Z dziennika rowerzysty miejskiego: Nie rozumiem nie jeżdżących tej zimy

Podobnie jak tysiące cyklistów, zwykłem jeździć rowerem przez cały rok, niezależnie od pogody. Jest to temat do wielu ciekawych rozmów z cyklistami, którzy na zimę rower zamieniają na korki i kosztowne bilety. Tej zimy rozmowy te są nawet ciekawsze niż zwykle.

Szczerze mówiąc, pomimo rowerowego zakręcenia, jestem w stanie bez większego problemu zrozumieć kogoś, komu przy -20 stopniach Celsjusza nie chce się jeździć rowerem. To logiczne. Przy takiej temperaturze zawsze jedzie się na flaku, bo powietrze w dętkach zmniejsza swoją objętość. Przymarzają linki, co powoduje, że nawet dobrej klasy przerzutki jak i hamulce działają raczej średnio. W dodatku aby jechać w komforcie termicznym, trzeba ubrać na siebie tyle warstw ubrań, że wygląda się jak ludzik z logo firmy Michelin. To wszystko jest w stanie zniechęcić do wsiadania na siodełko. Nawet mnie czasem trudno się przełamać.

Nieco trudniej mi zrozumieć niechęć do jazdy podczas opadów śniegu. Śnieg to jedne z moich ulubionych warunków pogodowych na rower. Dlaczego? Bo jest biało. Bo wyprzedza się samochody nawet wtedy, gdy nie jadą one w korku. Bo miny ludzi na przystanku powodują uśmiech od ucha do ucha. Bo jazda w takich warunkach jest wymaga pewnej techniki i daje mnóstwo dodatkowej frajdy.

Mimo to rozumiem ludzi nie lubiących takiej pogody. Ci co nie wynaleźli jeszcze błotników, dojeżdżają do domu wyglądając jak stwory bagienne z filmów klasy B. A ci co mają błotniki, przed zabraniem roweru do domu muszą go czyścić przez milion lat, po czym drugie tyle czasu tracą na smarowanie łańcucha. Trafia do mnie argument, że to upierdliwe. Robiłem to raz w życiu i od tej pory przestałem czyścić rower zimą. Trzymam też rower poza mieszkaniem.

Zupełnie nie rozumiem natomiast cyklistów nie jeżdżących na rowerze tej zimy. Rozmawiałem ostatnio z jednym, który stwierdził, że nie jeździ "bo przecież jest zima", a zima "to nie sezon na rower". Musiał chyba mieć na myśli kalendarz, bo gdy wyjrzałem za okno, na termometrze za nim było plus dziewięć stopni. I mżył leki deszcz. I to w Suwałkach, gdzie zwykle tej porze roku skrapla się powietrze, prawnicy z powodu zimna chowają ręce we własnych kieszeniach, a śnieg odgarnia się spychaczami na gąsienicach.

Zaczęliśmy więc dyskutować o pogodzie. Pamiętacie tegoroczny lipiec? Żartobliwie nazywano go lipcopadem. Było szaro, mżył zimny deszcz, a w dodatku było plus dziewięć. Zauważacie już podobieństwa? Zapytałem więc, czy kolega-cyklista jeździł w te wakacje rowerem. I wiecie co? Owszem, jeździł, bo "przecież było lato". A lato to przecież sezon na rowerowe wycieczki i dojazdy do pracy.

I to jest właśnie ta rzecz, której zrozumieć nie umiem. Skoro zima w tym roku nie różni się od lata, to czemu w lato jeździmy, a zimą udajemy, że absolutnie się nie da? Twierdzenie, że winne temu są warunki pogodowe zupełnie do mnie nie dociera. Jeżeli więc macie jakieś inne racjonalne propozycje, wpiszcie je proszę w komentarzach. Naprawdę chciałbym zrozumieć fenomen tej zimy.

Jeżeli zaś nie jesteście w stanie wytłumaczyć o co w tym wszystkim chodzi, to po prostu przekręćcie kartkę w kalendarzu na lipcową i wsiadajcie na rower. Gwarantuję, że nie zauważycie żadnej różnicy.

Rafał Muszczynko

Więcej o:
Komentarze (11)
Z dziennika rowerzysty miejskiego: Nie rozumiem nie jeżdżących tej zimy
Zaloguj się
  • Gość: ja

    Oceniono 2 razy 2

    Tej "zimy" trzy czy cztery razy już słyszłem pytania, czy mam zimowe opony. Raz głupie pytanie, czy nie zauważyłem, że jest zima, jako że akurat spadło trochę śniegu. Raz zostałem poinformowany, że jestem poj....y, żeby jeździć zimą na rowerze. Ale swoją drogą, czego innego tu się spodziewać? Zaraz wyjdzie, że atakuję samochody i ich kierowników, ale przecież w tym kraju przejście z buta dwa, trzy kilometry jest odbierane prawie że jako sport ekstremalny, bo ludzie właśnie nauczyli się wozić swoje cztery litery nawet na takie dystanse, obojętnie czy ma to sens,czy nie.
    Poza tym mamy tu do czynienia z typowymi zabobonami. Zimą się nie jeździ. Bo nie.

  • Gość: gosc

    Oceniono 1 raz 1

    jednym z powodów może być brak słońca jak to zwykle w Polsce;
    jadac na rowerze mamy wieksza ochote podjechac, to tu, to tam...zerknac na jakis ładny widok (np.nad Wisla ) delektowac sie tym i wydluzajac wycieczke rowerowa; natomiast zimą ze wzgledu na krotszy dzien moze to być mnie atrakcyjne;
    nie kazdy lubiu/czuje sie bezpiecznie jezdzac po zmroku. (i nie ma tu na mysli kwestii odblaskow/swiatelek)

  • Gość: Andrew

    Oceniono 1 raz 1

    Mimo wszystko 9 stopni zimą a latem to 2 różne światy. Zwłaszcza, że latem to raczej dolna, sporadyczna granica a zimą dokładńie odwrotnie. I jeszcze jedna bardzo ważna sprawa. Krótki dzień. Wychodzisz z pracy i już jest noc.

    Ja jeżdżę zawsze, do - 30 *C, ale zdecydowanie jazdy ciemną, nawet względnie ciepłą zimą nie lubię.

  • Gość: joj

    0

    Osobiście się cieszę ze spadku liczby rowerzystów, na wiosnę czy na jesień już bywało tłoczno w Krakowie, teraz łatwo znaleźć pusty stojak ;p

  • Gość: gom1

    0

    W końcu będę mógł oddać rowery do serwisu ;-)

  • Gość: cin1977

    0

    My tu ha ha hi hi, a jak przyp****** w lutym pół metra śniegu to potrzyma do maja...

  • Gość: gom1

    0

    @cin1977: Kalendarzowej ;-)

  • Gość: cin1977

    0

    Jakiej zimy???....

  • Gość: S.

    0

    @Gość: ja - Dokładnie! Swoją drogą ciekawe ile musi kosztować 1 litr paliwa, że tym jadącym na dystansie 2 km przestanie się to kalkulować. Swego czasu myślałem, że tą granicą będzie 6 zł. Pomyliłem się...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX