Pierwszy raz od dziesięciu lat grałem w piłkę - rozmowa z Cezarym Zamaną

- Euro? Żaden problem, u nas można było i pokręcić, i popatrzeć - mówi twórca cyklu Mazovia MTB Marathon, Cezary Zamana. - Pierwszy raz od dziesięciu lat grałem w piłkę - przyznaje się były kolarz i przekonuje, że podczas Euro 2012 jego maratony przyciągały jeszcze więcej rowerzystów niż w ubiegłych latach

Łukasz Jachimiak: Na czas Euro 2012 Polacy rozsiedli się przed telewizorami czy - jak w ubiegłych latach - nie brakowało takich, którzy woleli usiąść na siodełkach i ścigać się na trasach cyklu Mazovia MTB Marathon?

Cezary Zamana: Na przykładzie Gwiazdy Mazurskiej mogę powiedzieć, że wszystko udało się pogodzić. Kilkuetapową imprezę na Mazurach mieliśmy od 7 do 10 czerwca. 8 czerwca zaczęło się Euro, Polska grała w pierwszym meczu z Grecją i nikt, kto u nas jeździł, tego spotkania nie przegapił. Już dużo wcześniej promowaliśmy strefę kibica w Szczytnie, zapraszaliśmy do niej na wspólne emocje. 8 czerwca jechaliśmy właśnie tam. Oczywiście przed meczem. Później razem kibicowaliśmy Polakom. A podczas tradycyjnego wieczorku Gwiazdy Mazurskiej mieliśmy mecz piłkarski, w którym organizatorzy zmierzyli się z zawodnikami. Dzięki temu pierwszy raz od dziesięciu lat grałem w piłkę!

Same plusy?

- Na to wygląda. Bo i pojeździliśmy, i pokopaliśmy, i jeszcze śledziliśmy Euro. Nas też cieszyła ta impreza. Na Mazurach mieliśmy cztery świetne dni ścigania, a później sukcesami kończyły się też imprezy w Lublinie, Wieliszewie, Wilczeńcu. Wszędzie były wystawione monitory, można było i pokręcić, i popatrzeć.

Takich, co kręcili naprawdę nie było mniej niż o tej samej porze w ubiegłym roku?

- Podobnie jak przed rokiem, w Gwieździe Mazurskiej codziennie startowało ponad 300 osób. W Lublinie, licząc z osobami towarzyszącymi, mieliśmy ponad tysiąc uczestników. Na 12-godzinnej imprezie w Łomiankach pierwszego dnia ścigało się 140 osób, a drugiego mieliśmy mistrzostwa Polski medycyny i farmacji, gdzie w porównaniu z ubiegłym rokiem uczestników było dużo więcej. Wtedy o tytuł w swojej branży walczyło 90 farmaceutów i lekarzy, teraz było ich 140.

Powiedział pan, że w Lublinie razem z osobami towarzyszącymi mieliście ponad tysiąc uczestników. Chyba nie liczycie kibiców?

- Osoba towarzysząca to najczęściej rodzic, który jedzie z małym dzieckiem. Dystans jest krótki, rodzic nie jest klasyfikowany. Ale jedzie, też się rusza, sprawia frajdę swojemu dziecku. Faktycznie jest więc uczestnikiem.

Jedno podczas Euro wam nie wyszło - maraton w Kozienicach przełożyliście na 7 lipca.

- Wszyscy dokładaliśmy się do tego, żeby Euro było organizacyjnym sukcesem. W Kozienicach nie dostaliśmy zgody na przekraczanie dróg publicznych, bo w czasie turnieju mieliśmy zdecydowanie mniejszą pomoc ze strony policji. Ale wiedzieliśmy, że Euro jest priorytetem i że będziemy musieli się dostosować. Dlatego nie ma co narzekać. Tak naprawdę już w zeszłym roku układając kalendarz miałem mistrzostwa bardzo mocno na uwadze i na ich czas zaplanowałem takie imprezy, które nie absorbowały za bardzo policji. Wpisałem co prawda wyścig 12-godzinny w okolicach Warszawy, ale wiedziałem, że on wyjdzie, bo do jego zabezpieczenia wystarczy tylko jeden posterunek policji. Generalnie naprawdę daliśmy sobie radę i wszystko przebiegało bardzo fajnie.

Artykuł pochodzi z Gazety Wyborczej, dodatek "Pasjonat Sportu", 2.07.2012r.

Jeśli masz pomysł na imprezę sportową a brakuje Ci funduszy, weź udział w konkursie Coca- Coli Lider Animator. Więcej informacji na www.lideranimator.pl

Cezary Zamana - były kolarz zawodowy, dziś twórca i organizator Mazovia MTB Marathon.

Więcej o: