Bike Town Festiwal Przemyśl 2014

Kto nie przyjechał na Downtown, bo uwierzył prognozie pogody w "deszcze niespokojne", ten może teraz gryźć palce. Majówka w Przemyślu odbyła się w pełnym słońcu i przy pełnej satysfakcji kibiców i zawodników oraz wsparciu finansowym i Honorowym Patronatem Marszałka Województwa Podkarpackiego. Trzy dni rowerowych zmagań i testowania nowych tras nie tylko wyłoniły zwycięzców, ale też spowodowały, że wielu myśli teraz "wracam tu za rok". Ale po kolei

Dzień pierwszy to dirt i downtown, oba wspierane finansowo przez Urząd Miejski w Przemyślu. Nowa trasa, budowana pod czujnym okiem Filip Polca, powstała rano i miała zniknąć po zawodach. Dlatego zawodnicy mieli tylko 2 godziny by się „wjeździć” i pewnie poczuć. Największą radość kibicom i zawodnikom sprawiała ostatnia hopa. Miała ona ponad 6 metrową dziurę, będąca jednocześnie objazdem dla nieskaczących, a stała tuż przed metą. Radość sprawiali zarówno świetnie latający riderzy, jak też cała banda kaleczących rower i lądowanie czerstwiaków, którzy uznali, że „kupiwszy sobie zjazdówkę staję się automatycznie supermenem”. Życie jednak zweryfikowało ich optymizm. Wielu waliło niemiłosierne niedoloty, rolowali przez kierownicę, a jeden nawet nie doleciał do hopy, tylko zarył kaskiem w słomiane kostki. Jeżdżący na rowerze z największym skokiem obu amortyzatorów, Rałaf „Pirat” Sobiesiak miał problemy z lądowaniem, które ostatecznie przełożyły się na problemy pneumatycznej bramy ze staniem prosto, a fotokomórki szukano na trawniku. Jednak nawet w najmłodszej kategorii trafił się śmiałek, który spokojnie latał tę hopę.

Tradycyjnie po eliminacjach odbył się ślub. Trzeba było przerwać jazdę i udać się na pumptrack. Ten usypany był wokół ostatniego lądowania. Najwięcej emocji przyniosły przejazdy Skrzatów, gdzie rządzili bracia Rawiccy i Wojtek Dendys. Dla pozostałych kategorii była to ciekawie spędzona przerwa i zamiast odpoczywać szlifowali swe pampingowe umiejętności.

W finale kategorię Hobby Open zakończył efektownie Grzesiek Dróżdż, który nie dość, że miał najlepszy czas to jeszcze robił efektownego no hand'a na ostatniej hopie. Jednak to dopiero kategoria Elita miała być prawdziwym show whip'ów, table top'ów i wszelkiej maści stylowych lotów. W tej kategorii mieliśmy też najwięcej emocji podczas przejazdów  finałowej czwórki Grzegorz Zieliński, Maciek Jodko, Sławek Łukasik, Filip Polc. Wszyscy czterej bili, jeden po drugim, rekordy trasy, a publika szalała. Ostatecznie wygrał Filip Polc, drugi był Sławek Łukasik, a trzeci Maciek Jodko.


Obok trasy downtownu czekały na swój moment dirty. Tu międzynarodowa obsada dała taki szoł, że niektórzy zaniemówili. Szczególnie szczelnie zamknęli się ci, co najgłośniej krzyczeli, że „to wszystko nie ma sensu”. Na tle przemyskich kamienic i kościelnych wież leciały triki rodem z najlepszych „amerykańskich filmów”. O poziomie zawodów, najlepiej świadczą wyniki. Nasz najlepszy zawodnik Szymon Godziek, który wygrał Best Trick na Vienna Air King był dopiero czwarty! Wygrał Hiszpan Xavier Pasamonte, drugi był Anglik Tom Cardy, a stawkę zamknął przedstawiciel Federacji Rosyjskiej Andrei Strizak. Całość zwieńczyły koncerty, a balangowa atmosfera na ulicy przypominała tę z półfinałów EURO 2012. Emocje tak wyczerpały wszystkich, że after party był spokojny jak wieczorek zapoznawczy w seminarium.

Drugiego maja odbył się Downhill o Puchar Prezydenta Miasta, pod patronatem Prezydenta Miasta Przemyśla Roberta Chomy. Było to jednocześnie otwarcie nowej trasy DH, budowanej przez Szymona Tasza i słynącej z tego, że daje mnóstwo radości z jazdy. Zawodnicy potwierdzili te opinie, bo już po downtownie pojechali ćwiczyć pierwsze zjazdy i wrócili bardzo zadowoleni. Najlepszy czas zawodów wykręcił Mateusz Kostusiak, za co otrzymał kamerę Enzzo.
Na koniec podsumowanie. Downtown wrócił w wielkim stylu po 4 latach przerwy. W tym roku był on intensywnie wspierany finansowo przez Urząd Miejski w Przemyślu, a także był dofinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach programu Współpracy Polska Białoruś Ukraina - jako element mikroprojektu " Mosty współpracy - sport i rekreacja dzieci i młodzieży w obszarach przygranicznych”. Projekt realizowany był przez „Stowarzyszenie dla Przemyśla REGIA CIVITAS”.

Widzimy zatem, że władze lokalne są w stanie zorganizować imprezę, która nie jest „Festynem z piwem i kiełbaskami”. Prezydent i urzędnicy miejscy obiecują już downtown w kolejnych latach. Ma być też rozbudowywana pozostała infrastruktura rowerowa. Tradycją może stać się darmowy wyciąg dla rowerzystów.
Tak więc kolejna majówka tylko w Przemyślu!