Minister zdrowia ostrzega: Twój SUV ssie. Rower nie

Branża motoryzacyjna (mimo dużych spadków w ostatnich latach) wciąż jest największym klientem agencji reklamowych. W pierwszej połowie 2009 roku koncerny wydały na reklamy samochodów 4,5 miliarda dolarów (rok wcześniej - ponad 6 miliardów!). To, że za takie pieniądze są w stanie wyprodukować coś tak głupiego jak opisywana przez nas niedawno reklama GM naprawdę nie wystawia branży zbyt dobrego świadectwa. Są jednak pomysły, jak wydać te pieniądze lepiej.

Jeszcze kilkanaście lat temu w przestrzeni publicznej pełno było reklam branży tytoniowej, na których piękne, młode kobiety, bądź krzepcy, przystojni mężczyźni, próbowali nam udowodnić, że wystarczy wysupłać parę złoty na paczkę papierosów, by stać się królem życia. Obecnie reklamy takie są niemal całkowicie zakazane, a jeśli się pojawiają, od czarujących widoczków znacznie większe wrażenie robią nieodłączne od nich komunikaty ministra zdrowia podającego naukowe fakty o szkodliwości palenia.

Podobnie jest z alkoholem. Każdy odbiorca reklamy piwa czy wódki otrzymuje również memento: od alkoholu spada potencja, płód może zostać uszkodzony, życie się skraca a zdrowie słabnie. Nie ma w tym żadnej propagandy, jest tylko przywrócenie odpowiednich proporcji - alkohol i nikotyna są w większości świata legalne, ale udawanie, że w dłuższej perspektywie robi się od nich lepiej komukolwiek poza ich producentami i sprzedawcami, wymaga sprostowania.

We Francji idą jeszcze dalej. Od 2007 roku wytwórcy "śmieciowej" żywności mają wybór - albo odsyłać w reklamie do strony internetowej dotyczącej zrównoważonej diety, albo przeznaczać pewien odsetek budżetów reklamowych na specjalny fundusz, z którego finansowane są kampanie wspierające zdrowe żywienie (więcej o tym TUTAJ).

Olivier Schneider z francuskiej organizacji rowerzystów miejskich marzy, aby w podobny sposób opodatkować reklamy motoryzacyjne. Z proponowanego przez niego jednego procenta wydatków reklamowych, który na specjalny fundusz wpłacały korporacje produkujące samochody, finansowano by akcje pokazujące alternatywę dla auta.

- Nie chciałbym jednak kampanii negatywnej w rodzaju "samochody zanieczyszczają powietrze". Wydaje mi się, że znacznie bardziej skuteczna zmiana opinii publicznej może nastąpić w wyniku przekazu pozytywnego - mówi Schneider. - "Spacerowanie jest miłe", "w pociągach można czytać", "rower wzmacnia poczucie szczęścia" - w tym kierunku mogłyby pójść zdaniem Schneidera tematy kampanii.

To oczywiście bardzo szlachetne ze strony Schneidera, choć ja akurat nie miałbym aż takich skrupułów. Z chęcią zobaczyłbym sfinansowane z reklamowych budżetów branży motoryzacyjnej billboardy mówiące - nie, nie złośliwości... prawdę: "Zainwestowałem w nowe auto. 5 minut później byłem 30% w plecy", "Kierowcy samochodów uśmiechają się tylko na reklamach", "Poczucie wolności w 20-kilometrowym korku - bezcenne. Na wszystko inne nie mogę sobie pozwolić, bo spłacam samochód", "Dzięki temu, że codziennie przez 20 minut szukam miejsca postojowego, doskonale poznałem okolicę swojej pracy", "Chodzenie na piechotę jest bez sensu - samochodem mogę być na miejscu prawie tak samo szybko", czy choćby ten piękny plakat (patrz wyżej), którego treść można przetłumaczyć: "Nie utknąłeś w korku - ty tworzysz korek"

A jeszcze lepiej by było, gdyby te teksty, tak jak w przypadku ostrzeżeń antynikotynowych, ozdabiały niebezpieczny produkt (poniżej przykłady odpowiednich nalepek na zderzaki):

"Twój SUV ssie... ropę"

"Zasłużyłem na otyłość"

kom