Rowerem pod prąd. Szerokość drogi ma znaczenie?

3,75 m szerokości musi mieć ulica, żeby rowerzyści mogli jeździć nią pod prąd - zakłada Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu. - Przecież na węższych ulicach mijają się samochody - przekonują rowerzyści.

Kolejne kontrapasy, pozwalające na jazdę pod prąd na rowerze, w Krakowie powstają, choć powoli. W tym roku przybyło ich na ul. Krupniczej, Sądowej, Rajskiej, a ostatnio na Batorego i Sielskiej. Jeszcze jeden ma powstać na ul. Montwiłła-Mireckiego.

Przegłosowana rok temu przez radnych kontrapasowa uchwała kierunkowa zobowiązała prezydenta do wprowadzania rowerowego ruchu pod prąd na wszystkich ulicach, gdzie jest to technicznie możliwe i bezpieczne, ale zamiast masowej akcji odbywa się to małymi krokami. - Mieliśmy listę 30 ulic, ostatecznie ustaliliśmy z rowerzystami, że w tym roku dostosujemy pięć, co do których nie ma wątpliwości. Niektóre musieliśmy zupełnie odrzucić, bo były za wąskie, inne wymagają przeanalizowania - mówi Michał Pyclik z ZIKiT.

Można się mijać

- Szerokość to nie problem, rozporządzenie o warunkach technicznych dla dróg pozwala na mijanie się pojazdów na dużo węższych drogach (od 3 do 3,5 m) - przekonuje Adam Łaczek ze Stowarzyszenia Kraków Miastem Rowerów.

Chodzi o ulice jednopasmowe, gdzie kierowcy widzą się wzajemnie i w razie konieczności mogą wyminąć. - To częsty przypadek na wąskich ulicach osiedlowych. Skoro na drodze o szerokości 3 m mogą minąć się dwa samochody, to dlaczego nie samochód z rowerem na ulicy jednokierunkowej. Tym bardziej że taką mijanką dla rowerów może być po prostu wyjazd z bramy czy miejsce uzyskane dzięki zlikwidowaniu pojedynczego miejsca parkingowego. Rowerzyści i tak to robią - podkreśla Łaczek.

- To mogłoby być rozwiązanie dla takich ulic jak Bożego Ciała, która jest świetną alternatywą dla ruchliwej Krakowskiej czy dla Miodowej koło cmentarza żydowskiego, którą rowerzyści mogliby jeździć pomiędzy Kazimierzem a Grzegórzkami zamiast Grzegórzecką i Dietla.

W Gdańsku to rozumieją

- Do takiego pomysłu podchodzimy ostrożnie, ale przeanalizuje go nasz dział inżynierii ruchu - zapewnia Pyclik. Potrzeby takiej regulacji nie widzi Marcin Hyła (Stowarzyszenie Miasta dla Rowerów), bo - jak podkreśla - wiążącego zapisu o szerokości po prostu nie ma.

- Zarówno przepis o mijankach, jak i ten, na który powołuje się ZIKiT o minimalnej szerokości 3,75 m [2,25 m dla samochodu i 1,5 m dla roweru - red.], to zapisy prawa budowlanego. W prawie o ruchu drogowym nie ma ani słowa o minimalnej szerokości, więc nie ma podstawy, żeby z tego powodu ruchu pod prąd nie wprowadzać. Doskonale rozumieją to urzędnicy w Gdańsku - mówi Hyła.

Podaje przykład ul. Krupniczej, gdzie niedawno kosztem miejsc parkingowych powstał nowy kontrapas: - Wcześniej na tym odcinku obowiązywał ruch dwukierunkowy, a miejsca było mniej z powodu parkujących samochodów. I mijały się tam dwa samochody. Żeby minął się samochód z rowerem, trzeba było poszerzyć jezdnię o parking z jednej strony. Gdzie tu zdrowy rozsądek?

Artykuł pochodzi z krakowskiego wydania lokalnego Gazety.