9 powodów, dla których pomysły posła Mroczka są złe

Na naszych blogach, facebookowym profilu Posła i forach dyskusyjnych w sieci aż wrze od komentarzy do interpelacji, jaką poseł Maciej Mroczek z Ruchu Poparcia Palikota napisał do Ministerstwa infrastruktury. Oto 9 powodów, dla których odpowiedź na propozycje Posła powinna być odmowna.

CZYTAJ TAKŻE: Poseł Mroczek odpowiada blogerowi polskanarowery.pl

 

1. Pisanie prawa bez wiedzy w temacie jest złe

Niestety Pan Poseł wiedzą tą się w swojej interpelacji nie wykazuje. Najprawdopodobniej z powodu braku zaznajomienia z treścią ustawy Prawo o Ruchu Drogowym i rozporządzeń do niej, Poseł pyta w interpelacji o rzeczy oczywiste jak obowiązek posiadania przez rowerzystę oświetlenia roweru, albo o wielokrotnie skompromitowane kaski i kamizelki.

To niestety alarmujący sygnał - Pan Maciej Mroczek poza faktem bycia posłem, jest także posiadaczem auta, kierowcą. Jeżeli jego niewiedza byłaby reprezentatywna dla ogółu osób za kółkiem, to wskazywałaby, że mamy w Polsce ogromny problem z jakością zarówno szkolenia jak i egzaminowania kandydatów na kierowców.

O podobnym problemie, tyle że dotyczącym niskiej jakości szkoleń i egzaminów dla rowerzystów pisaliśmy już kiedyś na naszych łamach.

2. Prawo winno być poparte badaniami i konsultacjami

To chyba oczywiste, że przed zapisaniem w prawie kolejnych obowiązków dla obywateli, należałoby sprawdzić jakie skutki odniosą regulacje. W tym celu należy skończyć z mitologią i wydajemisizmem, a zacząć wertować dostępne dane i statystyki. Oraz oczywiście skonsultować pomysły z rowerzystami.

Niektóre z proponowanych przez posła Macieja Mroczka rozwiązań są bowiem skompromitowane i zdyskwalifikowane przez liczne naukowe badania i testy. Inne były już wprowadzone w niektórych krajach i można czerpać z ich doświadczeń - uczyć się na cudzych błędach i wdrażać tylko to, co faktycznie się sprawdziło. Pan Poseł wyraźnie nie odrobił tej lekcji. Być może dlatego proponuje coś, co nawet ma już swoją nazwę: bezpieczniactwo.

3. Nowe przepisy nie rozwiążą problemu nierespektowania starych

W jednym trzeba Panu Mroczkowi przyznać rację - z oświetleniem rowerzystów i ich widocznością faktycznie bywa różnie. Zwłaszcza w mniejszych miejscowościach i na wsiach problem nieoświetlonych cyklistów jest zauważalny (a raczej niezauważalny).

Nie mogę jednak pojąć zawiłości konstrukcji logicznej jaka doprowadziła Pana Posła od tej obserwacji do wniosku, że problem nieprzestrzegania przepisu o obowiązkowym oświetleniu rowerów załatwi wprowadzenie innego przepisu - o obowiązkowych kamizelkach i kaskach.

Panie Pośle - tu potrzeba nie nowych przepisów, lecz edukacji uczestników ruchu drogowego. Potrzeba respektowania starych, istniejących już przepisów. Pisał Pan interpelację nie do tego ministerstwa co trzeba! Za Policje nie kontrolującą stanu technicznego rowerów ani ich poprawnego oświetlenia, a za to uczącą cyklistów jak zakładać kaski tył na przód odpowiada Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji.

4. Obowiązkowe kaski i kamizelki nie działają

O problemie nie działania kasków i kamizelek pisaliśmy tyle razy, że nieco żenujący jest już nawet sam fakt iż w ogóle trzeba to w ogóle komukolwiek powtarzać.

Wypadki z udziałem cyklistów - pora dnia /rys. Rafał Muszczynko

Drogi Panie Mroczek: Znakomita większość wypadków z udziałem cyklistów ma miejsce w dzień, przy doskonałej widoczności i pogodzie. Odblaskowy Anioł ze Szczecina - chyba największy entuzjasta jeżdżenia ubranym jak choinka w naszym kraju - został dwa razy potrącony w biały dzień i przy idealnej pogodzie, pomimo tego, że ubrany był i w kamizelkę i w odblaski i w inne gadżety mające poprawić bezpieczeństwo. W obu przypadkach kierowca twierdził, że Go nie zauważył.

Podobnie sprawa ma się z obowiązkowymi kaskami. Nie działają. Nie trzeba tutaj szczególnych badań, choć te też są dostępne. Wystarczy spojrzeć na dwa kraje - Holandię i Australię. Pierwszy szczyci się najwyższym bezpieczeństwem i tym, że niemal nikt nie jeździ tam w kasku. W drugim obowiązkowe ubieranie hełmu zapisano w prawie, co nie tylko nie poprawiło bezpieczeństwa, ale miało wiele negatywnych skutków.

5. Obowiązkowe przeglądy dla rowerów to nowe, obowiązkowe problemy

Dlaczego? Bo z dnia na dzień generują konieczność znalezienia kilkutysięcznej armii ludzi, którzy mieliby wiedzę i umiejętności by owych przeglądów dokonywać. W całym kraju trzeba byłoby zbudować od zera lub rozbudować wiele Stacji Diagnostycznych.

Szacuje się, że w Polsce większość osób posiada rower, a niektórzy mają ich nawet po kilka. To daje lekka ręką kilkadziesiąt milionów rowerów do przeserwisowania rocznie, przy zerowej bazie technicznej i kadrowej. Kto za to wszystko zapłaci? A może to właśnie o to chodzi w tym pomyśle?

6. Rowery są o wiele bardziej zróżnicowane niż samochody

Rowery są bardzo zróżnicowane. Nie da się stworzyć jednakowych zasad dotyczących przegladów, które mogłyby być stosowane do wszystkich jednośladów. /fot. Rafał Muszczynko

Mówiąc o obowiązkowych przeglądach rowerów nie sposób nie wspomnieć o różnorodności rowerów. Samochody zasadniczo są do siebie podobne, a metody ich testów udało się ujednolicić. Z rowerami nie ma na to najmniejszych szans. Ktokolwiek w życiu siedział na kilku rowerach wie, że nie da się absolutnie połączyć wspólnym mianownikiem BMXa do trialu, szosówki torowej, trójkołowego roweru poziomego, górala do zjazdu i dziecięcego rowerka. To są totalnie różne światy, różne rozwiązania techniczne i ekstremalnie różne wyniki dowolnego testu.

Weźmy na przykład hamulce. W autach występują w zasadzie dwa rodzaje: bębnowe i tarczowe. Zwykle hydrauliczne, w pojazdach ciężkich (ciężarówki, autobus) pneumatyczne. Dla porównania, znanych mi typów hamulców do rowerów jest kilkanaście (U-brake, V-brake, cantilever, tarczowe hydrauliczne, tarczowe hybrydowe, tarczowe mechaniczne, bębnowe, rolkowe, torpedo, obręczowe hydrauliczne Magury, cierne na oponę rolkowe na oponę, ...), a przecież na pewno nie znam wszystkich. Zasada działania i wyniki siły hamowania w testach poszczególnych typów hamulców będą bardzo zróżnicowane, wręcz trudne do porównania.A to przecież tylko jeden element roweru.

Wyszkolenie serwisanta, który by się na tym wszystkim znał na tyle, by dokonać wiarygodnego pomiaru i ewentualnych napraw usterek jest o wiele trudniejsze niż w przypadku samochodów. Dość powiedzieć, że nawet niektóre serwisy rowerowe nie chcą serwisować niektórych typów rowerów, twierdząc wprost, że się na tym nie znają. I trudno im się dziwić.

Rysowaną grubą kreską historię o tym jak Pan Mroczek utrudni życie wcale niemałej grupie posiadaczy rowerów nietypowych, można przeczytać na jednym z naszych blogów.

7. Papierek z przeglądu z wartością opałową?

Załóżmy, że uruchomiono obowiązkowe przeglądy. Jak zidentyfikuje Pan rowery i połączy je z dokumentem zaświadczającym ich właściwy stan techniczny? Przypominam, że rower - w odróżnieniu od aut - nie posiada numerów rejestracyjnych. Nie jest niczym rzadkim także brak numerów ramy lub częsta zmiana właściciela przez jednoślad. Nie ma ogólnopolskiej bazy danych rowerów porównywalnej chociażby do bazy aut.

Jedyne co dziś może identyfikować rower to jego marka i model. Ale ani Policja, ani nawet doświadczeni cykliści nie zawsze umieją odróżnić od siebie, dość podobne zresztą konstrukcje. A nalepki pozwalające z każdego roweru zrobić model dowolnej innej marki są dostępne bez najmniejszych problemów, np na Allegro.

Respektowanie proponowanego przez Pana przepisu będzie więc niemożliwe. Kto zechce, bez problemu obejdzie przepis na co najmniej kilka sposobów. Albo będzie jeździł bez przeglądu - tak jak dziś niektórzy jeżdżą bez oświetlenia.

8. Żaden przepis nie zastąpi drogi rowerowej!

Od nowych obowiązków dla cyklistów, dróg rowerowych z pewnością nie przybędzie. /fot. Rafał Muszczynko

W swojej interpelacji Pan Poseł pisze tak:

Mimo wyznaczonych dla nich ścieżek rowerowych lub specjalnych pasów, wiele odcinków nie posiada jeszcze takich udogodnień, a oni zmuszeni się korzystać z dróg przeznaczonych dla pojazdów.

Doprawdy nie rozumiem jaką ekwilibrystykę logiczną trzeba przeprowadzić, by od tej tezy dojść do wniosku, że od obowiązkowych przeglądów i kasków, przybędzie nam w kraju rowerowej infrastruktury. Albo, że obecna infrastruktura nagle stanie się lepsza i bardziej bezpieczna.

Niestety, obawiam się, że od nowych obowiązków rowerzystom nie przybędzie ani kilometr pasa rowerowego, ani jedno miejsce w stojaku. Nadal będą "niestety" pojawiać na drogach i blokować drogę nieszczęsnym posłom Mroczkom. Ba, może być nawet gorzej niż obecnie. Dlaczego? O tym poniżej.

9. Nowe prawo ograniczyłoby liczbę cyklistów

Tak, to pewne. Nowe obowiązki zapewne przesadziły by część z nas do samochodów. To oznacza większe korki, więcej wypadków samochodowych, większe zanieczyszczenie powietrza, większe wydatki na drogi i gorszą jakość życia. Rower jest narzędziem służącym do naprawy naszych miast, obecnie zdominowanych przez auta i nie posiadających ludzkiej skali. Rower jest sposobem nie tylko na lepsze miasto, ale też na zdrowsze społeczeństwo, które może dłużej pracować i rzadziej bywać na L4. Wiedzą o tym Francuzi, którzy wręcz wystawiają recepty na rower.

Warto to napisać wprost: Nie stać nas na niejeżdżenie rowerami. Budżety nasze i naszych miast mógłby tego zwyczajnie nie przeżyć. A już na pewno nie wytrzymały, by tego nasze i tak zakorkowane już drogi.

Rafał Muszczynko