Rowerem do szkoły: Jak to robią w Holandii?

Gdy w jednym z poprzednich artykułów napisałem, że przeciętna dwunastolatka w Holandii pokonuje rowerem około 5000 kilometrów rocznie, rozgorzała dyskusja: Jak to możliwe? To kłamstwo! Wystarczy jednak zobaczyć holenderską infrastrukturę rowerową w okolicach szkół, by zrozumieć nie tylko, że to możliwe, ale i dlaczego tak jest.

Na początek jednak małe wytłumaczenie zacytowanych wcześniej danych (FietsBerrad - Dutch Centre of Expertise on bicycle policy). Holenderskie dzieci na rowerach jeżdżą nieporównywalnie więcej od naszych, a nawet nieporównywalnie więcej niż... starsi holendrzy. Średnia 5000 km rocznie wcale nie jest dla nich wartością nierealną.

Dystans ten oznacza bowiem tylko niecałe 15km dziennie (tam i z powrotem po 7,5km). Na dystans ten składa się średnio 1,7 podróży dziennie (dane obejmują także dni wolne). Są to nie tylko dojazdy i powroty ze szkoły, ale często także dojazd na zajęcia dodatkowe, do biblioteki, po zakupy, do przyjaciół, na basen... A także zwykłe rowerowe wycieczki z rodziną lub kolegami - te po szkole lub w weekendy i wakacje. Należy też pamiętać, że Holendrzy (także ci młodsi) na rowerach jeżdżą niezależnie od pogody i pory roku.

W ten sposób z małych dystansów codziennych robi się duży dystans roczny.

Wygodna droga do szkoły

Podstawą tak ogromnego (i zaskakującego polaków) sukcesu roweru wśród dzieci i nastolatków w Holandii jest oczywiście niemal doskonała infrastruktura dla rowerów. Dzięki niej rodzice nie boją się puścić dziecka do szkoły na rowerze, a samo dziecko może bezpiecznie, szybko i wygodnie do szkoły dojechać.

Dobra infrastruktura nie zawsze oznacza jednak wydzielone drogi rowerowe. Choć Holendrzy mają zamiłowanie do separacji ruchu rowerowego (przy tej ilości rowerów to uzasadnione), nie boją się też prowadzić tras rowerowych do szkoły przez ulice o ruchu uspokojonym lub wręcz ulice rowerowe.

Parkingi rowerowe

Dojazd pod szkołę, to jednak nie koniec tematu. Jak zauważyli w komentarzach czytelnicy Polski na Rowery, największy problem to bezpieczne zaparkowanie roweru pod szkołą na kilka godzin.

W Holandii udało się rozwiązać także ten problem. Parkingi rowerowe znajdują się przy każdej szkole, a ich rozmiar potrafiłby zadziwić niejednego przyjezdnego z Polski. W przypadku nowych szkół, zapewnienie odpowiedniej przestrzeni na taki parking było łatwe. W przypadku szkół starszych, miejsce wygospodarowano, czasem poprzez zamknięcie ulicy i zamianie jej na drogę rowerową z dużym parkingiem.

Autem pod szkołę nie dojedziesz

Do typowej szkoły w Holandii można dojechać tylko rowerem lub dojść pieszo. Auta trzyma się 'na dystans'fot. Rafał Muszczynko

Zamykanie ulic pod szkołą, choć szokujące dla Polaków, jest dość normalną praktyką w państwie tulipanów. Na zdjęciu powyżej znajduje się slajd pokazujący typową organizację ruchu w okolicach szkół w holenderskim mieście Zwolle. Czerwone strzałki to wejścia do szkoły, zielone to drogi rowerowe. Fioletowa to ulica dostępna dla samochodów.

Taka organizacja ruchu jest gruntownie przemyślana. Brak wejść do szkół bezpośrednio od strony ulicy dla aut zapobiega sytuacji, w której dzieci wybiegają na ulicę lub spotykają się na niej przed lekcjami. Zapobiega to potrąceniom. Odsunięcie ulicy od szkoły ma też wymiar psychologiczny - dziecko od auta dochodzi ostatnie metry pieszo, tak samo jak jego koledzy dojeżdżający komunikacją zbiorową. Pod szkołę można dojechać tylko rowerem - co stanowi pewną formę jego promocji.

Warto także zwrócić uwagę na sam układ dróg. Drogi rowerowe przy szkole są proste i rozchodzą się gwiaździście, w kierunku terenów mieszkaniowych. To zapewnia możliwie najkrótszą i najszybszą możliwość dojazdu do szkoły. Z kolei droga dla samochodów nie dość, że nie dochodzi pod wejścia do szkoły, to jeszcze prowadzi łukiem, celowo nadrabiając drogi. Ma to na celu nie tylko zniechęcanie do podwożenia dzieci samochodami, ale też dodatkowe ograniczenie prędkości aut i uspokojenie ruchu.

Rafał Muszczynko

A co Wy sądzicie o jeżdżeniu rowerem do szkoły lub odwożeniu dzieci rowerami? Podobają się Wam rozwiązania holenderskie? A może można się obyć bez nich? Koniecznie napiszcie w komentarzach.