Dziennikarka "Gazety" pojechała na rowerze do ślubu

Ona - w jasnej, krótkiej sukience, bez falbanek. On - w modnym, przylegającym do ciała garniturze. Do ślubu pojechali na rowerach. A razem z nimi pedałowało kilkanaścioro znajomych. To najlepszy dowód na to, że roweromania naprawdę opanowała Warszawę.

- To był dla nas najbardziej naturalny środek transportu. Całe lato jeździliśmy na rowerach - mówiła jeszcze przed ślubem Aleksandra Lubańska, dziennikarka "Wysokich Obcasów", dodatku do "Gazety". Dlatego zamiast karocy, limuzyny czy kabrioletu, do kościoła pojechała ze swoim narzeczonym na dwóch kółkach. Było skromnie. Rowery nowożeńców miały doczepione tylko kolorowe balony i wstążki. - Ślub i wesele w Polsce obrosły festyniarską tradycją. My tego nie chcemy - mówił Kacper Czubak, pan młody.

Pod ich domem na ul. Jaracza na Powiślu na młodych czekali znajomi. Przyjechali na rowerach. Gdy na podwórze wyszli nowożeńcy, przez okna podglądali ich zdziwieni sąsiedzi. Zainteresowania nie kryli także piesi, którzy zatrzymywali się po drodze. Do kościoła weselno-rowerowa ekipa ruszyła punktualnie o godz. 12.30. Było radośnie, z okrzykami i na luzie. Znajomi co chwila dawali znać dzwonkami od rowerów, że z przodu jadą nowożeńcy. - Najfajniejsze były bardzo miłe reakcje ludzi, których mijaliśmy po drodze. Wszyscy się uśmiechali, bili brawo, machali nam i nagrywali telefonami - mówił Janek, który towarzyszył młodym na rowerze Veturilo. Niektórzy żartowali, że jedzie weselna masa krytyczna.

Trasa była atrakcyjna: Tamką pod górę nowym pasem rowerowym, dalej Nowym Światem i Krakowskim Przedmieściem pod kościół ojców Dominikanów przy ul. Freta na Starówce. - Ale fajnie! - mówiła podekscytowana Magda Brylewska, która przyglądała się przejeżdżającym nowożeńcom. - Chyba sama tak zrobię, bo lubię jeździć na rowerze, a za rok biorę ślub. Niech im się szczęście kołem toczy!

Pod kościołem na młodych czekali goście. Było też sporo zagranicznych turystów zaskoczonych zsiadającymi z rowerów nowożeńcami. - Tu co niedziela chodzimy na mszę, dlatego nie mogliśmy wziąć ślubu gdzie indziej - tłumaczyli młodzi.

Ola i Kacper poznali się w czerwcu 2010 roku w słynnej klubokawiarni Warszawa Powiśle. Dwa miesiące temu zdecydowali, że biorą ślub. Ola z tej okazji dostała miejską damkę, a Kacper po 10 latach wyciągnął z piwnicy rower. Tydzień przed ślubem ktoś go jednak ukradł. - W ostatniej chwili kolega pożyczył mi swój - mówił zadowolony.

Po uroczystości w kościele młodzi pojechali do Zamku Ujazdowskiego na przyjęcie weselne. Oczywiście na rowerach.

Artykuł pochodzi z warszawskiego wydania lokalnego Gazety.

Więcej o:
Komentarze (1)
Dziennikarka "Gazety" pojechała na rowerze do ślubu
Zaloguj się
  • gom1

    Oceniono 1 raz 1

    > - To był dla nas najbardziej naturalny środek transportu. Całe lato jeździliśmy na rowerach
    (...)
    > Dwa miesiące temu zdecydowali, że biorą ślub. Ola z tej okazji dostała miejską damkę,
    > a Kacper po 10 latach wyciągnął z piwnicy rower.

    Trochę to do siebie nie pasuje. Chyba, że Kacper ma dwa rowery ;-)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX