Podniebne drogi rowerowe - luksus czy dyskryminacja cyklistów?

Nie tak dawno architekci z firm Exterior Architecture, Foster & Partners i Space Syntax zaproponowali londyńskim cyklistom Sky Cycle - podniebne rowerowe autostrady. Nie wszyscy są jednak zachwyceni. A sam pomysł okazuje się trącić myszką.

Informacja o pomyśle w mig obiegła świat, powtarzana przez wszystkie media (włącznie z polskimi). Szacowano, że Londyn mógłby mieć ponad 200 kilometrów takich rowerowych estakad. W informacjach przewijały się przymiotniki "rewolucyjny", "innowacyjny" czy "bezpieczny". Podkreślano, że jazda odbywałaby się z daleka od aut, co zapewne ma być synonimem największego luksusu dla cyklisty.

Rowerzyści wytykają wady

Ponieważ media, w większości zupełnie przemilczały temat wad Sky Cycle, tematem postanowili zająć się sami rowerzyści - konkretnie z blogu Copenhagenize.com.

Po pierwsze zwrócono uwagę na fakt, że niemal stuprocentowa separacja rowerów od innych rodzajów ruchu to nie tylko zaleta (bezpieczeństwo), ale i wada. Na Sky Cycle, podobnie jak na autostradę dla samochodów, nie dałoby się wjechać w każdym miejscu, a jedynie tam, gdzie wybudowano by zjazdy. To oznacza niską dostępność tras, bo siłą rzeczy nie da się zrobić estakad zjazdowych na każdym skrzyżowaniu i przy każdym budynku, do którego chcieliby dojechać rowerzyści. SkyCycle miałyby więc sens wyłącznie tranzytowy. W krótszych relacjach (a właśnie takie stanowią większość ruchu rowerowego) korzystanie ze Sky Cycle oznaczałoby wydłużenie drogi i czasu podróży - czyli pogorszenie warunków jazdy rowerem!

Wjazd na Sky Cycle wymagałby pokonania różnic wysokości, co też nie jest dla rowerzystów komfortowe. Dodatkowe 5 czy 10 metrów w pionie to niewiele dla kogoś, kto trenuje kolarstwo albo uprawia MTB, ale dla osób starszych, wiozących większy bagaż albo słabszych fizycznie mógłby być to czynnik zniechęcający do podróży rowerem.

Na podniebnych trasach większym problemem staje się też zmaganie z wiatrem.

Koszty, koszty, koszty

Ostatnią i największą wadą są koszty realizacji przedsięwzięcia. Nie trzeba być inżynierem drogownictwa, by wiedzieć, że estakady, tunele i tym podobne konstrukcje są wielokrotnie droższe niż budowa standardowych dróg rowerowych czy nawet najbardziej "wypasionych" rowerowych autostrad (nie wspominając nawet o jeszcze tańszych pasach rowerowych, strefach Tempo 30 czy kosztach redystrybucji przestrzeni).

Co to oznacza? Że rowerzyści na swoje 200 kilometrów Sky Cycle czekaliby pewnie kilkadziesiąt lat. Że inwestycje byłyby wielokrotnie przekładane i opóźnione - jak niemal wszystkie tak kosztowne inwestycje na świecie.

W tym czasie nie budowano by pewnie nic innego dla rowerów, gdyż koszmarnie drogie estakady byłyby w stanie "przejeść" rowerowy budżet w zasadzie dowolnej wielkości. O tym dlaczego to nie byłoby dobre pisał kiedyś dr Kuropatwiński w jednym ze swoich felietonów.

Pomysł nie taki nowy

Wizualizacja drogi rowerowej na estakadzie. Holandia, lata 50-te.fot. copenhagenize.com

Okazało się też, że pomysł wcale nie jest taki nowy i innowacyjny, jak by się mogło wydawać. Jego idea - separacja rowerów od innych uczestników ruchu - wywodzi się z połowy XX wieku. Wtedy chodziło o to, by rowery "nie przeszkadzały" rosnącemu ruchowi samochodów na coraz bardziej zakorkowanych ulicach miast, na których zapewne po budowie "rowerowych autostrad" postawiono by zakazy jazdy rowerem.

Dzisiaj, choć czasy są zupełnie inne, idea Sky Cycle jest podobna. Wyrzucenie rowerzystów na separowane podniebne trasy pozwoli Londynowi nie rezygnować ze zbyt szerokich, przewymiarowanych ulic, na których dominują auta i nie podejmować dyskusji o tym, jak powinno wyglądać miasto. Sky Cycle - paradoksalnie - może być więc rowerowym krokiem wstecz.

Rafał Muszczynko