Rowerowe kulisy śmierci serialowej Hanny Mostowiak

Samochód Hanny Mostowiak, bohaterki tasiemca emitowanego w TVP wpadł w kartony po tym jak piesza z rowerem przechodziła przez jezdnię. Dlaczego piesza nie jechała na rowerze? Czemu nie słychać strzałów w dziesiątej sekundzie? Jak można zginąć wpadając samochodem na puste kartony? Zdradzamy szokujące szczegóły tragicznego wypadku.

Do niedawna myślałem, że nic nie przeskoczy absurdalności zakładania kasków tył na przód cyklistom przez Radomską Policję. Misyjna Telewizja Polska poziomem absurdu sceny z serialu "M jak miłość" wyznaczyła jednak zupełnie nowe standardy jakości.

O co chodzi? O tą scenę. Zobaczcie koniecznie, bo rozwala wprawnym połączeniem absurdalności wybuchów z Rambo, przeskoków w czasoprzestrzeni godnej Gwiezdnych Wojen i dramatyzmem Smerfów. W jednym.

Głowna bohaterka jedzie wiejską drogą, prostą po horyzont. Wzdłuż drogi biegną bariery energochłonne. Bariery w magiczny sposób parę razy pojawiają się i znikają, podobnie jak zabudowania i latarnie. Przeskoki w czasoprzestrzeni?

W tym dynamicznym krajobrazie, bohaterka filmowa, Hanna Mostowiak jedzie z bezpieczną prędkością, mając za sobą drugie auto. Auto z tyłu nagle znika i nie pojawia się ponownie.

Wzdłuż drogi, choć znowu wyglądającej inaczej, idzie dziecko z rowerem. Dlaczego mając perfekcyjnie sprawny pojazd prowadzi go, zamiast nim jechać - nie wiadomo. W pewnej chwili dziecko zaczyna przechodzić przez jezdnię, choć na poprzednim ujęciu widać wyraźnie, że nie ma po co - nie ma tam żadnych zabudowań lub drogi.

Nie wiadomo też dlaczego główna bohaterka widząc dziecko idące drogą, nie zachowuje szczególnej ostrożności i nie bierze poprawki na to, że dziecko na drodze zawsze może zrobić coś nieprzewidywalnego. Jedzie cały czas przy prawej krawędzi drogi, jakby nie mając najmniejszego zamiaru rozpocząć manewru omijania pieszej. Może liczy na kolejny przeskok w przestrzeni lub czasie?

Bohaterka reaguje dopiero, gdy dziecko zaczyna przechodzić przez jezdnię, co ma miejsce, gdy auto jest od kilkuset do dwudziestu metrów od dziecka (zależnie od ujęcia). Auto hamuje i wpada w poślizg boczny, co przy tej prędkości, suchej nawierzchni i prostej drodze jest raczej nieczęste. Dziecko na chwile znika (nie widać go na jezdni w scenie hamowania auta), gdy mija je auto. Droga hamowania auta zresztą jest jakaś nadspodziewanie długa jak na prędkość pojazdu. Na końcu prosta droga bez drzew magicznie zamienia się w skrzyżowanie. Bohaterka wpada bokiem auta w kartony ustawione na nim. Skąd kartony na skrzyżowaniu - nie wiadomo. Auto nie zostaje nawet odrobinę uszkodzone, ale Hanna Mostowiak w środku i tak zginie - z powodu wybiórczej działalności praw fizyki, która spowoduje pęknięcie tętniaka. Cięcie!

Przyznajcie, nie takiego przebiegu zdarzenia się spodziewaliście! Nie wiem, co biorą scenarzyści i producenci "M jak Miłość", ale proszę o podstawienie ciężarówki pełnej tego samego pod budynek redakcji.

Dzieci mordują kierowców?

Zupełnie nieistotne jest jednak to, jak bardzo absurdalna i niedorzeczna jest ta scena. Od teraz tysiące fanów serialu będą święcie przekonane, że małe dziewczynki z rowerkami mordują kierowców samochodów wpychając ich na pudła stojące na skrzyżowaniach. Różnej maści fachowcy od bezpieczniactwa ruchu drogowego będą wpajać nam na forach mity, że tak właśnie wygląda typowy wypadek w kraju. Do tego oczywiście stwierdzą, że piesza była rowerzystką i dlatego trzeba nas ubrać w kaski, kamizelki (mimo, że wypadek był w dzień) i narzucić nam obowiązkowe OC. Tak właśnie działa na niektórych telewizja. Skąd to wiem? Filmik już robi w sieci furorę.

W imieniu wszystkich, którzy będą musieli w realu, niestety już całkiem poważnie, odpowiadać na te bzdury - dziękuję. Dziękuję misyjnej telewizji za szerzenie takiej prawdy, dorzucając przy okazji mocno spóźnione już pozdrowienia za zdjęcie z anteny jedynego programu o rowerach - "Niezłej Jazdy". Aż chce się płacić abonament!

Gdyby babcia miała wąsy!

Zamiast rozprawiać się z tymi absurdami, dorzucę więc zawczasu kilka własnych propozycji. A nuż uda się ją odpowiednio wypromować.

Zatem: Drodzy rodzice, babcie, dziadkowie - pamiętajcie - gdyby dziewczynka z filmiku jechała rowerkiem, zamiast go prowadzić, tej tragedii można by uniknąć. Chodzenie jest złe. I macie na to dowód czarno na białym. Przecież, jak wiadomo, telewizja nie kłamie.

Poza tym, gdyby Hanna Mostowiak jechała autem w kasku, nic by Jej się nie stało. Kask, jak wiadomo powszechnie i bez żadnych badań, zabezpiecza nawet przed spadającymi z nieba kontenerami. Zatem kierowcy - wskakujcie w kaski. I kamizelki - tak na wszelki wypadek. A jeżeli macie wątpliwości, czy warto, z chęcią rozwieją je różnej maści "fachowcy". Także z telewizji.

Rafał Muszczynko