Wielka Majówka w Jeleniej Górze

Maja Włoszczowska kolarską imprezę w Jeleniej Górze wygrała poczwórnie. Zawody zorganizowała, zwyciężyła w dwóch konkurencjach, a dzięki niej rywalizacji kolarzy górskich przyglądała się masa kibiców - piszą Przemysław Iwańczyk i Michał Karbowiak, dziennikarze "Gazety Wyborczej".

W niedzielę metę na polanie przy Pałacu Paulinum Włoszczowska mijała sama. Jechała w białym stroju, lekko umorusana, umordowana, ale szczęśliwa. To był jej wielki dzień.

Imprezę Jelenia Góra Trophy Maja Włoszczowska MTB Race zawodniczka CCC Polkowice organizowała po raz drugi. Wicemistrzyni olimpijska z Pekinu do swojego miasta znów ściągnęła światową czołówkę, zaproszenia wysyłała sama. Sama wytyczała także trasę tak, aby była jak najtrudniejsza. I gospodyni o mało na trudniej trasie nie poległa. - Szczerze mówiąc, w pewnym momencie zastanawiałam się, czy w ogóle dojadę do mety. Na ostatnim podjeździe było naprawdę ciężko, ale to jest właśnie kolarstwo górskie. W tych trudnych momentach pomyślałam, że to przecież moje miasto, moi kibice i po prostu nie mogę dać plamy - mówiła Maja na mecie. Druga na finiszu była Anna Szafraniec, trzecia Amerykanka Marry McConneloug. - Okazałam się niezbyt gościnna, ale trudno. Mam nadzieję, że rywale się na mnie nie obrażą i za rok też do nas przyjadą. Muszą mnie rozumieć, przecież to sport - śmiała się Włoszczowska, która zwycięstwo zapewniła sobie na drugiej z czterech pięciokilometrowych rund. Wtedy właśnie wyprzedziła Annę Szafraniec i prowadzenia nie oddała aż do mety. - Ania w pewnym momencie nie dała sobie radę z podjazdem i musiała podprowadzić rower. To pozwoliło mi ją wyprzedzić. Na końcu spadł mi łańcuch, ale Ania już strat nie odrobiła - opowiadała szczęśliwa zwyciężczyni.

Włoszczowska w nagrodę otrzymała 1000 euro, ale zdecydowała, że tą kwotą zasili działalność dolnośląskiej sekcji olimpiad specjalnych. - To mój wkład w pomoc wspaniałym ludziom, którzy przezwyciężają słabości. Poza tym nie może być tak, że zorganizowałam imprezę, wygrałam i pojechałam do domu - śmiała się Maja, która postanowiła zostawić sobie tylko pamiątkowy puchar. - Sama wybierałam, więc wiem, że jest piękny - skomentowała.

W sobotę na tej samej trasie ścigali się bankowcy (BGŻ było sponsorem zawodów Maja Race) z VIP-ami. Wszyscy potraktowali wyścig niezwykle poważnie. Zawodowa hierarchia przestała się liczyć - pracownik obsługi klienta zajeżdżał drogę dyrektorowi oddziału, region dolnośląski bez pardonu wyprzedzał na podjeździe rywali z centrali. Wystartował również Ryszard Szurkowski, legenda polskiego kolarstwa. Zdezorganizował rywalizację, bo co rusz zatrzymywał się na trasie i dodawał otuchy niemal każdemu zawodnikowi. Ci się zatrzymywali i przez to wyprzedzali ich rywale, a sam Szurkowski tak zapalił się na zjeździe, że wylądował nosem w ziemi.

U zawodowców niedzielne zwycięstwo w wyścigu elit było drugą wygraną Włoszczowskiej podczas kolarskiego weekendu w Jeleniej Górze. W sobotę zawodniczka CCC Polkowice wygrała także sprinty na placu Ratuszowym. Zawodnicy ścigali się czwórkami po trasie 1200 metrów, a zwycięzca zmagań przechodził do kolejnej rundy. Włoszczowska również nie dała szans rywalkom, a za jej placami także zameldowała się Szafraniec. Trzecia była inna zawodniczka CCC - Magdalena Sadłecka. - Szczerze mówiąc, zwycięstwo Majki w tej konkurencji to ogromna niespodzianka. Ona nie ma nawet postury sprinterki - mówił trener kadry Andrzej Piątek. - Sprinty to show dla kibiców, który w Polsce odbywał się po raz pierwszy. Musimy dbać o to, aby nasza dyscyplina była jak najbardziej atrakcyjna, bo wtedy może uda nam się jak najwięcej ludzi wsadzić na rowery. Z masy zawsze łatwiej jest wyłowić potencjalnych mistrzów. Od lat mówię, że kolarstwo górskie musi wyjść z lasu, tak jak zrobiły to biegi narciarskie - dodał Piątek.

W Jeleniej Górze zmagania kolarzy oglądały setki kibiców. - Wreszcie zrobiło się u nas naprawdę światowo. Takie imprezy powinny być reklamowane lepiej niż kampania wyborcza, bo sport jest od polityki ważniejszy. Dzięki niemu mogliśmy fajnie spędzić dwa dni i przeżyć u prawdziwe rowerowe święto - mówili zgodnie Zbigniew i Małgorzata Nykiel, którzy w pełnym rowerowym rynsztunku oglądali zmagania zawodników.

Przemysław Iwańczyk, Michał Karbowiak, Jelenia Góra, Gazeta Wyborcza