Kuriozalne barierki zdemontowane. Droga rowerowa w Nowym Warpnie trochę lepsza [WIDEO]

Nie ma już barierek na skrzyżowaniach drogi rowerowej z leśnymi i polnymi duktami. Stało się to po naszym tekście, w którym nazwaliśmy je bublem. Są jednak miejsca, gdzie wbrew intencjom burmistrza, jest niebezpiecznie! Zapraszamy na filmową przejażdżkę po najsłynniejszej w ostatnich dniach drodze rowerowej w Polsce.
Barierki ze skrzyżowań drogi rowerowej z leśnymi i polnymi drogami zaczęły znikać dzień po naszej publikacji "Bubel roku. Polska śmieje się z drogi rowerowej w Nowym Warpnie". Władysław Kiraga, burmistrz miasteczka, tłumaczył nam, że zainstalowane zostały "ze względów bezpieczeństwa". Stalowe konstrukcje ustawiono przy skrzyżowaniach w parach, blisko siebie tak, by zmusić rowerzystę do zejścia z roweru i przejścia skrzyżowania na piechotę. O sprawie poinformował nas czytelnik "Gazety", który dostarczył także zdjęcia.



Droga rowerowa jeszcze z barierkami. Fot. czytelnik Gazety

Po naszej publikacji burmistrz miasteczka w Radiu TOK FM krytykował osoby nazywające takie rozwiązanie bublem.

- Jeżeli ta barierka jest tam postawiona, to my wiemy, dlaczego jest tam postawiona - mówił w radiu Władysław Kiraga. - To ma być rekreacja, a nie wyścig - pouczał rowerzystów narzekających, że co 400 metrów mają schodzić z rowerów.

W audycji wypowiadał się też Dariusz Kowalski, miejscowy leśniczy. Chwalił barierki. Tłumaczył, że po lesie poruszają się 40-tonowe tiry wyładowane drewnem.

- Dzięki temu, że są te barierki, rowerzysta może zejść z roweru, rozejrzeć się, a kierowca ma szansę zareagować - mówił Kowalski dodając, że auta z drewnem muszą w lesie rozpędzać się, by "przejechać newralgiczny punkt", czyli taki, w którym mogą się zakopać.

To zaskakująca wypowiedź. Z kilku powodów. Po pierwsze przez wspomniane skrzyżowania nie jeżdżą tiry z drewnem. Drogi gruntowe prowadzą bowiem z pobliskich gospodarstw na ogrodzone pastwiska. Są dwa wyjątki. Na jednym ze skrzyżowań droga gruntowa prowadzi z ogrodzonej łąki do lasu (i też nie ma w związku z tym trasy dla wywózki drewna)...





... a na drugim z niewielkiego zagajnika do lasu. Tu z kolei leśna droga jest tak wąska i tak ukształtowana, że wjedzie na nią co najwyżej traktor.



Burmistrz zapewniał więc, że barierki są sensowne, ale jeszcze tego samego dnia zaczęły znikać ze skrzyżowań. Kiedy w piątek pojechałem do Nowego Warpna, robotnicy zaślepiali otwory powstałe po demontażu konstrukcji. Burmistrz, którego spotkałem, tłumaczył zaś, że zastosowane zostanie inne rozwiązanie. Jakie? Prawdopodobnie przed skrzyżowaniami namalowane będą ostrzegawcze pasy.

Droga rowerowa ze zdemontowanymi barierkami daleka jest jednak od ideału. Dlaczego? Wszystko za sprawą barierek, które pozostały na skrzyżowaniu w pobliżu Karszna, gdzie droga rozwidla się w kierunku Polic i Dobieszczyna. Zamiast czerwonych przejazdów przez drogę są tu zwykłe przejścia dla pieszych i barierki zmuszające do zejścia z roweru.







To złe rozwiązanie. Rowerzyści omijają bowiem barierki ścinając zakręty i wjeżdżając na skrzyżowanie w najmniej odpowiednim do tego miejscu (wjeżdżają pod prąd lub pod takim kątem, że nie widzą nadjeżdżających aut). Gdyby barierek nie było, rowerzysta spokojnie dojechałby drogą rowerową do skrzyżowania z szosą. Trasa jest tak wytyczona, że zbliżając się do jezdni cyklista doskonale widziałby nadjeżdżające z lewej lub z prawej strony samochody.

Rowerowe przejazdy przez szosę nie są czymś nadzwyczajnym. Takie rozwiązanie zastosowano m.in. na dużo bardziej ruchliwej szosie Szczecin - Tanowo (na zdjęciu poniżej).



Szczegóły zobaczycie na naszym filmie z przejażdżki po trasie rowerowej, w którym wyjaśniamy na czym polegają złe rozwiązania zastosowane na tym szlaku.



Artykuł pochodzi ze szczecińskiego wydania lokalnego Gazety.