Rowerowy raport o Krakowie: Co jest, czego brakuje?

Ciągniemy się daleko w tyle za Wrocławiem, Gdańskiem, ale też Rzeszowem czy Białymstokiem, jeśli chodzi o liczbę ścieżek. Marnie jest też ze stojakami. Ale pochwalić się możemy liczbą ulic z ruchem pod prąd.

Choć większość krakowian odstawiła swoje rowery i cierpliwie czeka do wiosny, a na rowerowych ścieżkach pozostali najwytrwalsi, to przyszedł czas rowerowych podsumowań. I, niestety, Kraków nie wypada w nich najlepiej. Raport przygotowany przez "Gazetę" wspólnie z organizacją Miasta dla Rowerów pokazuje, jak wiele jest jeszcze do zrobienia. Może więc i dobrze, że za oknem śnieg - urzędnicy mają chwilę, żeby przeanalizować jego wyniki, zanim na ulice znów wylegną tysiące dwukołowców.

Badania zostały przeprowadzone w 22 miastach - 16 wojewódzkich i 6 powyżej 200 tys. mieszkańców. Co z nich wynika? Jeśli chodzi o liczbę rowerowych tras w stosunku do długości wszystkich dróg w mieście jesteśmy na 7. miejscu (145 km ścieżek na 1100 km dróg) za Rzeszowem, Wrocławiem, Białymstokiem, Gdańskiem, Toruniem, Warszawą, a gdy dodać do tego jeszcze ulice z uspokojonym ruchem (co najmniej do 30 km/godz.) przeganiają nas też Bydgoszcz, Częstochowa, Opole i Gdynia.

Nie jest dobrze ze stojakami

- Kraków, niestety, nie jest liderem, choć kilka lat temu za takiego uchodził. Ale jeśli chodzi o strefy Tempo 30, nie jest tak źle, jak pokazuje raport. W Krakowie praktycznie całe ścisłe centrum, Kazimierz to ulice z uspokojonym ruchem, tyle że nie figuruje to w żadnych miejskich statystykach, a powinno - mówi Marcin Hyła, prezes Stowarzyszenia Miasta dla Rowerów. I podkreśla, że taka "niewidzialna infrastruktura rowerowa" to bardzo ważny element polityki rowerowej miasta, choć nikt z urzędników jej za taki nie uznaje.

W tym roku udało się wybudować ścieżki przy al. Andersa, ul. Meissnera, Kocmyrzowskiej, Tynieckiej (na odcinku przy Widłakowej) i przy al. Pokoju za kwotę ponad 3,2 mln zł (część inwestycji nie została jeszcze odebrana). Nie jest dobrze ze stojakami rowerowymi. W Krakowie jedno miejsce postojowe przypada na... 977 mieszkańców (w Gdańsku - 190). W tym roku na krakowskich ulicach przybyło zaledwie 21 nowych stojaków, a miasto wydało na nie 30 tys. zł. Wrocław postawił prawie 350!

- Nie mogę zrozumieć, dlaczego Kraków wydaje ponad 1 tys. zł na stojak rowerowy, a w innych miastach da się to zrobić za 300-400 zł, przez co jest ich nieporównywalnie więcej - podkreśla Hyła.

Pochwalić za to możemy się liczbą ulic, na których dopuszczona została jazda pod prąd - mamy ich 6 km. Więcej jest tylko w Gdańsku (12 km). - Warto też docenić, że w Krakowie w wielu miejscach mamy drogi dla pieszych z dopuszczonym ruchem rowerowym. To rozwiązanie tymczasowe, ale bardzo usprawniające jazdę po mieście - zauważa Hyła. Tak jest m.in. przy al. Pokoju.

Co miasto wybuduje

Czy uda nam się nadgonić w nadchodzącym roku, skoro miasto tnie budżet, gdzie się da? Na przygotowanie rowerowych projektów Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu ma przeznaczyć tylko 250 tys. zł, ale radnym udało się namówić prezydenta do zarezerwowania pieniędzy również na budowę ścieżek. - Dwa miliony złotych. Tyle potrzeba, żeby wybudować ścieżki przy ul. Andersa i Bora-Komorowskiego. Udało nam się przekonać wiceprezydenta Trzmiela, żeby uwzględnił to w budżecie. W autopoprawce prezydenta znalazło się dokładnie 1 mln 915 tys. zł na infrastrukturę rowerową. To mało, ale przy tak niskim budżecie i tak sukces - mówi Paweł Ścigalski, radny PO.

Radny zapowiada też, że złoży projekt uchwały kierunkowej, by od kolejnego roku automatycznie część budżetu (0,3-0,5 proc.) szła na rowerowe potrzeby, bez konieczności takich negocjacji.

Artykuł pochodzi z krakowskiego wydania lokalnego Gazety.