Z dziennika rowerzysty miejskiego: Biały kruk przy stojaku

To naprawdę rozbudza wspomnienia. Nagle, zupełnie niegotowy, natrafiasz na ulicy na rower, którym jeździłeś blisko 20 lat temu. Mało tego, rower ten jest w stanie idealnym, jakby wprost z Twoich wspomnień.

Coś takiego przytrafiło mi się niedawno. Jeżdżąc po Warszawie i załatwiając sprawy, zajechałem do Muzeum Powstania Warszawskiego. I zanim przypiąłem mój poziom do jednego ze stojaków rowerowych tam stojących, zorientowałem się, że niecałe 10 metrów obok stoi rower jakby wprost z czasów mojej pierwszej komunii.

Co ciekawe, radziecki rower marki MMW 3, faktycznie wygląda jakby pod stojak przyjechał wprost z fabryki w Związku Radzieckim. Jakby zaginął w czasie na dwie dekady i zmaterializował się dopiero pod Muzeum. Każdy detal roweru był jakby prosto z pudełka. Bez najmniejszej rysy, brudu, czy rdzy. Jak to możliwe w rowerze liczącym przeszło dwie dekady? Do dziś nie mam pojęcia!

Odblaski w metalowej obudowie w rowerze MMW 3./fot. Rafał Muszczynko

Zobaczcie te metalowe odblaski na koła, z czasów, gdy nikt nie przejmował się wagą roweru. Dziś już takich nie spotkamy - stąd wiem, że te są fabryczne. Poza tym - mój miał takie same. W odróżnieniu od plastykowych nigdy się nie łamały i nie odkręcały. Wot technika!

Ergonomiczne chwyty to żadna nowość. Rower MMW 3 miał je już w latach 80-tych./fot. Rafał Muszczynko

Jeżeli myśleliście, że ergonomiczne gripy (chwyty) na kierownicy to wymysł najnowszych czasów, a płacenie za nie stu złotych za komplet jest uzasadnione, to również jesteście w błędzie. W Radzieckich rowerach takie innowacje stosowano już w latach 80-tych. I był on standardem. Przynajmniej w MMW3.

A to już pradziadki naszych szybkozamykaczy. Służyły do nie wymagającej narzędzi regulacji wysokości kierownicy, siodełka lub składania roweru. Pamiętam jak dźwignię taka wykorzystywałem jako dzieciak do "zmiany biegów" podczas ganiania po osiedlu za kolegami udającymi uciekających przestępców. Mój rower, podobnie jak ten, był niebieski (identyczny, metaliczny odcień). Na "radiowóz" nadawał się więc idealnie.

Torebka na narzędzia. W komlpecie z rowerem był także zestaw kluczy. /fot. Rafał Muszczynko

Jak już o nie używaniu narzędzi. Rower ten miał też kolejny relikt naszych czasów - skórzaną (lub skajową, pewny nie jestem) torebkę na narzędzia. Klucze z mojego roweru mam do dziś. To prawdziwy pierwowzór obecnych wielofunkcyjnych kluczy-scyzoryków. Tylko, że tamtymi naprawdę dawało się rozebrać cały rower na czynniki pierwsze!

Pompka z aluminium w rowerze MMW 3./fot. Rafał Muszczynko

Jednoślad MMW 3 fabrycznie wyposażony był też w pompkę. W odróżnieniu od pompek rometowskich, ta była z aluminium i była naprawdę porządna. Od polskich pompek różniła się też tym, że pompki nie nakładało się bezpośrednio na wentyl. Połączenie między nimi zapewniał materiałowy wężyk. Aha, rower ten miał wentyle samochodowe - zupełnie jak większość rowerów teraz.

Fabryczne oświetlenie roweru MMW 3. Charakterystyczna lampa i odblask na metalowym błotniku./fot. Rafał Muszczynko

Rower posiadał też fabryczne oświetlenie (poza paskudnymi żółtymi kablami) składające się z charakterystycznej lampy z przodu i typowej w kształcie lampy tylnej. Tylne lampy nie miały łatwego życia - wstawiając rower do wózkowni, do windy, albo manewrując nim na korytarzu łatwo było lampę połamać.

Wytrzymywały za to stalowe błotniki. Tak, sta-lo-we. Ciężkie, ale niemalże pancerne. Nie da się ich porównać z niczym oferowanym dzisiaj na rynku. Żadna gałąź nie była im straszna, a cyklista prędzej przeleciał przez kierownicę po wkręceniu się gałęzi w szprychy niż musiał prostować błotnik.

Pedały z napisem

Rower, który spotkałem posiadał też nóżkę (stopkę) w kolorze ramy i pedały z rozczulającym napisem "Zdziełano w SSSR".

Za taki rower dałbym dziś więcej niż za nowe Wigry 3, z sentymentu. I nie, nie jeździłbym nim na co dzień. Powiesiłbym go nad łóżkiem i napawał się nim co rano, a w pogodne dni ruszałbym nim na Kępę Potocką do parku, by jak za dawnych lat napić się oranżady z saturatora.

A Wy, jaki rower z dawnych lat chcielibyście spotkać na ulicy? Wpisujcie w komentarzach!

Rafał Muszczynko

p.s. Serdecznie dziękuję Grzegorzowi Kozłowskiemu za użyczenie mi aparatu. Dzięki Niemu mam zdjęcia tego wyjątkowego welocypeda.