6 rzeczy, które możesz zrobić, by zweryfikować obietnice wyborcze

Wybory samorządowe powoli się kończą. Za chwilę obietnice składane przez kandydatów różnym grupom (w tym rowerzystom) zaczną się spełniać lub - co bardziej prawdopodobne - weryfikować. Ale nie musimy z założonymi rękami czekać do następnej parady obietnic. Co zrzeszeni i niezrzeszeni rowerzyści mają do zrobienia w czasie rozpoczynającej się kadencji?

Z wyborów na wybory rośnie znaczenie postulatów rowerowych w programach kandydatów w wyborach samorządowych. Z ankiet przeprowadzonych przez transport-publiczny.pl wynika, że praktycznie nie było poważnych kandydatów, którzy nie obiecywali w swoich programach pochylenia się w jakiś sposób nad kwestiami rowerzystów. I choć chyba najbardziej znana kandydatka poruszająca się na co dzień rowerem - Joanna Erbel - w Warszawie zdobyła tylko ok. 3% głosów (czy to swoją drogą tyle, ile osób obecnie porusza się w stolicy rowerami?) to zgłaszane przez nią postulaty znalazły się ostatecznie również w programie Hanny Gronkiewicz-Waltz (na przykład przestrzeń dla rowerów kosztem przestrzeni dla aut a nie pieszych, czy uspokojenie ruchu w centrum).

Jeśli do wyborów samorządowych dodamy sukces olimpijsko-rowerowego referendum w Krakowie sprzed kilku miesięcy, czy liczne zwycięstwa rowerowych projektów w budżetach partycypacyjnych kilku miast, możemy zobaczyć, że stawianie na rowery po prostu politycznie się opłaca. Czy oznacza to jednak, że nastały złote czasy dla rowerzystów? Może tak być. Jednak niczego nie możemy być pewni, dlatego jeśli zależy nam na spełnieniu naszych postulatów, rozstrzygnięcie wyborów powinno być początkiem a nie końcem obywatelskiej pracy. Co należy więc robić?

Zobacz też: Rowery napędzą europejską gospodarkę?

Po pierwsze organizujmy się. W wielu polskich miastach i miasteczkach działają różne rowerowe stowarzyszenia, często od kilkunastu lat walczące o rzeczy, które dopiero teraz zaczynają być rozumiane przez urzędników i polityków. Jeśli takie stowarzyszenie istnieje i u was - rozważcie,  czy się do niego nie zapisać (w końcu siła organizacji pozarządowej to ludzie - im ich więcej, tym lepiej). Jeśli stowarzyszenia nie ma, znajdźcie osoby myślące podobnie jak wy i spróbujcie je założyć. Zresztą nie musi to być od razu zarejestrowana organizacja. W wielu miejscach działają również grupy nieformalne - w nich ludzie poznają się, dzielą doświadczeniami, planują działania i zaczynają wywierać nacisk. Jeśli jednak organizacja jest formalna, ma większe możliwości kontrolowania poczynań władzy.

Po drugie kontrolujmy. To właściwie najważniejsza z rzeczy, którymi powinniśmy się zająć. Spiszcie w punktach te fragmenty programu (lub w innej formie przedstawionych obietnic wyborczych) zwycięskich kandydatów w waszym mieście, gminie czy powiecie, zadajcie im pytanie, w jakiej formie i w jakim terminie zamierzają te obietnice spełnić i sprawdzajcie, czy spełniają. Za każdym razem, gdy do konsultacji przedstawiane są plany jakiejś inwestycji, strategia lokalna czy plan zagospodarowania - sprawdzajcie, czy uwzględniają one realizację wyborczych obietnic. Zgłaszajcie swoje uwagi powołując się na te obietnice (tu formalna organizacja naprawdę się przyda). Niech was będzie widać. Zresztą kontrolowanie nie musi być nudnym siedzeniem w papierach - zorganizujcie dla urzędników przejazd rowerem po mieście - niech zobaczą, co wam się nie podoba (i dlaczego), a co zrobili dobrze.

Po trzecie żądajmy naszych urzędników. W wielu polskich miastach funkcjonują oficerowie (czy pełnomocnicy) rowerowi. Niektórzy robią kawał dobrej roboty, inni pełnią role czysto fasadową. Jednak zawsze są to osoby, do których można bezpośrednio zwrócić się w sprawach związanych z rowerami. Dlatego lepiej, gdy taki urzędnik istnieje, niż gdy go nie ma. Tym bardziej, że często wywodzi się ze środowiska rowerowego, jest więc swoistym łącznikiem rozumiejącym zarówno język obywateli jak i urzędu. Oczekujmy od naszych włodarzy powoływania takich stanowisk, a od samych pełnomocników, by w sposób efektywny realizowali rowerową politykę w zgodzie ze strategiami, obietnicami oraz zdrowym rozsądkiem.

Po czwarte walczmy o więcej. Przykład krakowskiego referendum czy budżetów partycypacyjnych pokazał, że rowerzyści mogą - dzięki sile swojej organizacji - wygrać dużo więcej, niż obiecywali im politycy. Tam gdzie już istnieją budżety partycypacyjne pilnujcie wykonania tych projektów rowerowych, które już wygrały, a na przyszłość - konsultujcie w środowisku nowe, zgłaszajcie je i promujcie tak, aby wygrywać kolejne promile miejskiego budżetu. Tam, gdzie budżetu partycypacyjnego jeszcze nie ma, lobbujcie na jego rzecz i dbajcie o to, by projekty rowerowe zostały w nim dostrzeżone.

Zobacz też: Bo do tanga trzeba dwojga, zwłaszcza w Buenos Aires

Po piąte twórzmy koalicje. Choć w wielu miejscach środowiska rowerowe są naprawdę silne, ich głos będzie jeszcze lepiej słyszany, gdy nie będą one jedynie reprezentowały tych, którzy codziennie poruszają się na rowerach. Rower jest dobry nie tylko dla tych, którzy na nim jeżdżą, ale ogólnie dla mieszkańców - nie hałasuje, nie truje, zmniejsza korki, wpływa pozytywnie na lokalną gospodarkę. Nie dajcie sobie przylepić łatki sekciarzy, którzy walczą tylko o swój interes. Włączajcie się w koalicje z ruchami sąsiedzkimi, organizacjami miejskich aktywistów, uwzględniajcie interesy pieszych, osób o ograniczonej mobilności, rodziców i ich dzieci, małych lokalnych przedsiębiorców i pokazujcie im, na czym polegają wasze wspólne interesy. Pokazujcie również kierowcom, że walka o przestrzeń dla rowerów i pieszych działa również na ich korzyść, gdyż im więcej osób przesiądzie się na rowery i do komunikacji zbiorowej, tym łatwiej wszystkim będzie poruszać się po mieście. Co ważne - próbujcie tworzyć ponadlokalne porozumienia rowerowe, by pilnować nie tylko inwestycji miejskich, ale również międzymiastowych szlaków rowerowych, co służyć powinno także rozwojowi turystyki.

Po szóste bądźmy widoczni. Organizujmy spotkania, wydarzenia, przejazdy. Nie musi to być od razu wielka masa krytyczna - czasem fajnie jest po prostu zrobić kilkunastoosobową przejażdżkę po okolicy. Uczmy się nawzajem - zarówno przepisów ruchu drogowego jak i procedur urzędniczych. Piszmy razem listy w sprawie źle wykonanej infrastruktury rowerowej. A przede wszystkim jeźdźmy jak najwięcej po mieście rowerem. Nie czekajmy na poprawę warunków. One się nie poprawią same z siebie. Musimy je sobie wyjeździć.

PS: Jeśli jakiś naprawdę prorowerowy kandydat zdobył jakiś mandat w waszej miejscowości - piszcie nam o nim! Z chęcią będziemy pokazywać dobre przykłady!

Więcej o: