Kopenhaga buduje rowerowe autostrady. Dlaczego?

Przez polskie i światowe media przetacza się właśnie fala szoku i zachwytu nad tym, że Kopenhaga buduje rowerowe autostrady. W tym całym zamęcie warto jednak zwrócić uwagę na coś zupełnie innego.

Polskie media informują - Dania planuję wybudować 26 rowerowych tras szybkiego ruchu prowadzących do Kopenhagi, by zachęcić do dojazdów na rowerze ludzi z przedmieść, którzy w tej chwili wybierają samochód.

ZOBACZ TEŻ: Kopenhaga - miasto któremu się udało.

Dla Polaka, przyzwyczajonego do slalomu między słupami i latarniami na drodze rowerowej z kostki może to być szok. Po co wydawać tyle kasy na drogi rowerowe? Czy Oni w tej Danii powariowali? Takie pytania można wyczytać jeśli nie wprost, to przynajmniej pomiędzy wierszami. Prawda jest jednak zaskakująca.

Skąd pomysł na cyklostrady?

Mieszkańcy akceptują czas dojazdu do pracy tylko do pewnych wartości. Nie jesteśmy amerykanami i nie chcemy spędzać w podróży do pracy dwóch lub trzech godzin dziennie. Jeżeli czas dojazdu jest zbyt długi - szukamy innej drogi, szybszego środka transportu, albo nawet innej pracy lub innego miejsca zamieszkania.

Dotyczy to także rowerzystów. Holenderskie i duńskie badania pokazują, że akceptowalny czas podróży wynosi około 30 minut jazdy (około 10 km). Powyżej tej wartości znaczna część cyklistów rezygnuje z podróży rowerem - albo tylko w gorszą pogodę i w zimę, albo permanentnie.

Wiele miast zachodniej Europy koncentruje się więc na tym, by ich miasta nie rozlewały się lecz były zwarte - na tyle zwarte, by rower, czy chodzenie pieszo dla dużej części mieszkańców było wciąż atrakcyjną alternatywą. Co jednak zrobić z mieszkańcami przedmieść, suburbiów, albo nawet bardziej oddalonych od miasta miejscowości z definicji oddalonych od miasta? Nie da się ich fizycznie zbliżyć. Można tylko skrócić mieszkańcom tych miejsc czas dojazdu rowerem.

Czas jazdy to nie tylko czas jazdy

Duńczycy zrobili co się dało by nakłonić mieszkańców miasta do przesiadki na rowery. Teraz czas na mieszkańców przedmieść. /fot. Rafał MuszczynkoPodróż do pracy nie składa się z samej jazdy, ale także z oczekiwania na zielone światło, czy ustępowania pierwszeństwa na skrzyżowaniach - to banał. Także odcinki tras rowerowych, które uniemożliwiają płynną i szybką jazdę, wydłużają podróż i zniechęcają. Bo szybka jazda na rowerze jest możliwa - nie tylko na rowerze szosowym lub poziomym. Ostatnio modne są też rowery wspomagane elektrycznie.

Duńczycy to wiedzą, dlatego skupiają się (odwrotnie niż w Polsce) na głównych trasach dojazdowych z przedmieść do centrum. Likwidacja spowalniających cyklistów utrudnień, wprowadzenie zielonej fali dla rowerów, długich prostych i płaskich odcinków tras rowerowych, na których nie trzeba zwalniać, albo wręcz bezkolizyjnych skrzyżowań, może przynieść efekt w postaci znacznego przyrostu ruchu rowerowego na tych trasach. A więc także w postaci zmniejszenia korków na trasach wjazdowych do miasta.

To co widzimy więc nie jest żadnym dziwactwem, czy nadmiarem gotówki, lecz po prostu konsekwentnie realizowaną polityką prowadzącą do zrównoważonego transportu, zdrowego społeczeństwa, wysokiej mobilności i przyjaznego mieszkańcom miasta. Kopenhaga zrobiła już co mogła dla ludzi chcących dojeżdżać rowerem w obrębie miasta. Teraz robi wszystko, co może, by nie zakorkowali jej mieszkańcy przedmieść i okolicznych miejscowości. Robi to sprawdzonymi metodami - przesadzając ich z aut na rowery.

Rafał Muszczynko

p.s. Mnie szczególnie podoba się duński pomysł częstowania cyklistów słodyczami jako reklama jazdy na rowerze. Do serca przez żołądek.