Z sześciolatką rowerem w świat

Myśleliście kiedyś o rowerowych wakacjach z kilkuletnim dzieckiem? Jeśli tak, znacie te problemy: to niebezpieczne, dziecko się umęczy, jak spakować wszystkie bagaże? Może nasza wyprawa rozwieje część waszych wątpliwości

Nasza córka w czasie roku szkolnego niemal codziennie jeździła do przedszkola rowerem. Nigdy nie przeszkadzał jej deszcz, rzadko mróz, śnieg tylko wówczas, gdy ostro sypał i nie był zgarnięty z chodników. W tej sytuacji trudno sobie było wyobrazić, by przeszkodzić jej miało piękne słońce, temperatury między 25 a 30 stopni i kilka dni naszego urlopu.

Dla naszej rodziny jest oczywiste, że przynajmniej część wakacji spędzamy na rowerze. Najpierw jeździliśmy z żoną, później, kiedy urodziła nam się córka, zapakowaliśmy ją do przyczepy. Wiedzieliśmy - zarówno z doświadczeń innych, jak i z tego, jak nasza córka znosiła jazdę, że nie szkodzi jej nawet kilkudziesięciokilometrowy odcinek. Do historii przejdzie dzień, kiedy popędzany przez siedzącą w swoim rydwanie córkę, przewiozłem ją 120 kilometrów. Nie wyglądała na nieszczęśliwą.

Kiedy wyrosła z przyczepy, zdecydowaliśmy się wziąć ją na hol. To lekko wygięty stalowy pałąk, który montuje się do sztycy podsiodłowej roweru rodzica i łączy z rowerem dziecka. Dziecko może, ale nie musi pedałować.

Po raz pierwszy holowane wakacje odbyliśmy w zeszłym roku. Przez dziesięć dni przejechaliśmy ponad 300 kilometrów wzdłuż francuskiego wybrzeża Atlantyku. Tym razem na rower mieliśmy mniej czasu i zdecydowaliśmy się na góry Harz, leżące niemal dokładnie w środku Niemiec, jakieś 4-5 godzin jazdy pociągiem od Berlina.

Jeżdżąc z dzieckiem na rowerowe wakacje, decydujemy się na miejsca z dobrą dalekobieżną infrastrukturą rowerową. We Francji jechaliśmy częścią ponad 1000-kilometrowego szlaku Veloodysee. Byliśmy pewni, że również w Niemczech znajdziemy szlak, na którym nawet sześcioletnia rowerzystka może czuć się bezpieczna. Ważne było dla nas też to, żeby szlak zaczynał się w miejscu, do którego łatwo można dojechać, bowiem poruszamy się komunikacją zbiorową (do Niemiec jechaliśmy pociągami). Jazda pociągiem ma tę przewagę nad samochodem, że nie musimy się martwić, co zrobimy z autem podczas wycieczki. Ponadto nie jesteśmy ograniczeni koniecznością powrotu do miejsca, w którym zaparkowaliśmy samochód.

Na rower i tak nie da się zabrać zbyt wielu bagaży, więc spakowaliśmy się w dwa średniej wielkości komplety tylnych sakw i niczego nam nie zabrakło.

Kiedy dojechaliśmy do Getyngi, nie wiedzieliśmy, gdzie chcemy jechać. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na liźnięcie gór Harz i ruszenie w kierunku Magdeburga. Rowerzysta z dzieckiem musi pamiętać, by wybrana trasa zapewniała dziecku regularne atrakcje. W tym roku urocze miasteczka pełne kamienic z muru pruskiego oraz romańskie i gotyckie klasztory okazały się doskonałym tłem do opowiadania bajek, które skracały czas podróży nie tylko dziecku, ale i nam. Fajną rozrywką są też gry i zabawy słowne oraz wspólne śpiewanie piosenek, bo - jak wiadomo - rowerzysta rozśpiewany jedzie dwa razy szybciej.

Założyliśmy też, że nasza córka niekoniecznie będzie chciała wypełniać nasz ambitny plan. Dlatego zdecydowaliśmy się na trasę, którą można w każdej chwili przerwać, zatrzymać się i opuścić. Na szczęście nic takiego się nie stało.

Trasa z Getyngi na północ wzdłuż rzeki do Eisbeck, później po górkach i lasach przez Goslar, Wernigerode i Halberstadt, aż do Magdeburga zajęła nam pięć dni, w większości po asfaltowych i betonowych szlakach rowerowych, ale także częściowo po drogach szutrowych, jezdniach z niewielkim ruchem samochodowym czy nawet bruku. Pięć dni wesołego pedałowania, bajkowych opowieści, aktywnego wypoczynku i pokazaniu dziecku takiego sposobu poznawania świata, jaki nam wydaje się dobry.

Rady praktyczne:

1. Ustalcie trasę tak, by dawała się w każdym momencie przerwać i pozwalała na przejście w tryb wczasów osiadłych. Nigdy nie wiadomo, czy dziecko na pewno będzie chętne do dalszej podróży.

2. Zacznijcie wyprawę od dość krótkich etapów (kilkanaście-dwadzieścia kilka kilometrów) i dopiero później ewentualnie zwiększajcie dystans.

3. Nie nastawiajcie się ani na to, że przejedziecie całą trasę, ani na to, że każdy etap będzie tej długości, którą zaplanowaliście.

4. Dzielcie każdy etap na odcinki, których pokonanie nie zajmuje więcej niż godzinę. W przerwach zapewnijcie dziecku atrakcje.

5. Nie nastawiajcie się na zwiedzanie. Z reguły kopanie dołów w piasku jest dla dziecka dużo ciekawsze niż wielogodzinna wizyta w muzeum.

6. Raczej unikajcie wielkich miast. Jeśli nie znacie miasta, nawet jeśli ma ono dobrą infrastrukturę rowerową, będzie męczące dla was, a tym bardziej dla dziecka.

7. Spakujcie tylko to, co naprawdę potrzebne, weźcie dwie bluzki zamiast siedmiu, ograniczcie liczbę zabawek.

8. Nie bójcie się spania w namiocie. Dzieci to lubią.

Konrad Olgierd Muter

Więcej o:
Komentarze (3)
Z sześciolatką rowerem w świat
Zaloguj się
  • w.werner

    Oceniono 2 razy 2

    Bardzo trafne uwagi, wszystkie mogę potwierdzić mając w pamięci 2 już wyprawy z naszą córką (obecnie 8-letnią - o ostatnim wyjeździe piszę na blogu kilka pozycji niżej).
    Dodam jeszcze: warto zadbać o kondycję dziecka. W zeszłym roku nie udało mi się tego dopilnować, w tym roku sporo trenowaliśmy. W efekcie robienie 50-60 km dziennie było wykonalne. Aha, wyjazd rowerowy to świetna okazja, żeby wciągnąć dziecko w pomoc w czynnościach obozowych - rozbijanie namiotu, rozkładanie sprzęty etc.

  • cosczegoniebylo

    Oceniono 1 raz 1

    Ja swoje dziecko wożę w takiej doczepce: rower.com.pl/index.php?main_page=product_info&cPath=6_699_729&products_id=281684

  • uthark

    Oceniono 1 raz 1

    "dziecko się umęczy" - wielu rodziców wozi dzieci do szkoły, oddalonej o kilometr, żeby dziecko się aby nie zmęczyło.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX