Rowery elektryczne wchodzą szturmem do sportu

Rewolucja szykuje się na początku w kolarstwie szosowym, gdzie już w przyszłym sezonie peleton wyraźnie podzieli się na dwie części - rowerzystów na tradycyjnych oraz wspomaganych elektrycznie rowerach.

Kto by pomyślał, że dojedzie do takiego precedensu. Międzynarodowa Unia Kolarska - UCI, w związku z coraz większą popularnością tzw. e-bików postanowiła stworzyć osobną kategorię wyścigów - dla rowerów ze wspomaganiem elektrycznym. Już od przyszłego sezonu, na początku w wyścigach szosowych (ale docelowo także w MTB), zobaczyć będziemy mogli osobną kategorię rowerów napędzanych silnikami elektrycznymi o mocy nie przekraczającej 250 Watów.

Pojazdy te różnić się będą w założeniach od rowerów elektrycznych dopuszczonych do poruszania się po drogach publicznych w Polsce - gdyż wspomaganie nie będzie wyłączało się przy prędkości 25 km/h. Wspomaganie elektryczne będzie wyjątkowo przydatne na stromych podjazdach. Decyzja o wprowadzeniu tej nowej kategorii w kolarstwie została podyktowana zbyt małą spektakularnością kolarskiej walki w czasie pokonywania górskich wzniesień. Kibice chcą szybkich przejazdów, walki przy większych prędkościach, a nie długiego, nudnego i mozolnego wspinania się kolarzy pod strome podjazdy z prędkościami osiąganymi przez osoby piesze... Nieoficjalne źródło podaje, że przyczyny też można doszukiwać się w drogim czasie antenowym, który zabierają relacje z kolarskich tourów.

Kolarze jadący na rowerach ze wspomaganiem elektrycznym będą startowali na początku stawki. Aby jeszcze uatrakcyjnić ten sport, UCI przewidziała dodatkowe nagrody dla kolarzy jadących bez wspomagania, którzy wyprzedzą dużą liczbę „elektryków”. Celem tego zabiegu jest też zatrzymanie większości z nich w mięśniowej kategorii, gdyż UCI obawia się lawinowego przejścia większości kolarzy do kategorii elektrycznej.

Więcej szczegółów poznamy niedługo.

Albo i nie, gdyż artykuł powstał 1 kwietnia i oczywiście jest żartem prima aprilisowym.