Kilogramów przybywało, frustracja narastała, ale wniosków żadnych nie chciałem lub nie potrafiłem wyciągnąć.
Ogromne plany rowerowe na rok 2011 zostały spełnione może w 10% bo pojawiłem się na kilku wtorkowych i niedzielnych treningach Polski na Rowery. Podobno nieźle mi nawet szło jak mówili trenerzy. Te słowa wywoływały we mnie jeszcze większą frustrację, bo zdawałem sobie sprawę, że kolejny rok poszedł na marne.
W 2010 roku wizualizowałem sobie moją walkę o sektory na Mazovii 2011, spadające jak lawina kilogramy i moją drogę na szczyty MTB. Z walki o sektory nici bo nie wystartowałem w ani jednym maratonie. Kilogramów przybywa, a szczyty MTB pozostały daleko w sferze marzeń. Zawaliłem sprawę na całego.
Wróćmy na chwilę do wydarzeń z sylwestra 2011 roku. Tym razem nic sobie nie obiecywałem, nic nie planowałem. Ster mojego rowerowego życia przejęła niespodziewanie moja kobieta, która tuż po noworocznych życzeniach wypowiedziała bardzo znaczące słowa : „Założę się z Tobą, że i w tym roku nic nie zrobisz ze swoimi rowerowymi ambicjami i zamierzeniami, a Mazovia pozostanie Twoją sferą marzeń i będziesz o niej tylko dużo mówił. Ja już Ci nie będę tłumaczyć i prosić abyś coś ze sobą zrobił. Musisz chcieć sam.”
Po tym co usłyszałem dreszcz przeszedł mi po plecach. Wiedziałem, że te słowa to nie jest jakiś szybki dowcip sytuacyjny i że zostały wypowiedziane bardzo na serio.
Nie pozostało mi nic innego jak odpowiedzieć: „Zaskoczę Cię, faktycznie nie planowałem tego sezonu jakoś szczególnie, wiedząc jak zaprzepaściłem poprzedni, ale możemy się założyć. Pokażę Ci na co mnie stać.”
Po chwili miałem okazję podziwiać piękny uśmiech, ciut szydercze spojrzenie i poczuć pewny uścisk dłoni potwierdzający nasz zakład. Jest jeszcze jeden ważny aspekt tego zakładu - założyliśmy się, o rower. Mam zrobić generalkę i walczyć o sektory.
Cały styczeń myślałem od czego zacząć. Przypominałem sobie słowa mojego trenera, dzięki któremu z sukcesami biegałem na 400 m. W kółko jak mantrę powtarzałem sobie słowa: Motywacja, dasz radę itp. Prawie codziennie wchodziłem na www.mazoviamtb.pl i czytałem słowa Cezarego Zamany na temat treningu. Odwiedzałem fora rowerowe, aby zasięgnąć informacji o innych, którzy w podobny sposób chcieliby zacząć swoją przygodę z MTB.
Dzisiejszego wieczoru postanowiłem zrobić dość karkołomny krok. Napisałem do Cezarego Zamany maila i opisałem moje rowerowe rozterki, zadeklarowałem chęć wystąpienia w Mazovii. Wiedziałem oczywiście, że Cezary jako zawodowy kolarz i świetny fachowiec odbiera takich maili dziesiątki dziennie i zapewne brak czasu nie pozwoli mu na jakąkolwiek odpowiedź.
Mój mail to jedna wielka prośba o "pierwszą pomoc kolarską”. Zapewniam w nim, że chcę, że będę pracował, walczył, zrzucał kilogramy. Trochę wydaje mi się to bez sensu, ale wychodzę z jednego założenia: "jak nie spróbuję to nie będę wiedział”. Zobaczymy co się wydarzy Naciskam przycisk send Teraz już nie ma odwrotu Poszło
Konrad Stawicki