Dzienniki rowerzysty miejskiego: Jak z rowerzysty sezonowego stać się całorocznym?

Rowerzyści całoroczni na cyklistów sezonowych spoglądają czasem z poczuciem wyższości. Cykliści sezonowi patrzą na całorocznych jak na dziwaków. Tymczasem jednych od drugich dzieli tylko....

W swoim życiu kilka razy przechodziłem drogę od cyklisty sezonowego do całorocznego.

Pierwszy raz, gdy zaczynałem jeździć rowerem rekreacyjnie, jeszcze jako dziecko. Wsiadłem na rower wczesnym przedwiośniem (to wyposzczenie po zimie bez roweru), jeszcze gdzieniegdzie widać było topniejący lód i śnieg. W połowie wycieczki na sąsiednie osiedle zaczął padać śnieg. Ponieważ do domu jakoś trzeba było wrócić, zostałem cyklistą całorocznym, jeżdżącym niezależnie od pogody. Okazało się, że nie ma w tym nic złego!

Drugi raz transformację tą przechodziłem niedługo po maturze. Jeździłem wtedy rowerem do szkoły policealnej na zajęcia. Z początku tylko przy dobrej pogodzie, by nie pobrudzić ubrań i nie dojechać do szkoły oblepiony błotem. Ale któregoś dnia śnieg z deszczem był na tyle podstępny, że spadł bez ostrzeżenia, gdy byłem już na zajęciach. Nie zapowiadało się na szybką odwilż, a ja nie chciałem zostawić roweru pod szkołą na kilka miesięcy więc... zostałem rowerzystą jeżdżącym niezależnie od pogody. Jakoś przecież musiałem wrócić do domu. Nauczyłem się, że rozwiązaniem moich problemów z pogodą jest odpowiednie ubranie i błotniki.

Trzeci raz sezonowym cyklistą stałem się z okazji budowy roweru poziomego. To zupełnie inna konstrukcja, inna jazda, a w dodatku sam rower był prototypowy. Takim "niesprawdzonym" prototypem nie rusza się od razu na największe wyzwania, dlatego też z początku bałem się jeździć nim po śniegu i lodzie. Tak - zgadliście - także i tym razem z domu wyjechałem piękną i ciepłą jesienią, a wracałem już "po białym". Nie było wcale tak źle. Rower jechał stabilnie i pewnie - wyprzedzałem ślizgające się na lodzie samochody, pomimo bardzo letnich opon.

Różni nas tylko szczęście

Moim zdaniem cyklistę sezonowego od całorocznego różni tylko szczęście do pogody. Ten pierwszy jeździ na tyle krótko, że jeszcze po prostu nie trafił na warunki sprzyjające przemianie w cyklistę całorocznego. Tego drugi ma to już za sobą i zauważył, że jazda w zimę wcale nie jest taka trudna.

Każdy cyklista sezonowy wcześniej czy później trafi na złą pogodę i stanie się cyklistą całorocznym. To tylko kwestia czasu! Dlatego tak naprawdę tworzenie sztucznych podziałów i patrzenie jednej grupy na drugą z pogardą jest niezrozumiałe.

Zwłaszcza, że niektórzy drogę od cyklizmu sezonowego do całorocznego pokonują wielokrotnie. Ja na przykład tej zimy znowu jestem rowerzystą sezonowym. A właśnie zaczął padać śnieg...

Rafał Muszczynko

Więcej o: