Białystok: Zmyślone statystyki w walce z pasem dla rowerów przy Grochowej

Rozwiązań, które sprawdzają się w całej Europie, czyli wydzielenia z jezdni pasa dla rowerzystów, władze Białegostoku nie chcą wprowadzać przy Grochowej tak bardzo, że posługują się w tym celu wyssanymi z palca danymi.

Bój o to, by wzdłuż Grochowej i Częstochowskiej nie budować ścieżek rowerowych, ale wzorem wielu europejskich miast wydzielić z jezdni specjalny pas, cykliści prowadzą od kilku miesięcy. W sprawę angażowali się też radni, ratusz jest nieugięty.

Zdaniem urzędników wzdłuż obu ulic ma powstać ścieżka, oczywiście kosztem chodnika. Dodatkowo, by ani rowerzystom, ani pieszym nie było zbyt łatwo, w miejscu gdzie Grochowa przecina Lipową, ścieżkę ma zastąpić ciąg pieszo-rowerowy. Argumentacja ratusza jest wciąż taka sama - wydzielony pas będzie dla rowerzystów niebezpieczny, głównie ze względu na ryzyko kolizji z wyjeżdżającymi tyłem z miejsc parkingowych samochodami. By udokumentować tę tezę, dyrektor Zarządu Dróg i Inwestycji Miejskich w korespondencji z jednym ze stowarzyszeń podparł się nawet statystykami. Albo czymś, co na takie statystyki miało wyglądać.

- Przypominam, iż głównym powodem, dla którego Zarząd nie wyraża zgody na wydzielenie pasa ruchu dla rowerów na jezdni jest możliwość bocznego najechania rowerzysty przez cofające z parkingów auta. Według rowerzystów tego typu zdarzenia stanowią ok. 90 procent kolizji cyklistów z pojazdami - napisał w oficjalnym piśmie dyrektor zarządu Janusz Ostrowski.

Latające rowery, czyli kto robi rewolucję z tylnego siedzenia? FELIETON

Sęk w tym, że dane te nawet w najmniejszym stopniu nie odpowiadają rzeczywistości.

- Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że w Białymstoku siedemdziesiąt procent zdarzeń drogowych z udziałem rowerzystów to zdarzenia boczne, głównie na skrzyżowaniach i wyjazdach z posesji. Wypadki i kolizje na placach i parkingach to niecałe cztery procent wszystkich odnotowanych zdarzeń. Zaś co do potrąceń przez nieprawidłowo cofającego kierowcę, to między 2007 a 2012 rokiem takie zdarzenie było w Białymstoku dosłownie jedno. Co stanowi 0,19 procentu wszystkich wypadków z udziałem rowerów w tym czasie - wylicza skrupulatnie Karol Mocniak ze stowarzyszenia Rowerowy Białystok. Mówi też, że na Grochowej doszło do dwóch zdarzeń z udziałem rowerzystów, właśnie zderzenia bocznego i potrącenia przez samochód wyjeżdżający z posesji.

- Do obu doszło najprawdopodobniej na chodniku - podkreśla.

I od razu dodaje, że oficjalne stanowisko dyrektora Ostrowskiego jest nie tylko nadużyciem, ale i poświadczeniem nieprawdy.

- Przypominam, że chodzi o urzędowy dokument. Poświadczenie nieprawdy w takim dokumencie jest karalne - podkreśla Mocniak.

Radni Mariusz Nahajewski i Rafał Rudnicki, którzy też dopominali się od ratusza zamiast ścieżek wytyczenia pasa, jako rozwiązania znacznie bardziej przyjaznego rowerzystom i pieszym, a także, co dość ważne, znacznie tańszego, o kreatywnym podejściu do statystyk przez dyrektora Ostrowskiego nie słyszeli.

- Mam nadzieję, że był to jakiś nieszczęśliwy skrót myślowy - komentuje Nahajewski. W walce o pas, chociaż na swoją interpelację w tej sprawie dostał odpowiedź negatywną, ustawać nie zamierza.

- Zwróciłem się do ratusza z prośbą o dokładne wymierzenie, czy taki pas, nieco od krawędzi jezdni odsunięty ze względu na miejsca parkingowe, by się tam zmieścił. Jeśli tak, to należałoby go wytyczyć. Rozumiem, że to w Białymstoku rozwiązanie nowe, mogące budzić pewne obawy, ale właśnie na Grochowej i Częstochowskiej można by sprawdzić, jak działa - mówi Nahajewski.

Rzeczywiście, w Białymstoku byłby to pierwszy taki pas. Ale w miastach zachodniej Europy, do których władze Białegostoku chętnie się porównują, takie rozwiązanie praktykowane jest, z powodzeniem, od dawna. Zresztą, nie trzeba szukać tak daleko. Wydzielony pas jezdni warszawski ratusz postanowił wytyczyć nawet na ulicy Tamka, której szerokość jest porównywalna z Grochową, zaś ruch na niej, jako łączącej Powiśle ze Śródmieściem, nieporównywalnie większy.

- Urzędnicy powinni służyć mieszkańcom, tutaj, w sprawie Grochowej i Częstochowskiej, postulat mieszkańców jest jednoznaczny. Nie ma ze strony ratusza żadnej chęci dialogu - uważa radny Rudnicki.

Zaś w sprawie statystyk ma dla rowerzystów i magistratu prostą propozycję.

- Niech usiądą przy jednym stole razem z policją. Niech mundurowi przedstawią swoje dane i podzielą się doświadczeniami. Trudno o bardziej wiarygodne źródło - podsumowuje.

Karol Mocniak również nie ustaje w walce. Wystosował właśnie do prezydenta Tadeusza Truskolaskiego pismo, w którym domaga się, by nieprawdziwe informacje w sprawie statystyk wypadków sprostować i podjąć działania w celu zapobiegania "szerzeniu podobnych nieprawd w przyszłości".

- Prosimy też o przeanalizowanie dotychczasowych decyzji Zarządu w sprawie rozwiązań rowerowych zastosowanych na ul. Grochowej i Częstochowskiej, ponieważ prawdopodobnie zostały podjęte na podstawie niepełnych i nieprawdziwych danych - pisze w dokumencie.

W związku z pismem rowerzystów dyrektor Ostrowski złożył na ręce Tadeusza Truskolaskiego wyjaśnienia.

- Wynika z nich, że dane zaczerpnął z jednej z interpelacji zgłoszonych przez radnego Rudnickiego, który pisał w niej, że 70 procent zdarzeń z udziałem rowerzystów to zdarzenia boczne. I to o tę liczbę mu chodziło, nie o 90. To pomyłka, ale nazywanie tego poświadczeniem nieprawdy jest przesadą - mówi rzecznik prezydenta Urszula Mirończuk. Na pytanie, czy to oznacza, że zdaniem ratusza za zdarzenia boczne odpowiadają cofający parkujący, rzecznik odpowiada "tak".

- 70 procent to bardzo dużo, dlatego oczywiście, ze względu na bezpieczeństwo rowerzystów, nie ma możliwości wyznaczenia pasa na Grochowej i Częstochowskiej. Tym bardziej że po przebiciu Sitarskiej ruch w tym miejscu bardzo wzrośnie - podsumowuje.

Karol Mocniak komentuje te wyjaśnienia krótko:

- To jest niewiarygodne.

Artykuł pochodzi z białostockiego wydania lokalnego Gazety.