Z rowerem do miejskiego autobusu? Nie w Rzeszowie

W rzeszowskich autobusach miejskich nie można przewozić m.in. ostrych narzędzi, pojemników ze smarami i chemikaliami oraz... rowerów. - Co zrobić np. przy zasłabnięciu? W innym miastach przewożenie rowerów komunikacją miejską jest normalne - komentują rzeszowscy rowerzyści.

Według opublikowanego niedawno raportu miesięcznika "Rowertour" rowery można przewozić komunikacją miejską w blisko trzydziestu polskich miastach powyżej 100 tys. mieszkańców. W niektórych, np. w Gdańsku, Krakowie, Radomiu, Toruniu czy Warszawie przewożenie jednośladów jest bezpłatne. W innych, np. w Bielsku-Białej i Bydgoszczy za transport rowerów płaci się jak za przewóz bagażu. Z kolei m.in. we Wrocławiu musimy skasować bilet. Jak sytuacja wygląda w Rzeszowie?

Zgodnie z uchwałą rady miasta przewożenie rowerów miejskimi autobusami jest zabronione. Jednoślady wrzucono do jednego worka z ostrymi narzędziami, otwartymi pojemnikami ze smarami, farbami i chemikaliami. Zdaniem radnych mogą wyrządzić szkodę innym podróżnym. Jak? Przez "zanieczyszczenie lub uszkodzenie ciała lub ich mienia, albo uszkodzić lub zanieczyścić autobus" - czytamy w regulaminie przewozów rzeszowskiego ZTM. Dla porównania w Lublinie i w wielu innych miastach przewóz rowerów jest w autobusie dozwolony. Cyklista musi tylko zadbać o to, żeby umieścić rower w pojeździe tak, aby nie powodować zagrożenia dla innych pasażerów.

Co na to rzeszowscy rowerzyści? - Przewoziłem rower autobusem miejskim w Lublinie. W Warszawie też jest taka możliwość. Rower stoi stabilnie podobnie jak np. wózek. Można go oprzeć o boczną ścianę, jest wtedy zabezpieczony z boku przez poręcze. Nie zauważyłem, żeby ktokolwiek miał z tym problem. Inni pasażerowie nawet nie zwracali uwagi na cyklistów. To dla nich codzienność. Wsiadając z rowerem do autobusu rozglądałem się, trzymałem go i pilnowałem, żeby nikogo nie zaczepić kołem czy ubrudzić - opowiada Wojciech Tworek ze Stowarzyszenia Transportu Zrównoważonego. Tworek podkreśla, że rowerzyści korzystaliby z komunikacji miejskiej tylko w sytuacjach awaryjnych np. podczas niepogody, awarii roweru czy złego samopoczucia.

- Ostatnio złapałem gumę i na pokonanie trasy, której przejazd zajmuje mi kilka minut, poświęciłem około pół godziny. Oczywiście, Rzeszów to nie Warszawa i odległości są mniejsze, jednak w innych miastach skorzystałbym z autobusu. W Rzeszowie, kiedy sugerowaliśmy je urzędnikom, patrzyli na nas jak na kosmitów - opowiada Jarek Dyląg ze Stowarzyszenia Rowery.Rzeszow.pl.

- W Rzeszowie nie można przewozić rowerów komunikacją miejską z prostej przyczyny - chodzi o względy bezpieczeństwa. Co podczas nagłego hamowania? - pyta Maciej Chłodnicki, rzecznik prezydenta miasta Rzeszowa. - Rower może polecieć wtedy na innych pasażerów. To jest za duże ryzyko - uważa Chłodnicki, informując, że miasto w regulaminie nic zmieniać nie zamierza. Wspomina, że w autobusach miejskich można przewozić dziecięce rowery. Są małe i kontrolerzy przymykają na nie oko.

Alternatywą dla przewożenia rowerów w autobusach mogą być haki przymocowane z tyłu pojazdu, na których można zawiesić rower. Takie rozwiązanie było testowane w Krakowie. Nie sprawdziło się w mieście, ale funkcjonuje na trasach podmiejskich. Rowerzyści mają dzięki niemu ułatwiony dostęp do szlaków turystycznych. - To kosztowne rozwiązanie, poza tym zamocowanie i zdejmowanie roweru na taki hak długo trwa, co wiąże się z opóźnieniami. Pewnie nie sprawdziłoby się w Rzeszowie - uważa Wojciech Tworek.

W kilku miastach zamontowano specjalne uchwyty wewnątrz autobusów, miasta inwestują w takie rozwiązania również przy zakupie nowych pojazdów. Rzeszów w ramach programu transportowego kupił 80 nowych autobusów - 60 mercedesów i 20 autosanów. Wszystkie dotrą do miasta do 2014 roku. Cykliści nie powinni jednak liczyć na rowerowe rozwiązania. - Gdzie znaleźć w autobusie miejsce dla takich uchwytów, z tyłu, z boku? To dodatkowe koszty i wyrzucanie pieniędzy - uważa rzecznik Chłodnicki.

Artykuł pochodzi z rzeszowskiego wydania lokalnego Gazety.