Dziecko nie zwalnia z pedałowania

"Jeździłbym do pracy rowerem, ale mam dzieci" - gdyby za każdym razem, gdy słyszę te słowa, w moim mieście powstawał kawałek drogi dla rowerów, bylibyśmy już drugą Kopenhagą. Czy posiadanie dzieci rzeczywiście stanowi aż taką przeszkodę w komunikacji rowerowej? Piszemy o tym, jak radzą sobie na co dzień rowerowe rodziny.

Katarzyna jest samodzielną mamą z dwójką dzieci jeżdżących do wczesnych klas podstawówki. Adam i jego żona codziennie odwożą jedno dziecko do żłobka, drugie do przedszkola. W rodzinie Jacka syn jeździ do szkoły sam, a córka podróżowała w przyczepie nawet zimą.

Koordynacja najważniejsza

Każdy, kto spieszy się na ósmą do szkoły wie, jak cenne są minuty tuż przed pierwszym dzwonkiem. Wiedzą to również Katarzyna i jej dzieci:

- W typowy dzień roboczy napięcie kumuluje się już na samym początku, bo najważniejsze jest to, żeby być w szkole przed ósmą. Śniadanie, kanapki, ubieranie, kaski, kluczyki do szafek, plecaki oczywiście. Pierwsza osoba, która schodzi na dół, otwiera i podpiera nóżką drzwi, sprawdza też adekwatność ubrania do temperatury i w razie potrzeby zawiadamia domofonem o konieczności wzięcia jeszcze czegoś. Po kolei wystawiamy rowery, montujemy plecaki na bagażnikach i ruszamy. Ja zamykam rowerownię, a dzieci w tym czasie otwierają furtkę i czekają na mnie. Ja wiem, że to są szczegóły, ale skoordynowanie ich przekłada się na dobre humory i cenne minuty.

Bez czekania na tramwaj czy autobus

Do szkoły mają trochę ponad kilometr. Po drodze są dwa duże skrzyżowania. - Pokonujemy pierwsze i ustawiamy się na ścieżce rowerowej. Kiedy jest pusta, Szymek może jechać pierwszy i się rozpędzić, ale rano na ścieżce jest tłok - mówi Katarzyna. Do szkoły docierają w 7 minut. Nie czekają na tramwaj, nie tracą tchu, biegnąc za autobusem.

Fotelik, bagażnik lub przyczepka

Kiedy Katarzyna, Szymek i Kalinka dojeżdżają do szkoły, dzieci Adama już dawno są w przedszkolu i żłobku. - O 7 rano wsiadamy na rowery: młodsza córka (1,5 roku) do żłobka (4 km) razem z żoną na rowerze z fotelikiem rowerowym, a starsza 4-letnia na bagażniku siedząc na sakwie jedzie ze mną do przedszkola - mówi Adam. - W sytuacjach gdy to ja muszę zawieźć obydwie córki, po prostu pakuję je do przyczepki i rozwożę: najpierw przedszkole, potem żłobek. Przyczepkę można zostawić w wózkowni żłobka. Dzieci odbiera żona Adama i wraca z nimi piechotą.

Syn Jacka jeździ już do szkoły sam . - Nie każę mu tego robić, robi to sam, bo tak chce i tak lubi - mówi Jacek. Jasiek do szkoły ma 1,1 km. Idzie się tam jakieś 10-15 minut. Rowerem jest jakieś pięć. Młodsze rodzeństwo Jaśka do żłobka jeździło w przyczepce (półtora kilometra, pięć minut). Teraz mają za blisko i zwykle chodzą na piechotę.

Zobacz też: Rowerem do szkoły, czyli włoski bici-bus

Deszcz nie jest przeszkodą nie do pokonania

Jak widać nawet dla osób, które do szkoły czy przedszkola mają 4-5 km, codzienne dojeżdżanie tam rowerem nie jest utopią. - Oczywiście do czasu poważnych opadów atmosferycznych - mówią kolejni sceptycy. Ale nie mają racji.

- Oboje z żoną wozimy zawsze peleryny rowerowe w sakwach. Peleryna zajmuje mało miejsca, a po co sobie zawracać głowę rano rozmyślaniem czy się przyda? - mówi Jacek. - Dla dziecka w foteliku mamy dodatkową pelerynę, która zakrywa wszystkie wystające części poza buzią i dziecku podoba się taka jazda w deszczu. A przyczepka przed deszczem chroni lepiej od samochodu: dziecko wchodzi do niej jeszcze pod dachem żłobka, a do samochodu przecież trzeba dojść w deszczu.

A co jeśli peleryny nie ma? - Kiedyś, odbierałam dzieci ze szkoły po południu, padał deszcz, a nie mieliśmy żadnych peleryn. Nikomu nie chciało się czekać. Ruszyliśmy, w połowie drogi byliśmy już zupełnie mokrzy, więc wstąpiliśmy do cukierni, żeby podreperować nastroje. Było fajnie - mówi Katarzyna.

Zimą czapka najważniejsza

Również zima nie zniechęca. - Cały zeszły rok woziłem swoją trzylatkę do przedszkola na rowerze, także zimą. Wszystko jest kwestią odpowiedniego ubioru: dziecko trzeba ciepło ubierać, jeśli nie pedałuje. Szczególną wagę trzeba też przyłożyć do ochrony przed wiatrem - mówi Adam. Dodaje, że jeździł jezdnią, gdyż tam czuł się bezpieczniej - chodniki i drogi rowerowe były pełne śnieżnych muld i groziły wywrotką. Ponadto - dla dziecka przy minusowych temperaturach ważniejsza jest ciepła czapka niż kask - dodaje Adam.

Bliźniaki Jacka mają za sobą podróż przyczepką przy -30. - Pamiętam, że sprawdzałem temperaturę wewnątrz przyczepki (umieszczałem termometr w środku) - mówi Jacek. Przyczepka doskonale chroniła przed wiatrem i mrozem - temperatura nie spadała w niej poniżej 0. Później, gdy ruszaliśmy ze żłobka, było nieco cieplej, gdyż przyczepka nagrzewała się przez dzień w korytarzu dla wózków. Jacek zauważa też jednak trudności. - Największe wyzwanie jest, gdy pada deszcz i Jasiek bierze do szkoły teczkę A1 na rysunki. Wtedy najczęściej poddaje się. I idzie do szkoły na piechotę.

- Pewne rzeczy mamy zbyt mocno wtłoczone do głowy - mówi Adam. - Wmówiono nam, że zimą czy w deszczu nie da się jeździć rowerem. Tymczasem dziecko takich uprzedzeń nie ma. Dla malucha naturalne jest, że jedziemy rowerem, że deszcz mając pelerynę jest fajny - dodaje.

Świat z roweru jest ciekawszy dla dziecka

Równie fajnie jest, gdy deszczu nie ma. Wszyscy moi rozmówcy zwracają uwagę na to, że ich dzieci lubią taką formę poruszania się do szkoły, przedszkola czy żłobka. - Gdy dziecko jedzie w foteliku słyszymy, jak śpiewa, klaszcze, zaczepia plecy rodzica - mówi Adam. Dodaje, że dziecku dużo łatwiej niż podczas jazdy samochodem obserwować otoczenie - pieski, ptaszki, innych ludzi. - Dla dziecka wielką frajdą jest to, że inni stoją w korku, a ono z rodzicem pomyka obok - dodaje.

Radość z obserwowania otoczenia nie mija z wiekiem. - Rower daje mnóstwo wrażeń - mówi Katarzyna - czasem się jedzie pod wiatr, a czasem z wiatrem, latem jest gorąco, a jesienne poranki wyjątkowo pachną, czuje się wysiłek swoich mięśni, ruch, prędkość, trzeba się skoncentrować, uważać na innych ludzi i pojazdy, zwracać uwagę na siebie nawzajem. Najważniejsze jest jednak, że z dzieciaków robi się zgrana, odpowiedzialna drużyna.

Nauka odpowiedzialności

Bo samodzielna jazda do szkoły czy przedszkola na rowerze to niesamowita nauka odpowiedzialności. Dziecko uczy się przepisów, obserwowania drogi, przewidywania zachowań. Nawet 6-7 letnie dzieci, choć to nielegalne, mogłyby bezpiecznie poruszać się po jezdni, gdyby nie to, że dziesiątki ich kolegów i koleżanek muszą pod same drzwi swojej szkoły zostać podwiezione wielkim samochodem. Dlatego trzeba naprawdę uważać:

- Umowa jest taka, że jeździmy w szyku - mówi Katarzyna - mama, potem Kalinka i na końcu Szymek. Mimo, że w szyku jeździmy od samego początku (czyli od pierwszej klasy Szymka) to i tak czasem trzeba przypominać jaki jest jego sens. Ja jadę na początku, bo „przecieram szlak”, znam przepisy i jestem najwyższa, więc kierowcy mnie widzą, a ja widzę ich. Kalinka jedzie w środku, bo jest najmłodsza i rowerowo najmniej zaawansowana. Szymek zabezpiecza tyły. Nie jest z tego specjalnie zadowolony, chociaż ja tłumaczę, że to naprawdę ważna funkcja. Na komendę: „w szyku” wszyscy ustawiają się i pokonywanie trudniejszych miejsc, czy skrzyżowań, przechodzi sprawnie.

Rower = sprawność

Jednak kiedy robi się mniej niebezpiecznie - szlak wjeżdża do parku czy na szeroką drogę dla rowerów - można zacząć się bawić. Szymek mówi: lubię jeździć na rowerze, bo to jest taka jakby gimnastyka. Lubię ruch, wiatr i mieć jakiś cel, do którego jedziemy. Jak jeżdżę na rowerze to potem mogę szybciej biegać.

Nie tylko zresztą biegać. Jak pokazują różne badania dzieci uprawiające rano wysiłek fizyczny - idące do szkoły na piechotę lub jadące tam rowerem - są później bardziej skoncentrowane na nauce i lepiej ją przyswajają. Może więc myśląc o rozwoju dziecka inwestować nie tylko w kolejne zajęcia dodatkowe (na które będą wiezione oczywiście autem), ale również w dobry, sprawny rower?

Czasem auto się przydaje...

Oczywiście czasem auto się przydaje. - Używam go do dużych zakupów - mówi Adam. Czyli jak często? Raz na... 2-3 miesiące. Mniejsze zakupy wozi do domu również na rowerze, unikając popołudniowych korków, kłopotów z parkowaniem i oczywiście kosztów związanych z eksploatacją samochodu. Rodzina Adama jeździ też autem za miasto i czasem na wakacje (chyba, że do celu można się dostać pociągiem).

Ani rodzina Jacka, ani Katarzyna i jej dzieci nie mają samochodu. Katarzyna mówi: Mamy z dziećmi takie marzenie, żeby mieć malutki samochód, który pojawia się na klaśnięcie i znika na dwa, żeby nie było problemu z parkowaniem. Wyobrażamy sobie ten samochód, kiedy dzieci są znużone, jest już późno i nie ma nastroju na przygodę. Lubimy jeździć samochodem i ta wizja, w jakiś całkiem niezrozumiały sposób, poprawia nastroje. A tak poważnie, samochód potrzebny jest w warunkach podmiejskich, w mieście można się obejść. Przydałaby się za to sensowna wypożyczalnia samochodów, żeby czasem pojechać za miasto i oglądać gwiazdy.

Gwiazdy jednak można oglądać też z roweru, gdyż, jak mówi Kalinka: Lubię wracać nocą na rowerze, kiedy jest duży wiatr i ciemno i jest tak niesamowicie.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------

Jak to zrobić?

Pokonanie odległość do 5 km z dzieckiem w foteliku, przyczepce czy na własnym rowerku nie powinno zająć wam więcej niż pół godziny. Raczej też was nie zmęczy (chyba, że lubicie się ścigać). Możecie więc od razu zacząć używać rowerów do codziennego przemieszczania się z dziećmi na takich dystansach. Jak to zrobić?


- Znajdźcie bezpieczną, cichą i spokojną trasę. Nawet jeśli będzie nieco dłuższa niż ta, którą pokonujecie autem - od dzisiaj jazda do szkoły będzie dla was przyjemnością, a przyjemności warto wydłużać.


- Pamiętajcie, że dziecko na rowerze do 10 roku życia jest zgodnie z prawem pieszym i porusza się po chodniku, zaś wy możecie mu w tym zupełnie legalnie towarzyszyć. Niemniej na wąskich, spokojnych ulicach możecie spróbować jazdy jezdnią - uczcie przy tym dziecko właściwych zachowań na drodze.


- Ubierzcie się dobrze - nie za ciepło, i nie za zimno. Nawet we wrześniu już miejcie dla dziecka rękawiczki i czapkę (lub nauszniki), bo ranki bywają chłodne, a na rowerze ręce i uszy marzną bardziej niż na piechotę.


- Miejcie zawsze przy sobie pelerynę dla siebie i dla dziecka (jeśli nie jedzie w przyczepce).


- Pamiętajcie o światłach - zarówno z przodu jak i z tyłu, zarówno dla siebie, jak i dla dziecka. Dni robią się coraz krótsze.


- Zamiast tornistra ciążącego na ramionach, lepiej, aby dziecko wiozło swoje bagaże w sakwie. To również ułatwi mu manewry.


- Zadbajcie o dobre zapięcie, żeby rower dziecka nie zniknął w czasie kilku godzin postoju pod szkołą czy przedszkolem.


- Zachęcajcie innych rodziców z waszej okolicy do przesiadki na rower. Wspólna podróż jest fajniejsza i bezpieczniejsza.


- Uważajcie szczególnie pod samą szkołą. Łatwo się tam rozproszyć (dookoła sami znajomi). A rozpraszacie się nie tylko wy i wasze dzieci, ale również ci, którzy dowożą dziecko do szkoły samochodem (muszą jeszcze szybko znaleźć miejsce postojowe, odstawić potomstwo i zająć swoje miejsce w korku).


- Jeśli odstawiacie dziecko do szkoły na ósmą, a do pracy jedziecie na dziewiątą - macie jeszcze godzinę. Czy to nie jest idealny moment na przejażdżkę po parku?

(Możecie oczywiście jeździć też na większe odległości, wtedy jednak proponuję zrobić próbę w dniu, w którym nie macie ważnego spotkania w pracy o 8.30)

Konrad Olgierd Muter (bez samochodu, ojciec 7-letniej Uty, codziennej rowerzystki od czwartego roku życia)