Dziennik rowerzysty miejskiego: Pierwszy raz jest zawsze najlepszą jazdą w życiu

Zima to idealny moment na grzebanie w rowerach. Tej zimy mam fart - nie tylko składam sobie zupełnie nowy rower poziomy, ale w międzyczasie pomagałem też znajomym przy składaniu ich jednośladów (jednego pionowego i jednego poziomego).

I wiecie co? Dla kogoś bawiącego się w mechanika, nie ma większej frajdy niż składanie zupełnie nowego roweru. Każda część została starannie dobrana pod konkretna osobę - jej wagę, wymiary, styl jazdy, upodobania. Każdy element, który się przykręca, lśni nowością i pachnie fabryką. Nie ma żadnego brudu, piachu, soli, czy błota. Żadnych problemów ze starymi, zapieczonymi gwintami, czy korozją. Niemal wszystko pasuje po prostu idealnie. Praca nad takim rowerem to wyjątkowa przyjemność. Nawet rozpakowywanie właśnie kupionych części sprawia mi niesamowitą frajdę.

Gdy już wszystko zostanie złożone, można wsiąść na rower jako pierwsza osoba. To także wyjątkowe doznanie. Na rowerze kupnym zapewne ktoś już wcześniej jeździł - testując go w sklepie, albo ustawiając zaraz po złożeniu. Na rowerze złożonym lub zbudowanym przez siebie na pewno jest się "Tym Pierwszym". Pierwsze metry, dziewicze dla nowej konstrukcji, są po prostu wyjątkowe i zapadają w pamięć na długo. Świadomość, że to na czym się jedzie, niedawno było tylko zbiorem części w pudle, też potrafi mile połechtać ego.

Nawet nie dlatego, że w złożonym właśnie rowerze wszystko działa idealnie. Wręcz przeciwnie - zwykle coś jeszcze trzeba poprawić, coś doregulować. Nigdy nie wiadomo, czy podczas pierwszej jazdy zmieniany bieg na pewno dobrze wskoczy, a hamulec zadziała z odpowiednią siłą. Bywa, że zapomni się dokręcić czegoś ważnego i skończy się leżąc plackiem na betonie. To nieważne. Moja pierwsza jazda na jednym rowerze skończyła się połamaniem zbudowanej przeze mnie ramy, a i tak była najcudowniejszymi metrami jakie pokonałem na jednośladzie w życiu.

Kolega, któremu składałem rower w weekend i na którym również odbyłem dziewiczą jazdę, zapytał mnie dziś jak mi się podobała przejażdżka na Jego poziomie. I wiecie co? Miałem problem by cokolwiek Mu odpowiedzieć. To jedna z tych rzeczy, których zwyczajnie nie umiem opisać słowami. Warto to po prostu przeżyć. Pierwsza jazda zawsze jest jak żadna inna w życiu. Nawet, gdy jest to kolejny składany rower tej zimy.

Rafał Muszczynko

p.s. A Wy wprowadzaliście jakieś zmiany w swoich rowerach tej zimy? A może też odbyliście ostatnio jazdę na nowym rowerze? Pochwalcie się w komentarzach!