Cycle Chic pod wodą - w co się ubrać na deszcz

Zbliżają się nieuchronnie jesienne deszcze, a wraz z nimi, konieczność wyciągnięcia z szaf przeciwdeszczowych ubrań rowerowych. O tym, jak jeździć w deszczu i jak się przed nim chronić już nie raz pisaliśmy. Nie ma tu łatwych rozwiązań. Czego innego potrzebują sportowcy, czego innego miejscy rowerzyści, jeszcze czego innego turyści. Najgorzej mają ci, dla których na rowerze, poza kołami i ramą najważniejszy jest wygląd. I właśnie dla nich mamy ten krótki przegląd ciuchów, który pokazuje, że jazda rowerem w deszczu nie zawsze musi oznaczać konieczność przebrania się za oceanicznego rybaka podczas sztormu.

1. Terra New York

Terra New York to młoda nowojorska marka założona przez Marie Saeki i Yurika Nakazono, projektantów, którzy podobno kochają jazdę rowerem. Nie ma wątpliwości, że wykonane z uretanu półprzezroczyste płaszczyki w kolorze czekolady wyglądają uroczo i zasługują na swoje wielkomiejskie nazwy (Tribeca, Lower East Side). Niestety nie we wszystkich modelach udało się połączyć piękno z funkcjonalnością. Właściwie tylko Lower East Side, z wielkim ściąganym kapturem i przedłużanym tyłem, pozwala noszącej go rowerzystce przetrwać jesienną ulewę. Nolita zaprojektowana jest chyba jedynie z myślą o piciu kawy pod jakąś manhatańską markizą.

Na stronie zajrzyjcie jeszcze do działu dodatki, gdzie Terra New York ma dla was półprzezroczyste ochraniacze na różne wielkomiejskie gadżety.

2. Vulpine i Rapha

Softshell VulpineTym, czym Terra New York jest dla nowojorskich kobiet, Vulpine czy Rapha są dla brytyjskich facetów. Wielka Brytania, dzięki sukcesom swoich torowców i szosowców z jednej strony oraz burmistrza Londynu z drugiej, staje się prawdziwym rowerowym rajem, z czego nie zamierzają nie skorzystać tamtejsi projektanci. Vulpine i Rapha to wełna merynosów, klasyczny krój, stonowane kolory, dyskretne odblaski i gwarancja najwyższej jakości dla dżentelmenów, którym znudziły się już golf i polo oraz mają w kieszeniach kilkaset funtów na przeciwdeszczowe ciuszki. Nóg czy głów takie cuda przed ulewą nie uchronią, ale - co tu dużo kryć - nie wyglądają źle.

3. Moncler Gamme Bleu

Swoiste przeciwdeszczowe haute couture zaproponowali na wiosnę 2011 roku projektanci marki Moncler Gamme Bleu. Trudno sobie wyobrazić, by ich płaszcze miały z rowerami wspólnego coś więcej niż fakt, iż zostały zaprezentowane na mediolańskim welodromie. Jest to jednak niewątpliwie warta wzmianki odpowiedź na zielono-niebiesko-burą pałatkę z ciężkiej gumy, z kapturem, który zawsze zasłania pół twarzy.

4. Nooc

fot. materiały producenta

Problemów z zasłaniającym widzenie kapturem nie mają produkty Sophie Perez sprzedawane pod marką Nooc. Sophie długo testowała swoje ubrania wraz z aktywnymi rowerzystami i rowerzystkami, między innymi po to, by takie dość popularne niedogodności jak niewygodny kaptur czy zbyt powiewający ogon płaszcza wyeliminować na etapie projektowania. Udało się i Nooc może służyć miejskim rowerzystkom i rowerzystom (zwróćcie uwagę na niekonwencjonalne sposoby dołożenia odblasków. Tak, te kropki też odbijają światło).

5. Georgia in Dublin

Przeciwdeszczowa spódnica Rainwrap

Georgia in Dublin to marka, która zupełnie na nowo odkrywa znaczenie zwrotu "odzież rowerowa chroniąca przed deszczem". Na komplet przeciwdeszczowych ubrań składają się kurtka Hustle&Bustle, przeciwdeszczowa spódnica Rainwrap (jak utrzymuje projektantka - nadaje się również jako koc piknikowy do błotnistych dublińskich parków) aż wreszcie - wspaniałe ochraniacze na buty leggits.

Jedyną rzeczą, która upodabnia przeciwdeszczowe kurtki i spódnice Georgia in Dublin do innych strojów przeciwdeszczowych jest ich nieprzemakalność i odblaskowe detale. Dla takich ubrań warto przeprowadzić się do Dublina, gdzie leje cały czas, a widok faceta w czerwonej spódnicy nie jest chyba aż tak nie do przyjęcia jak w Polsce (swoją drogą - taką spódnicę zasłaniającą nogi do łydek naprawdę już wkrótce docenimy).

Konrad Olgierd Muter

Więcej o: