Dzienniki francuskie: Bordeaux - jak odzyskać miasto

Konrad Olgierd Muter
22.03.2012 12:08

Michel Duchene na swoim rowerze (fot. Marcin Hyła, Miasta dla Rowerów)

Samochód stwarza wiele problemów bez rozwiązania. Rower jest rozwiązaniem wielu problemów - kierując się tą myślą władze Bordeaux w ciągu kilkunastu lat zupełnie odmieniły oblicze miasta i uczyniły jest z powrotem miejscem dla ludzi.

Michel Duchène jest wicemerem Bordeaux. Od 1995 roku (z małą przerwą) zajmuje się m.in. zrównoważonym rozwojem miasta, transportem, urbanistyką. Podczas spotkania z nami opowiedział nam anegdotę, którą należy chyba traktować jako najlepszą rekomendację dla jego działań:

"Pewnego razu jechałem jak zwykle rowerem po ulicach Bordeaux, kiedy zrównał się ze mną pewien kierowca. Odkręcił szybę w swoim aucie i zapytał mnie: - Czy pan Duchène? - Tak - odpowiedziałem. Wtedy mężczyzna, całkiem serio powiedział: - W takim razie szkoda, że pana nie przejechałem!".

Dlaczego kierowca tak nienawidził swojego wicemera? Odpowiedź na to pytanie możemy znaleźć na zdjęciach, które pokazano nam w zarządzie aglomeracji Bordeaux. Na pierwszym zdjęciu, podpisanym 1995 możemy zobaczyć ulicę taką, jak w wielu polskich miastach - trzy pasy zapełnione samochodami, dość chaotyczne parkowanie i wąski chodnik. Na drugim - które podpisane jest 2009 - widzimy tę samą ulicę. Szeroki chodnik, tramwaj w dwóch kierunkach, ludzie, dzieci, rowery, budynki.

Zdjęć jest więcej i wszystkie dokumentują olbrzymią zmianę, jaka zaszła w Bordeaux w ciągu kilku-kilkunastu lat. Z miasta, które było symbolem "chwalebnego trzydziestolecia" - błyskawicznej modernizacji Francji powojennej przy bardzo dużym wzroście gospodarczym (i olbrzymich kosztach społecznych oraz środowiskowych), Bordeaux stało się symbolem czegoś zupełnie innego, co po polsku nazywa się zrównoważonym rozwojem, a po francusku - może jeszcze bardziej optymistycznie - rozwojem trwałym. Z miasta dla samochodów, w miasto dla ludzi. A Duchène był, z mandatu mera Bordeaux, Alaine'a Juppe, osobą za tę zmianę odpowiedzialną.

Oczywiście przyjeżdżając z Gdańska, Łodzi, Szczecina, Warszawy czy Wrocławia, bardzo chcieliśmy się dowiedzieć, w jaki sposób taka zmiana jest możliwa. W jaki sposób zdegradowaną przestrzeń publiczną uczynić atrakcyjnym i bezpiecznym miejscem do życia. Michel Duchène dał nam kilka rad:

1. rozmawiać

Wielka przebudowa Bordeaux zaczęła się od pięciu lat konsultacji społecznych. W tym czasie pan Duchène i jego ludzie zorganizowali 2000 spotkań, zebrań, wysłuchań i paneli. Chcieli w ten sposób poznać potrzeby mieszkańców i przekonać ich do swojej wizji. A raczej, jak powiedział Duchène, dać mieszkańcom ochotę na zmianę.

2. mieć wizję

Tak naprawdę spotkania nie zmieniły przekonania merostwa, że zmiana jest konieczna. Oczywiście w trakcie konsultacji pojawiło się wiele głosów przeciwnych tej wizji (w Bordeaux istnieje na przykład stowarzyszenie "Nie! dla tramwaju"). Jednak - jak powiedział Duchène - w wysłuchaniu opinii publicznej chodziło głównie o sprawdzenie, jak najskuteczniej wprowadzić tę wizję w życie.

3. mieć wolę polityczną

Juppe i jego ludzie (na czele z Duchènem) decydując się na transformację miasta nie kierowali się doraźnym politycznym interesem. Właściwie liczyli się nawet z tym, że ich decyzje doprowadzą do politycznej porażki (przebudowa centrum zaczęła się chwilę po wygranych drugich wyborach). Jednak nie chodziło im o korzyści w perspektywie roku budżetowego czy jednej kadencji, a w perspektywie co najmniej kilkunastu lat. Wiedzieli, jaki model rozwoju miasta i społeczeństwa jest niemożliwy do zaakceptowania (choćby ze względu na kurczące się coraz szybciej zasoby naturalne oraz postępujący globalny kryzys ekologiczny). Wiedzieli również, co chcą osiągnąć. I zrobili to.

4. przywrócić równowagę

Duchène podkreślał, że - mimo iż kierowcy samochodów mogli uważać inaczej - działania władz Bordeaux nie wynikały z chęci całkowitego wykluczenia samochodów. Stwierdzono jednak, że samochody dostają za dużo - przestrzeni do poruszania się, przestrzeni do parkowania. A cierpią na tym ci, których głównym środkiem transportu wcale nie jest auto (a którzy najczęściej są większością społeczności). Równocześnie z utrudnieniem wjazdu i parkowania samochodom, zaproponowano korzystną alternatywę - tramwaj (który w Bordeaux wcale nie jest mniej zatłoczony i bardziej punktualny od choćby warszawskiego), rower publiczny (włączając w system nie tylko ścisłe centrum, ale również najbliższe gminy sąsiadujące z nim), szereg ułatwień dla rowerzystów i pieszych.

Wbrew czarnym wizjom głoszącym - zupełnie jak w Polsce - całkowitą śmierć śródmiejskiej przedsiębiorczości - centrum miasta rozkwitło, pojawiły się nowe sklepy, punkty usługowe, a przede wszystkim - nowi mieszkańcy (Bordeaux, w przeciwieństwie do większości francuskich miast, notuje stabilny i rozsądny wzrost liczby mieszkańców centrum). Wielu z tych, którzy protestowali kilka lat temu przeciwko zmianom, teraz z dumą oprowadza swoich gości po mieście - opowiada Duchène. Bo to, co najlepiej udało się w Bordeuax, to przywrócić mieszkańcom poczucie dumy z miejsca, w którym mieszkają.

5. nie skupiać się tylko na jednym.

Duchène twierdzi, że w połowie lat 90. XX wieku, wiele francuskich miast zaczęło przeżywać pozytywną transformację w kierunku miejsca lepiej nadającego się do codziennego życia. Bordeaux na tej liście wyróżnia się tym, że nie skupiło się na jednym aspekcie, a podeszło do sprawy kompleksowo. Nie wystarczy dowartościować roweru. Nie wystarczy odbudować transport publiczny. Nie wystarczy dokonać zmian urbanizacyjnych. Nie wystarczy też prowadzić rozsądnej polityki mieszkaniowej czy społecznej. Bordeaux zajęło się wszystkimi tymi rzeczami na raz. Dlatego teraz z "Uśpionej piękności", jak było przez dziesięciolecia nazywane, stało się jednym z najbardziej atrakcyjnych miast francuskich.

6. nie starać się robić wszystkiego najlepiej jak się da

Oczywiście tak zaawansowana zmiana musiała pociągnąć za sobą olbrzymie koszty finansowe. Przebudowa śródmieścia, reforma transportu publicznego, poprawa sieci infrastruktury rowerowej mogły w ciągu kilkunastu lat kosztować nawet 3 miliardy euro (tramwaj udało się zbudować właściwie tylko dzięki temu, że Bordeaux i okoliczne gminy przez wiele lat oszczędzały na metro, którego budowy - jak twierdzi Duchène: na szczęście - ostatecznie zaniechano).

Dzisiaj wicemer widzi jednak, że nie wszystko należało zrobić na najwyższy połysk. Czasem drobne zmiany mogą istotnie poprawić jakość życia w mieście. Ważne, żeby nie pozostały jedynie eksperymentem, były wprowadzone powszechnie i wpisywały się w ogólną wizję.

7. być blisko

Kiedy pan Duchène zakończył spotkanie z nami odpiął swój bardzo elegancki rower od barierki, pomachał nam i ruszył do domu. Wcale nas to nie zdziwiło. Wcześniej mówił o tym, że politycy wciąż nie doceniają, jak wielką wartością jest dla samorządowca możliwość poruszania się po swoim mieście rowerem. Daje mu to bliskość z mieszkańcami, ale także uwierzytelnia jego działania. Nawet (a może tym bardziej) jeśli czasem wiąże się z koniecznością spotkania sfrustrowanego kierowcy.

Konrad Olgierd Muter

Dziennikarze "Polska na rowery" - Agata Kowalska (TOK FM) i Konrad Olgierd Muter - zwiedzają właśnie Francję, oglądając różne rozwiązania prorowerowe. I stąd się wziął krótki cykl "Dzienników francuskich".

Przyłącz się wirtualnie do akcji POLSKA NA ROWERY - załóż i pisz bloga!
Komentarze (1)
Zaloguj się
  • avatar

    Gość: jankes

    Oceniono 2 razy 2

    Dodajcie wspomniane w artykule fotografie dokumentujace przemiane miasta.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX