Trzy doby w siodełku

1200 kilometrów (w tym 600 po górkach, w deszczu i wichurze), kilka tysięcy kolarzy, kilkadziesiąt godzin w siodełku i tylko kilka godzin snu - w niedzielę w stolicy Francji startuje Paris-Brest-Paris, najsłynniejszy brevet, czyli kolarska impreza, w której wygrywa każdy, kto dojedzie do mety w określonym czasie.

 

1200 kilometrów (w tym 600 po górkach, w deszczu i wichurze), kilka tysięcy kolarzy, kilkadziesiąt godzin w siodełku i tylko kilka godzin snu - w niedzielę w stolicy Francji startuje Paris-Brest-Paris, najsłynniejszy brevet, czyli kolarska impreza, w której wygrywa każdy, kto dojedzie do mety w określonym czasie.
120 lat tradycji
Paris-Brest-Paris to jedna z najstarszych imprez kolarskich na świecie, choć jej formuła zmieniała się kilka razy. W 1891 roku został rozegrany jako wyścig. Na starcie stawiło się 206 kolarzy. Jako pierwszy na metę, po 71 godzinach ciągłego pedałowania dojechał Charles Terront. Połowa zawodników nie przejechała całego dystansu.
Organizatorzy wyścigu uznali, że jest on zbyt trudny, by rozgrywać go częściej niż raz na 10 lat. W 1901 roku na trasie z Paryża do najdalej usytuowanego na Zachód miasta Francji i z powrotem wyruszyli zarówno zawodnicy jak i amatorzy uprawiający turystykę rowerową. W ten sposób w PBP po raz pierwszy swój udział zaznaczyli randonneurs -kolarze długodystansowi, dla których od miejsca na podium ważniejszy jest udział.
W kolejnych latach powoli malała liczba zawodowców a wzrastała - kolarzy turystycznych. Zakazano korzystania z pomocy technicznej poza punktami kontrolnymi, dopuszczono do wyścigu kobiety, obok kolarzy jadących na zasadach dowolnej prędkości wprowadzono limit czasowy 96 godzin. Kolejni zwycięzcy zaczęli zbliżać się wynikami do granicy 50 godzin (co wymagało od nich średniej blisko 28 kilometrów na godzinę na całej 1200-kilometrowej trasie!).
Ostatni raz zawodowcy ustawili się na starcie w Paryżu w 1951 roku. Maurice Diot  z czasem poniżej 39 godzin ustanowił rekord wszech czasów. Wtedy też PBP zaczął być rozgrywany co pięć lat i w sposób istotny - tracić na popularności. Renesans przyszedł w latach 60. I trwa do dziś. O ile pięćdziesiąt lat temu w morderczą trasę wyruszało 200-300 osób, o tyle od kilku edycji (PBP jest teraz rozgrywany co cztery lata) na starcie ustawia się 5-7 tysięcy osób. Jedną z nich jest Ireneusz Kozioł, prezes fundacji Randonneurs Polska.
Z Białegostoku do Brestu
Ireneusz ma około 40 lat. - Mieszkam w Polsce i USA. W Stanach jeździłem od pewnego czasu w brevetach, a w Polsce po prostu robiłem sobie wycieczki. Kiedy dwa lata temu postanowiłem wystartować w tegorocznym  PBP okazało się, że nie będę miał jak wystartować w kwalifikacjach - w Polsce nie było brevetów!
Aby wystartować w PBP każdy zawodnik musi w ciągu roku poprzedzającego start przejechać serię brevetów - na 200, 300, 400 i 600 kilometrów. Każdy musi być zaakceptowany przez ACP (Audax Club Parisien - organizację odpowiadającą za przeprowadzenie PBP.
- Napisałem do Francuzów i spytałem ich, czy nie chcą mieć przedstawiciela w Polsce. Powiedziałem, że jeżdżę brevety, jestem członkiem amerykańskiej organizacji. Przysłali mi papiery i w ten sposób ACP zyskał komórkę w Polsce.
Następnie Ireneusz Kozioł powołał ze znajomymi fundację, która od 2010 roku organizuje w Polsce długodystansowe przejazdy rowerowe. Startują najczęściej w Białymstoku. Stamtąd pochodzi Kozioł, tam zna trasy, tam można dość szybko wyjechać z miasta i znaleźć się na pustym, gładkim asfalcie.
22 Polaków na starcie
Poza prezesem fundacji w PBP wystartuje 22 innych Polaków. Praktycznie wszystkich ich poznał na 600-kilometrowym brevecie organizowanym przez Fundację - ukoronowaniu kwalifikacji. - Wielu z nich to byli zawodnicy. Obsada była naprawdę mocna. Często jest tak, że mimo iż to nie wyścig, wielu zawodników i tak się ściga. Tego dnia pierwszą połowę zrobiliśmy ze średnią 32 kilometrów na godzinę.
Sam Kozioł nie trenował kolarstwa. Swoją przygodę z długimi wyjazdami rozpoczął od przejażdżki do Białowieży na piwo: - To było dawno temu. Wsiadłem na górala i pojechałem z Białegostoku do Białowieży. Nie myślałem o tym, że to wyczyn. Jadę, zjadam kilka pierogów, wracam i jest fajnie. Dopiero później dowiedziałem się, że jest grupa ludzi, która robi to w sposób zorganizowany i regularny.
Na dobre z długodystansowymi wyścigami i brevetami Kozioł zetknął się mieszkając w Stanach Zjednoczonych. - Co roku startuję w National 24. To wyścig dwudziestoczterogodzinny w Michigan. Jestem tam jedynym Polakiem, ale to wystarcza, by na starcie powiewała biało-czerwona flaga i grano polski hymn. To bardzo miłe.
Góry, wiatr i gradobicie
Najtrudniejszy dotychczasowy brevet w swojej karierze Kozioł również zaliczył w USA. Był to 600-kilometrowy przejazd w Minnesocie. - Na całej trasie były dość krótkie, ale ostre górki. Dawały kość na podjeździe, ale nie pozwalały odpocząć na zjeździe. Jechałem ponad 30 godzin.
Trasa Paris-Brest-Paris również nie jest łatwa. Kozioł przejechał ją prawie w całości w kwietniu. Trwało to 3 dni. - Praktycznie cała Bretania to pagórki. A do tego bardzo zmienna pogoda. Najpierw złapała mnie burza gradowa. Przez godzinę padał grad wielkości połowy paznokcia. Nie było widać asfaltu - jechałem jak po szutrze. Potem grad się skończył i zaczęła się ośmiogodzinna ulewa - wspomina Kozioł.
W takich sytuacjach randonerzy i randonerki skazani są na siebie. Nie jedzie za nimi wóz techniczny, który poda im kurtkę czy ocieplacze. Wszystko wiozą na rowerze. Łącznie z narzędziami i częściami zapasowymi. Oraz oczywiście oświetleniem - rower musi być w pełni wyposażony, zgodnie z prawem drogowym - brevet odbywa się w normalnym ruchu.
Podwójna owijka robi różnicę
Tego, jak przygotować rower i bagaż do długodystansowego wyjazdu, kolarze uczą się od siebie nawzajem. Ireneusz Kozioł mówi: - kiedyś byłem biorcą tych pomysłów, od kilku lat to u mnie podglądają rozwiązania. W zeszłym sezonie zacząłem stosować dwa rozwiązania dotyczące bagażu. Po pierwsze karbonowy stelaż pod siodełko. Tam jest miejsce na dwa bidony, ale również można masę innych rzeczy do tego przyczepić. Pod tym przyczepiłem jeszcze tytanowy bagażnik, na który wchodzą dwie torby - jedna na górę - z narzędziami i częściami zapasowymi, druga na dół - z ubraniami.
Poza zgodnością z przepisami o ruchu drogowym, rowery nie mają żadnych ograniczeń podobnych do tych, jakie stosuje Światowy Związek Kolarski (UCI). Może startować dowolna maszyna napędzana siłą ludzkich mięśni - rowery szosowe, trekkingowe, górskie, tandemy, trójkołowce, rowery poziome. W 2003 roku Fin Alpo Kuusisto ukończył PBP na hulajnodze.
- Mamy też jednego kolegę, który jeździ brevety na bike friday. To jest składak. Zazwyczaj dojeżdża do mety tuż przed limitem (składak ma jednak małe kółka), ale daje radę.
Jednym słowem nie trzeba inwestować w specjalny rower, aby wziąć udział w brevecie. Nie musi być szybki. Powinien być przede wszystkim wygodny. Ważny jest każdy szczegół. Jak ustawić kierownicę, jakie wybrać buty. Jak położyć owijkę na kierownicy, by nadgarstki nie odmówiły posłuszeństwa po 24 godzinach jazdy. Najdrobniejszy dyskomfort może być bardzo bolesny po kilkuset kilometrach.
Widać nie tylko tylne koło
Co szczególnego jest w brevetach? Ich formuła, szersza od formuły wyścigu, przyciąga większą rzeszę ludzi. Mogą tu startować osoby starsze, z problemami zdrowotnymi czy z niskim progiem mleczanowym, takie, które są wytrzymałe, ale nie mają już tej mocy, która pozwoliłaby im na ściganie się z czołówką. Dość łagodny limit czasu pozwala im wziąć udział w kolarskiej imprezie bez konieczności jechania pod pełną parą. Brevet to również szansa dla tych, którzy po prostu nie lubią się ścigać i wolą oglądać krajobrazy. Podczas wyścigu widać głównie tylne koło zawodnika przed tobą. Podczas brevetu możesz rozglądać się na boki.
Tegoroczny PBP startuje w niedzielę 21 sierpnia. Najpierw na trasę wyjadą najmocniejsi zawodnicy, którzy trasę chcą ukończyć w czasie poniżej 80 godzin. Później ruszą dwie najliczniejsze (nawet do 2000) grupy - ci, którzy zadeklarowali limit 90 godzin. W końcu na trasę, nad ranem w poniedziałek, wyruszą zawodnicy i zawodnicy, którzy chcą przejechać PBP w czasie poniżej 84 godzin. Wśród nich będzie Ireneusz Kozioł.
- Chce mieć jedną noc mniej. Trudno przewidzieć, jak będzie, ale chciałbym jechać bez przerwy na odpoczynek pierwszą połowę, zawrócić i przejechać jeszcze do następnego punktu kontrolnego. Aż nie padnę z nóg.
Jeśli plan się powiedzie i Ireneusz Kozioł dojedzie do Paryża w czasie krótszym niż trzy i pół doby, dostanie medal potwierdzający udział i znajdzie się wśród ponad 20000 tysięcy ludzi, którzy od 1891 roku ukończyli Paris-Brest-Paris. Ale na tym nie kończą się jego marzenia związane z długodystansowym kolarstwem. Chciałby być pierwszym Polakiem, który zakwalifikuje się do RAAM. - Do tego trzeba przejechać samotnie w ciągu doby co najmniej 640 kilometrów. Trochę mi jeszcze brakuje.
Jeśli Paris-Brest-Paris jest trudnym brevetem, to RAAM (Race Across America) wymyka się wszelkim klasyfikacjom. Wyścig rozgrywany jest między zachodnim i wschodnim wybrzeżem USA. Tak samo jak w PBP nie jest podzielony na etapy a czas snu i odpoczynku wliczany jest do czasu przejazdu. Do pokonania jest ponad 6000 kilometrów. Najlepszym zawodnikom zajmuje to osiem dni i kilka godzin.
Kiedy brevet koło was?
Jeśli zainteresowani jesteście ideą brevetów, odwiedźcie strony fundacji Randonneurs Polska. Fundacja zachęca również do organizowania brevetów w innych częściach Polski. Jeśli uda się Wam wymyślić trasę, która ma co najmniej 200 kilometrów i zgłosicie ją do końca września ACP - wasz brevet może stać się częścią międzynarodowego kalendarza takich imprez. Wówczas ludzie z Fundacji z chęcią wam pomogą w organizacji i przeprowadzeniu brevetu.
Tegoroczny PBP możecie śledzić na stronie http://www.parisbrestparis.tv/

 

120 lat tradycji

Paris-Brest-Paris to jedna z najstarszych imprez kolarskich na świecie, choć jej formuła zmieniała się kilka razy. W 1891 roku został rozegrany jako wyścig. Na starcie stawiło się 206 kolarzy. Jako pierwszy na metę, po 71 godzinach ciągłego pedałowania dojechał Charles Terront. Połowa zawodników nie przejechała całego dystansu.

Organizatorzy wyścigu uznali, że jest on zbyt trudny, by rozgrywać go częściej niż raz na 10 lat. W 1901 roku na trasie z Paryża do najdalej usytuowanego na Zachód miasta Francji i z powrotem wyruszyli zarówno zawodnicy jak i amatorzy uprawiający turystykę rowerową. W ten sposób w PBP po raz pierwszy swój udział zaznaczyli randonneurs -kolarze długodystansowi, dla których od miejsca na podium ważniejszy jest udział.

W kolejnych latach powoli malała liczba zawodowców a wzrastała - kolarzy turystycznych. Zakazano korzystania z pomocy technicznej poza punktami kontrolnymi, dopuszczono do wyścigu kobiety, obok kolarzy jadących na zasadach dowolnej prędkości wprowadzono limit czasowy 96 godzin. Kolejni zwycięzcy zaczęli zbliżać się wynikami do granicy 50 godzin (co wymagało od nich średniej blisko 28 kilometrów na godzinę na całej 1200-kilometrowej trasie!).

Ostatni raz zawodowcy ustawili się na starcie w Paryżu w 1951 roku. Maurice Diot  z czasem poniżej 39 godzin ustanowił rekord wszech czasów. Wtedy też PBP zaczął być rozgrywany co pięć lat i w sposób istotny - tracić na popularności. Renesans przyszedł w latach 60. I trwa do dziś. O ile pięćdziesiąt lat temu w morderczą trasę wyruszało 200-300 osób, o tyle od kilku edycji (PBP jest teraz rozgrywany co cztery lata) na starcie ustawia się 5-7 tysięcy osób. Jedną z nich jest Ireneusz Kozioł, prezes fundacji Randonneurs Polska.

Z Białegostoku do Brestu

Ireneusz ma około 40 lat. - Mieszkam w Polsce i USA. W Stanach jeździłem od pewnego czasu w brevetach, a w Polsce po prostu robiłem sobie wycieczki. Kiedy dwa lata temu postanowiłem wystartować w tegorocznym  PBP okazało się, że nie będę miał jak wystartować w kwalifikacjach - w Polsce nie było brevetów!

Aby wystartować w PBP każdy zawodnik musi w ciągu roku poprzedzającego start przejechać serię brevetów - na 200, 300, 400 i 600 kilometrów. Każdy musi być zaakceptowany przez ACP (Audax Club Parisien - organizację odpowiadającą za przeprowadzenie PBP.

- Napisałem do Francuzów i spytałem ich, czy nie chcą mieć przedstawiciela w Polsce. Powiedziałem, że jeżdżę brevety, jestem członkiem amerykańskiej organizacji. Przysłali mi papiery i w ten sposób ACP zyskał komórkę w Polsce.

Następnie Ireneusz Kozioł powołał ze znajomymi fundację, która od 2010 roku organizuje w Polsce długodystansowe przejazdy rowerowe. Startują najczęściej w Białymstoku. Stamtąd pochodzi Kozioł, tam zna trasy, tam można dość szybko wyjechać z miasta i znaleźć się na pustym, gładkim asfalcie.

22 Polaków na starcie

Poza prezesem fundacji w PBP wystartuje 22 innych Polaków. Praktycznie wszystkich ich poznał na 600-kilometrowym brevecie organizowanym przez Fundację - ukoronowaniu kwalifikacji. - Wielu z nich to byli zawodnicy. Obsada była naprawdę mocna. Często jest tak, że mimo iż to nie wyścig, wielu zawodników i tak się ściga. Tego dnia pierwszą połowę zrobiliśmy ze średnią 32 kilometrów na godzinę.

Sam Kozioł nie trenował kolarstwa. Swoją przygodę z długimi wyjazdami rozpoczął od przejażdżki do Białowieży na piwo: - To było dawno temu. Wsiadłem na górala i pojechałem z Białegostoku do Białowieży. Nie myślałem o tym, że to wyczyn. Jadę, zjadam kilka pierogów, wracam i jest fajnie. Dopiero później dowiedziałem się, że jest grupa ludzi, która robi to w sposób zorganizowany i regularny.

Na dobre z długodystansowymi wyścigami i brevetami Kozioł zetknął się mieszkając w Stanach Zjednoczonych. - Co roku startuję w National 24. To wyścig dwudziestoczterogodzinny w Michigan. Jestem tam jedynym Polakiem, ale to wystarcza, by na starcie powiewała biało-czerwona flaga i grano polski hymn. To bardzo miłe.

Góry, wiatr i gradobicie

Najtrudniejszy dotychczasowy brevet w swojej karierze Kozioł również zaliczył w USA. Był to 600-kilometrowy przejazd w Minnesocie. - Na całej trasie były dość krótkie, ale ostre górki. Dawały kość na podjeździe, ale nie pozwalały odpocząć na zjeździe. Jechałem ponad 30 godzin.

Trasa Paris-Brest-Paris również nie jest łatwa. Kozioł przejechał ją prawie w całości w kwietniu. Trwało to 3 dni. - Praktycznie cała Bretania to pagórki. A do tego bardzo zmienna pogoda. Najpierw złapała mnie burza gradowa. Przez godzinę padał grad wielkości połowy paznokcia. Nie było widać asfaltu - jechałem jak po szutrze. Potem grad się skończył i zaczęła się ośmiogodzinna ulewa - wspomina Kozioł.

W takich sytuacjach randonerzy i randonerki skazani są na siebie. Nie jedzie za nimi wóz techniczny, który poda im kurtkę czy ocieplacze. Wszystko wiozą na rowerze. Łącznie z narzędziami i częściami zapasowymi. Oraz oczywiście oświetleniem - rower musi być w pełni wyposażony, zgodnie z prawem drogowym - brevet odbywa się w normalnym ruchu.

Podwójna owijka robi różnicę

Tego, jak przygotować rower i bagaż do długodystansowego wyjazdu, kolarze uczą się od siebie nawzajem. Ireneusz Kozioł mówi: - kiedyś byłem biorcą tych pomysłów, od kilku lat to u mnie podglądają rozwiązania. W zeszłym sezonie zacząłem stosować dwa rozwiązania dotyczące bagażu. Po pierwsze karbonowy stelaż pod siodełko. Tam jest miejsce na dwa bidony, ale również można masę innych rzeczy do tego przyczepić. Pod tym przyczepiłem jeszcze tytanowy bagażnik, na który wchodzą dwie torby - jedna na górę - z narzędziami i częściami zapasowymi, druga na dół - z ubraniami.

Poza zgodnością z przepisami o ruchu drogowym, rowery nie mają żadnych ograniczeń podobnych do tych, jakie stosuje Światowy Związek Kolarski (UCI). Może startować dowolna maszyna napędzana siłą ludzkich mięśni - rowery szosowe, trekkingowe, górskie, tandemy, trójkołowce, rowery poziome. W 2003 roku Fin Alpo Kuusisto ukończył PBP na hulajnodze.
- Mamy też jednego kolegę, który jeździ brevety na bike friday. To jest składak. Zazwyczaj dojeżdża do mety tuż przed limitem (składak ma jednak małe kółka), ale daje radę.

Jednym słowem nie trzeba inwestować w specjalny rower, aby wziąć udział w brevecie. Nie musi być szybki. Powinien być przede wszystkim wygodny. Ważny jest każdy szczegół. Jak ustawić kierownicę, jakie wybrać buty. Jak położyć owijkę na kierownicy, by nadgarstki nie odmówiły posłuszeństwa po 24 godzinach jazdy. Najdrobniejszy dyskomfort może być bardzo bolesny po kilkuset kilometrach.

Widać nie tylko tylne koło

Co szczególnego jest w brevetach? Ich formuła, szersza od formuły wyścigu, przyciąga większą rzeszę ludzi. Mogą tu startować osoby starsze, z problemami zdrowotnymi czy z niskim progiem mleczanowym, takie, które są wytrzymałe, ale nie mają już tej mocy, która pozwoliłaby im na ściganie się z czołówką. Dość łagodny limit czasu pozwala im wziąć udział w kolarskiej imprezie bez konieczności jechania pod pełną parą. Brevet to również szansa dla tych, którzy po prostu nie lubią się ścigać i wolą oglądać krajobrazy. Podczas wyścigu widać głównie tylne koło zawodnika przed tobą. Podczas brevetu możesz rozglądać się na boki.

Tegoroczny PBP startuje w niedzielę 21 sierpnia. Najpierw na trasę wyjadą najmocniejsi zawodnicy, którzy trasę chcą ukończyć w czasie poniżej 80 godzin. Później ruszą dwie najliczniejsze (nawet do 2000) grupy - ci, którzy zadeklarowali limit 90 godzin. W końcu na trasę, nad ranem w poniedziałek, wyruszą zawodnicy i zawodnicy, którzy chcą przejechać PBP w czasie poniżej 84 godzin. Wśród nich będzie Ireneusz Kozioł.

- Chce mieć jedną noc mniej. Trudno przewidzieć, jak będzie, ale chciałbym jechać bez przerwy na odpoczynek pierwszą połowę, zawrócić i przejechać jeszcze do następnego punktu kontrolnego. Aż nie padnę z nóg.

Jeśli plan się powiedzie i Ireneusz Kozioł dojedzie do Paryża w czasie krótszym niż trzy i pół doby, dostanie medal potwierdzający udział i znajdzie się wśród ponad 20000 tysięcy ludzi, którzy od 1891 roku ukończyli Paris-Brest-Paris. Ale na tym nie kończą się jego marzenia związane z długodystansowym kolarstwem. Chciałby być pierwszym Polakiem, który zakwalifikuje się do RAAM. - Do tego trzeba przejechać samotnie w ciągu doby co najmniej 640 kilometrów. Trochę mi jeszcze brakuje - mówi Kozioł.

Jeśli Paris-Brest-Paris jest trudnym brevetem, to RAAM (Race Across America) wymyka się wszelkim klasyfikacjom. Wyścig rozgrywany jest między zachodnim i wschodnim wybrzeżem USA. Tak samo jak w PBP nie jest podzielony na etapy a czas snu i odpoczynku wliczany jest do czasu przejazdu. Do pokonania jest ponad 6000 kilometrów. Najlepszym zawodnikom zajmuje to osiem dni i kilka godzin.

Kiedy brevet koło was?

Jeśli zainteresowani jesteście ideą brevetów, odwiedźcie strony fundacji Randonneurs Polska. Fundacja zachęca również do organizowania brevetów w innych częściach Polski. Jeśli uda się Wam wymyślić trasę, która ma co najmniej 200 kilometrów i zgłosicie ją do końca września ACP - wasz brevet może stać się częścią międzynarodowego kalendarza takich imprez. Wówczas ludzie z Fundacji z chęcią wam pomogą w organizacji i przeprowadzeniu brevetu.

Tegoroczny PBP możecie śledzić na stronie http://www.parisbrestparis.tv/

Konrad Olgierd Muter