Duńczycy radzą Warszawie jak zrobić miasto dla cyklistów

Kopenhaga uznawana jest za raj dla rowerzystów. Dochodziła do tego przez 50 lat. I nadal stawia na inwestycje dla cyklistów - ostatnio na budowę rowerowych autostrad. W Warszawie też się da - przekonuje Steen Hommel, ambasador Danii.

Kopenhaga od lat walczy z Amsterdamem o miano rowerowej stolicy świata. - Moim zdaniem jesteśmy najlepsi - stwierdził nieskromnie Niels Torslov, dyrektor Departamentu Ruchu w Kopenhadze, na zorganizowanym niedawno w Warszawie seminarium o rowerach.

W stolicy Danii już niemal 40 proc. ruchu odbywa się na jednośladach. Poza tym rozkłada się on tak: jedna trzecia ludzi jeździ komunikacją, jedna czwarta samochodami, a kilka procent chodzi. Te statystyki dotyczą wszystkich poruszających się po Kopenhadze. W przypadku samych mieszkańców stolicy Danii rowery w codziennej podróży do pracy i szkoły wybiera już połowa z nich.

Dlaczego są tak popularne? - Nie trzeba dorabiać do tego wielkiej ideologii, tak jest prostu wygodniej. Nie trzeba stać w korkach, nie trzeba się martwić, czy się zdąży na metro czy pociąg. Rower gwarantuje dość wygodną podróż "od drzwi do drzwi" - mówi Lars Gemzoe z duńskiej pracowni Gehl Architects, która od wielu lat doradza miastom, jak je przekształcać, by były bardziej przyjazne mieszkańcom.

Lars Gemzoe przypomina jednak, że Duńczycy stopniowo przekonywali się do rowerów. Jeszcze w latach 50. i 60. XX w. byli zachłyśnięci motoryzacją. Ulice w centrum były ciasno wypełnione samochodami. Stopniowe zmiany zaczęły się w 1962 r., kiedy na handlowej ulicy Stroget zakazano wjazdu dla samochodów. Wbrew obawom nie wymarła. Wielu mieszkańców stwierdziło zaś, że po samym centrum znacznie wygodniej jeździ się na rowerze albo chodzi. A zamykania ulic dla aut zaczęli się domagać handlowcy z innych rejonów. - Ludzie chcieli siedzieć w kawiarniach na ulicach. Padł mit, że to jest możliwe tylko we Włoszech, gdzie jest ładna pogoda - dodaje Lars Gemzoe.

W czasie gorszej aury mieszkańcy Kopenhagi też nie rezygnują z rowerów. Aż 75 proc. korzystających z jednośladów jeździ nimi także zimą. Trzeba mieć tylko odpowiedni ubiór. Coraz popularniejsze są tam też tzw. rowery towarowe (cargo bikes) z wielkimi koszami z przodu, które pozwalają przewieźć nie tylko duże zakupy, lecz także małe dzieci.

Teraz półmilionowa Kopenhaga ma 540 km dróg rowerowych. Głównie to osobne ścieżki, oddzielone od ulicy szerokim krawężnikiem. Co ciekawe, są to zazwyczaj drogi jednokierunkowe zlokalizowane po obu jej stronach. - To bardzo czytelna sytuacja i bezpieczne rozwiązanie - ocenia Lars Gemzoe.

Autostrady dla rowerów

Kopenhaga wciąż stawia na rozbudowę infrastruktury rowerowej. Ostatnio powstają np. autostrady dla cyklistów. To dłuższe i szybsze trasy rowerowe, które pozwalają dojechać do centrum miasta z gmin otaczających stolicę Danii. Mają 15-20 km długości i są szersze - 3-4-metrowe. Mają także gładką nawierzchnię i różne bezkolizyjne rozwiązania, np. mostki nad ulicami. Chodzi o to, żeby można było jechać szybko i wygodnie. Na razie są dwie takie autostrady, ale zapowiadane są kolejne. Do ich budowy chce się dokładać Ministerstwo Transportu.

Warszawa ma ok. 340 km ścieżek rowerowych, ale jest znacznie większa niż Kopenhaga, w dodatku nie są one ze sobą połączone. Jak przyznaje Łukasz Puchalski, pełnomocnik rowerowy ratusza, jesteśmy mniej więcej w takim miejscu jak Kopenhaga w latach 60. XX w. - Ale przy sprzyjających okolicznościach w ciągu kilkunastu lat możemy osiągnąć tamtejszy poziom infrastruktury rowerowej - zakłada optymistycznie.

Liczy, że prawdziwy skok jakościowy jest możliwy za kilka lat, kiedy stolicy uda się zdobyć dotację unijną na rozbudowę ścieżek. Trwają przymiarki do tego projektu. Za 100 mln zł miałoby być wytyczonych ok. 100 km wygodnych dróg rowerowych. Do końca roku będzie gotowa analiza, na których ulicach ścieżki są najbardziej potrzebne. Głównym celem ma być jednak utworzenie spójnej sieci rowerowej. Mają także powstać dłuższe trasy ułatwiające dojazd z peryferii, np. wzdłuż Puławskiej z Piaseczna do stacji metra Wilanowska.

Oprócz tego miasto przygotowuje się do wytyczenia dróg rowerowych przy okazji planowanego remontu ulic Świętokrzyskiej i Prostej. Na razie ślimaczą się jednak przygotowania do budowy dawno obiecanych ścieżek, np. na ulicy Waryńskiego.

Dość szybko ma za to powstać kilka pasów rowerowych na jezdniach. Niedawno oddano taki na Tamce. W tym roku mają powstać kolejne - na Spacerowej i Gandhi, a potem na Bonifraterskiej, Miodowej, Książęcej i Żelaznej.

Możemy pozazdrościć też Kopenhadze urzędników, którzy ciągle myślą o udogodnieniach dla rowerzystów. To np. podpórki przed skrzyżowaniami, żeby nie trzeba było zsiadać z roweru na czerwonym świetle. Przy ścieżkach montowane są pochylone kosze, żeby można było wrzucić śmieć bez zatrzymywania się. A przy niektórych trasach można też spotkać punkty z pompkami. - Infrastruktura dla rowerów jest znacznie tańsza niż dla samochodów - podkreśla Niels Torslov. - Budowa dróg rowerowych jest więc bardzo opłacalna.

Rozmowa ze Steenem Hommelem, ambasadorem Danii

Krzysztof Śmietana: Jak często jeździ pan na rowerze do ambasady?

Steen Hommel: Tak często, jak tylko mogę. Zwykle trzy, cztery razy w tygodniu. Z domu na Ochocie do ambasady mam nieco ponad 2 km. Jadę krócej niż samochodem i czuję się znacznie lepiej po takiej przejażdżce.

Zimą też wsiada pan na rower?

- Próbuję, ale to znacznie trudniejsze. Wszystko przez to, że u was najpierw odśnieża się ulice, a potem miejsca parkingowe. O ścieżkach rowerowych nikt nie myśli. W Kopenhadze jest odwrotnie - kiedy pada śnieg, w pierwszej kolejności odśnieża się drogi dla rowerów.

Na spotkanie prezydenta Polski z ambasadorami też jedzie pan rowerem?

- Zdarzyło mi się pojechać na rowerze na takie spotkanie organizowane w ogrodach prezydenckich. Ambasadorowie innych krajów nieco się dziwili i uśmiechali. Tłumaczyłem im, że to bardzo wygodne. W Danii często nawet ministrowie jeżdżą na rowerze.

I jak się panu jeździ po Warszawie?

- Nie jest tak źle. Macie już trochę dróg rowerowych. Największą wadą jest to, że się urywają i nie są ze sobą połączone. Kiedy jadę Marszałkowską, ścieżka nagle się kończy, muszę przeprowadzać rower na drugą stronę ulicy i dalej jechać jezdnią. Na ulicach widać jednak coraz więcej rowerzystów. Warszawa musi się zająć rozbudową ścieżek, żeby utworzyły spójny system. Ważna powinna być także edukacja pieszych, rowerzystów i kierowców, by wzajemnie się szanowali.

Co jest w tych relacjach największym problemem?

- Ciągle wielu kierowcom brakuje wyrozumiałości dla rowerzystów. Jeżdżą za szybko, zbyt blisko mijają cyklistów. Do niebezpiecznych sytuacji dochodzi zwłaszcza na skrzyżowaniach. Sądzę jednak, że kierowcy z czasem staną się bardziej wyrozumiali. Z drugiej strony - czasem rowerzyści zbyt ostro jeżdżą po chodnikach. Najbezpieczniej więc oddzielać od siebie ruch pieszych, rowerzystów i samochodów.

A pasy rowerowe na jezdniach to dobre rozwiązanie?

- Ulice w Warszawie są dość szerokie. Na wielu z nich w centrum są po trzy pasy ruchu. Często na wszystkich samochody stoją w korku. W każdym z aut zazwyczaj siedzi jedna osoba. Tę przestrzeń można by efektywniej wykorzystać, gdyby jeden z pasów przeznaczyć dla rowerzystów. Nie jest jednak możliwe, by wyznaczyć je wszędzie. Bezpieczniejsze są wydzielone drogi rowerowe.

Ile rowerów ma ambasada?

- Trzy: dwa zwykłe i jeden tzw. rower bagażowy, którym przewozimy paczki. Takie rowery są bardzo popularne w Danii. Jeździmy nimi na zakupy. Jest także wygodny do przewożenia małych dzieci. Niektórzy pracownicy ambasady przyjeżdżają na własnych rowerach. Mamy tylko jeden samochód.

Sądzi pan, że Warszawie będzie kiedyś na ulicach tylu rowerzystów co w Kopenhadze?

- Oczywiście, że tak! To jednak zajmie trochę czasu. Zresztą w Kopenhadze też mieszkańcy przekonywali się do rowerów stopniowo. Jeszcze 30 lat temu było ich stosunkowo niewielu. Sądzę, że za 10 lat duża część warszawiaków w drodze do pracy wybierze rower, bo uzna, że to praktyczne i wygodne. Oczywiście nie da się zrezygnować całkiem z samochodów, jednak na kilku-, kilkunastokilometrowych dystansach rower jest bardzo dobrą alternatywą.

Artykuł pochodzi z warszawskiego wydania lokalnego gazety.