uzupełnianiu kalorii po drodze i kremie ochronnym z filtrem. Na 40 stopni w cieniu to nie wystarczyło. Promienie UV przez kilka godzin próbowały ugotować mi mózg i prawie im się udało. Mogłem się lepiej przygotować.

3. Istnieje coś takiego, jak granica możliwości. Przejechanie dwóch ostatnich kilometrów przed metą zajęło mi godzinę. Co dwieście metrów po prostu się wywracałem (mając na tyle świadomości, żeby szukać miejsc zacienionych. Z jakichś powodów dwukrotnie oznaczało to także mrowiska), wyczołgiwałem spod roweru i starałem się nie zwymiotować, jednocześnie nie zapominając o oddychaniu. Dziesięć minut zdychania i kolejne dwieście metrów. W końcu jakoś dojechałem.

Granica możliwości u każdego leży gdzieś indziej - u mnie ze względu na ogólną formę fizyczną i zaniedbania z punktu drugiego jest być może dość blisko (choć wydawało mi się, że nieco dalej). Odkrywanie gdzie jest ta granica może być fascynujące. Ale zapewne czasem bywa tak, że człowiek najpierw tę granicę przekracza, a potem dopiero się orientuje, że przesadził.

4. Być może znajdą się obcy ludzie, którzy ci pomogą, kiedy zasłabniesz, ale liczyć na to jest naiwnością. Ile osób zapytało się mnie na tych ostatnich dwóch kilometrach, czy mi pomóc? Jedna. Na dodatek niemal na samym początku, kiedy sprawiałem jeszcze jako takie wrażenie. Raz leżałem nawet pod szpitalem, również przez nikogo nie niepokojony.

Dlatego dobrze jest badać swoje granice z kimś - zwłaszcza jeśli nie ma się w tym doświadczenia. Wiem, nie wszyscy lubią. Ja sam wolę jeździć pojedynczo. Ale właśnie na tych dwóch ostatnich kluczowych kilometrach zostałem bez pomocy*.

5. Margaret Mead, amerykańska antropolożka, powiedziała: "Nie daj sobie wmówić, że mała grupa pełnych wiary i zaangażowanych obywateli nie może zmienić świata; tak naprawdę tylko oni mogą tego dokonać". Nie chcę w Was budzić niezdrowego entuzjazmu, nie dowiedziałem się w sobotę, że Mead miała rację, dowiedziałem się tylko, że to powiedziała.

Ale to i tak budująca sentencja. Prawie jak fakt, że była to jedna z najprzyjemniejszych wycieczek rowerowych w jakich uczestniczyłem. I to nawet nie pomimo finału, a raczej dzięki niemu.

Bohdan Pękacki


*współrowerzysta zostawił mnie na moje wyraźne życzenie kilka kilometrów wcześniej. Śpieszył się, a ja zdecydowanie byłem hamulcowym. Nie chciałbym, żeby pomyślał, że mam jakiekolwiek pretensje.

Przyłącz się wirtualnie do akcji POLSKA NA ROWERY - załóż i pisz bloga!
Komentarze (24)
Zaloguj się
  • avatar

    Gość: Gość

    Oceniono 61 razy 57

    A ja z tego artykułu dowiedziałem się szóstej rzeczy. Że są osoby, które nie do końca wiedzą co to jest jazda w zespole.
    Autor pisze "współrowerzysta zostawił mnie na moje wyraźne życzenie kilka kilometrów wcześniej. Śpieszył się, a ja zdecydowanie byłem hamulcowym." Jeżdżę już na wycieczki (wyprawy) rowerowe 20 lat i nie wyobrażam sobie, aby współtowarzysza(kę) zostawić w takiej sytuacji. I choćby była to wycieczka 20 kilometrowa to zawsze należy dostosować się do najsłabszego uczestnika. Tym bardziej , że z opisu wynika, że Bohdan podczas końcówki rajdu nie bardzo wiedział co się z nim dzieje. Opuszczenie kogoś w takiej sytuacji jest po prostu karygodne!

  • avatar

    Gość: Gość

    Oceniono 19 razy 11

    wtf? przeciez to jest idiotyzm na idiotyzmie, od "finiszu wycieczki" zaczynajac.
    wycieczka konczy sie nie na granicy mozliwosci, tylko w bingo point, tj wtedy kiedy sie wie ze starczy sil na powrot do bazy. jazda do kompletnego wyczerpania to jest cos tak durnego, ze naprawde lepiej by bylo, gdyby ten pomysl wynikal ze zdezorientowania z przegrzania.
    jazda bez nakrycia glowy to - w szczegolnosci - jazda bez kasku. ja osobiscie mam tylko jedna glowe i staram sie ja chronic, ale to najwyrazniej nie dotyczy wszystkich. szczegolnie smakowicie wyglada to w kontekscie wspomnianego wyzej wywracania sie co dwiescie metrow.
    ktore tez jest znakomita rzecza. co to za pomysl, zeby z pekajaca glowa i mdlosciami wsiadac ponownie na rower? powtarzajace sie wywrotki oznaczaja ze nie nadajesz sie do jazdy i powinienes zorganizowac sobie transport, a nie pchac sie dalej. jeslis sie czlowieku doturlal w okolice szpitala, trzeba bylo przypiac pojazd i chociaz posiedziec w holu, jesli duma nie pozwala prosic o pomoc lekarska.
    ogolnie rzecz biorac, opowiesc o niepozbieraniu. jesli polskanarowery, to stanowczo nie w ten sposob.

  • avatar

    Gość: Gość

    Oceniono 9 razy 9

    Niezbyt mądry pomysł - jechać rowerem w taką pogodę, zwłaszcza bez przygotowania. A już brak nakrycia głowy i pozwolenie sobie na odwodnienie organizmu, to po prostu ręce opadają. No, ale stało się. Temat współuczestnika wyprawy przemilczę. Natomiast zupełnie nie rozumiem, jak można było jechać dalej przewracając się, zamiast zwrócić się o pomoc - skoro nie do przypadkowych przechodniów (o to faktycznie nam, facetom, niełatwo), to przynajmniej w owym szpitalu. No, a przynajmniej należało tam wejść się ochłodzić, może jakiś napój kupić z automatu. Dobrze, że w zasadzie nic się nie stało. Życzę więcej powodzenia i odrobiny pokory następnym razem.

  • avatar

    Gość: Gość

    Oceniono 26 razy 8

    Z tym kaskiem to jakiś dziwny lans napędzany przez producentów i sprzedawców. Niedługo żeby wyjść z domu trzeba będzie zakładać kask, bo przecież na schodach też się można potknąć i rozbić głowę. Na rowerze przejechałem kilkanaście tyś. km i ani razu nie czułem potrzeby posiadania kasku. Gdybym uprawiał ten sport wyczynowo, to pewnie jeździłbym w kasku, ale to by przecież była zupełnie inna jazda i kask byłby niezbędny. Jak ktoś się ma na rowerze zabić to i tak się zabije i kask mu nie pomoże. Wszystkie znajome osoby, które miały poważne wypadki na rowerze kończyły raczej u dentysty - kask by im nie pomógł, może lepiej lansować ochraniacze na zęby??? A na poważnie, jak ktoś ma potrzebę jazdy w kasku to niech sobie jeździ, ale do jasnej nie róbcie z tego ogólnonarodowej kampanii, jak z jazdą na światłach przez cały rok i zmuszaniu wszystkich na około do zakładania kasków.

  • avatar

    Gość: Gość

    Oceniono 14 razy 4

    Kask choni tez przed sloncem. Ocienia glowe, dzieki czemu trudniej o udar. Chroni tez przed uderzeniami bocznymi i tymi w tyl glowy, ktore sa znacznie bardziej dla nas niebezpieczne.

  • avatar

    Gość: Gość

    Oceniono 4 razy 4

    Bardzo dobrze ze ktos ten temat porusza - pojechalam w niedziele do rodzicow (przejazd przez wawe, 28km w jedna strone) minely mnie dziesiatki osob z ktorych tylko dwie (2, zwiei, duo, two, ni) mialy czapki! Nie mowie o piciu, utrzymywaniu rownego tempa etc, mowie o podstawie podstaw w sloneczny dzien. Straszne jest to ze ludzie krzycza na dzieciaki, kupuja im kaski etc a potem ze zdumieniem odkrywaja ze sami nie sa kuloodprni.

  • avatar

    blazejnarowerze

    Oceniono 7 razy 3

    kask musi być. Ja mam taki "ażurowy" i z daszkiem Gianta. Na upał jak znalazł.

  • avatar

    Gość: Gość

    Oceniono 5 razy 3

    Wszystkie te punkty zastapil bym 1 rada: ruszac sie nie tylko od swieta. Wtedy by bylo oczywiste, ze mamy kask i okulary, a nawet bez tego zaden "udar" nam nie grozi (jesli jestesmy w miare normalni i zdrowi, czyli posiadamy wlosy) i, ze nie ma czegos takiego jak upal na rowerze. Upal jest tylko na postoju. Akurat tez w tym roku mialem "kryzys" pod koniec ok. 70-kilometrowej wycieczki. Nieporownywalny z tym opisanym... :) Upalu nie bylo, wiec raczej nie udar, przypuszczam ze raczej jakis wirus bo wczesniej mi sie nic takiego nie zdazalo, a jezdze nie od dzis. Jedyna "nietypowosc" to wypicie za jednym "zamachem" chyba 0.5l. wody w polowie dystansu. Zwykle pije malo i raczej nie wode tylko cos slodkiego albo jogurt (duzy).

  • avatar

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

      MTB
        Drużyna Polska na rowery - Blog
          Miasta dla Rowerów
            150cm dla Rowerzysty
              Kręć kilometry