Karta rowerowa - dlaczego robimy to tak bardzo źle?

Rafał Muszczynko
11.08.2011 11:55
Mobilne miasteczko ruchu drogowego

Mobilne miasteczko ruchu drogowego (Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja)

Wyobraźcie sobie, że zdając na prawo jazdy ćwiczycie i zdajecie egzamin tylko na placu manewrowym, bez zobaczenia ulicy. W dodatku uczy i egzaminuje was osoba na co dzień nie jeżdżąca. Chore? Tak właśnie wygląda szkolenie na kartę rowerową!

System nauki jazdy rowerem w Polsce w zasadzie powinien zostać zbudowany od nowa. Obecny jest archaiczny, niedostosowany do rzeczywistych potrzeb i może być przyczyną wielu wypadków.

Karta rowerowa? Przeżytek

Po pierwsze przeżytkiem jest dokument zwany karta rowerową. W państwach takich jak Holandia, czy Dania, gdzie ruch rowerowy jest największy i które mogą poszczycić się znacznie wyższym poziomem bezpieczeństwa na drogach, czegoś takiego jak karta rowerowa nie ma. Zamiast karty rowerowej stosuje się tam obowiązkowe zajęcia dla dzieci w szkole, obejmujące naukę bezpiecznego poruszania się po drodze pieszo i na rowerze.

Różnica jest kolosalna - u nas nauka na kartę rowerową jest dobrowolna, tam w nauce bezpiecznych zachowań na drodze uczestniczą praktycznie wszystkie dzieci. Nawet takie, które dziś roweru nie mają i którego rodzice dziś uważają to za fanaberię. To powoduje, że gdy dziecko wsiada na rower w późniejszym wieku, ma odpowiednią wiedzę. A ponieważ szkolenie jest dla wszystkich dzieci, nie ma potrzeby wydawać papierków i kłopotać Policji późniejszym ich sprawdzaniem.

Prawdziwe szkolenie w prawdziwym ruchu

Miasteczko ruchu drogowego to sterylne warunki dróg bez dziur, pieszych aut, czy popełniających błędy kierowców.

Drugą różnicą pomiędzy Polską a Zachodem jest miejsce, gdzie uczy się dzieci jeździć. U nas, dla wygody szkolących, zarówno nauka jak i egzamin odbywa się w w sterylnych, symulowanych warunkach, które na drodze w zasadzie się nie zdarzają.

Na Zachodzie nauka, odbywa się w normalnym ruchu miejskim. Obejmuje ona jazdę po rondzie, jazdę ulicami o niewielkim i uspokojonym ruchu, jazdę drogą rowerową oraz przez skrzyżowanie równorzędne oraz z pierwszeństwem przejazdu.

Trasy zwykle wytyczana jest w okolicach szkoły, co ma kilka zalet. Po pierwsze uczy dzieci poruszania się po drogach, które będą w przyszłości pokonywać. Po drugie przyzwyczaja kierowców do obecności dzieci na rowerach w okolicy szkoły co jest dalece skuteczniejszym sposobem na powstrzymanie zapędów kierowców niż najbardziej kanarkowe znaki.

Nauczyć może tylko umiejący

Jakie doświadczenie w praktycznej jeździe rowerem ma statystyczny Policjant?

U nas najczęściej szkolenie związane ze zdobywaniem umiejętności jazdy rowerem prowadzą osoby, które same na co dzień rowerem nie jeżdżą. Osoby te nie mają wiedzy praktycznej, ani doświadczenia co zrobić w nietypowej sytuacji na drodze. Nie mogą przekazać niezbędnej wiedzy, bo sami jej nie mają. Zamiast tego zajęcia wypełniają więc poważnie brzmiącymi groźbami o konieczności jazdy chodnikiem, noszenia kasku i kamizelki i innymi mitami.

W krajach o większej kulturze rowerowej szkolenie i egzamin zazwyczaj prowadzi osoba na co dzień jeżdżąca rowerem i korzystająca z niego w dojazdach do pracy. Osoba taka potrafi skutecznie ocenić, czy dane zachowanie dziecka na ulicy  było bezpieczne i dlaczego. Potrafi z doświadczenia podpowiedzieć zachowania bezpieczniejsze i łatwiejsze lub zwrócić uwagę na drobiazgi i rzeczy, na które najlepiej wyszkolony policjant-teoretyk uwagi by nie zwrócił.

Nie tylko dzieci

Nieprawdą jest, że rowerem jeżdżą tylko dzieci.

Policyjny System Ewidencji Wypadków i Kolizji wskazuje, że jedynie 30 procent rowerzystów biorących udział w zdarzeniach drogowych to dzieci i młodzież do 20 roku życia. 66 procent zabitych rowerzystów to osoby dorosłe w wieku powyżej 50 lat. Niestety, w naszym kraju nie ma żadnego systemu szkoleń nauki jazdy rowerem dla dorosłych!

Osoby takie nie mają szansy uczestniczyć w kursie na kartę rowerową. Szkolenia na karty odbywają się wyłącznie w podstawówkach i gimnazjach, a ich program nauczania i materiały dydaktyczne dostosowane są do wieku dziesięcio- i trzynastolatków. Także Wojewódzkie Ośrodki Ruchu Drogowego egzaminujące na prawa jazdy nie posiadają oferty dla osób chcących nauczyć się jeździć rowerem, która (tu banał) bardzo różni się od jazdy samochodem, a więc nie może być zastąpiona kursem na prawo jazdy, czy materiałami z tegoż.

Niestety, uczone na karty rowerowe dzieci (czyli nie wszystkie!), osobami w wieku najbardziej zagrożonym wypadkiem rowerowym będą dopiero za 40-50 lat. Nie powinniśmy biernie czekać na ten moment, lecz już dziś zacząć wprowadzać zmiany zmierzające do stworzenia prawdziwego systemu nauki jazdy rowerem. To niezbędne, by na naszych drogach było bezpieczniej.

Rafał Muszczynko

Przyłącz się wirtualnie do akcji POLSKA NA ROWERY - załóż i pisz bloga!
Komentarze (31)
Zaloguj się
  • avatar

    Gość: gom1 (weekendowo)

    Oceniono 16 razy 14

    Czemu trzeba zapinać pasy? To proste: udowodniono, że ich zapinanie ma pozytywny wpływ na bezpieczeństwo. Wobec kasków rowerowych takich dowodów nie ma..

  • avatar

    Gość: roweroraffi

    Oceniono 13 razy 13

    Tu nie ma co dyskutować. Mlml jak chce, to niech kask nosi nawet do łazienki (można się poślizgnąć, a muszla twarda) - nikt Mu tego przecież nie zabrania!

    Tylko niech on nie zabrania nam jeździć bez kasku. To powinien być wolny wybór każdego z nas.

  • avatar

    Gość: gom1

    Oceniono 14 razy 8

    Kilka tygodni temu wyłożyłem się na jezdni (deszcz) wchodząc w zakręt. Skutki? Otarcie na kostce, kolanie i łokciu, uszkodzona manetka przerzutki, przestawiona lampka przednia. A co z kaskiem? Nie miałem. Pewnie, gdybym miał, do wywrotki by nie doszło ;-)

  • avatar

    Gość: divak2

    Oceniono 4 razy 4

    @mlml:
    "Spotkałem się w przypadkiem gościa, który raz nie założył kasku, przewrócił się przy małej prędkości i uderzył tyłem głowy o krawężnik. Rezultat: śpiączka."

    Ależ o tym właśnie piszę - kask chroni przed skutkami upadków przy małej prędkości. Przy większej już nie bardzo. Patrz przypadek Woultera Weyladndta w ostatnim Giro d'Italia - przy 85 km/h upadł, doznał złamania podstawy czaszki i zmarł po 40 minutach. Ratownicy rozcinali jego kask, by dostać się do złamania. Równie dobrze w przeniesieniu się na tamten świat może pomóc złamanie kręgosłupa, albo uraz jamy brzusznej, przed czym kask nie chroni w ogóle.

  • avatar

    Gość: heraldyk

    Oceniono 4 razy 4

    Tak swoją drogą to z zajęć dla dorosłych (t.j. po 35 roku ) mamy najczęściej tylko angielski (w ramach Uniwersytetu III wieku) i może tańce towarzyskie. Nie ma u nas kultury by robić cokolwiek dla ludzi dorosłych - kończysz studia, praca i dzieci to twoja rozrywka, czasem piwo z kolegami. A jazdy na rowerze powinno się mieć okazję nauczyć w dowolnym wieku. Może się okazać że stanie się to naprawdę zdrowym hobby.

  • avatar

    Gość: bearowaty

    Oceniono 4 razy 2

    wobec kasków dowody są i wskazują że kask w ruchu miejskim nic nie daje. Ba, nawet pogorsza bezpieczeństwo. Chętni niech sobie poszukają testów w guglach to lepiej zapamiętają.

  • avatar

    Gość: roweroraffi

    Oceniono 4 razy 2

    mlml - to gniew źle skierowany. Jak nie chcesz zapinać pasów to zrób sobie papier o przeciwwskazaniach zdrowotnych, albo walcz o zmianę prawa, by nie musieć ich zapinać.

    A nie wyżywasz się na innych, którzy mają pojazd zapewniający wolność i starasz się utrudnić im życie tylko dlatego, że twoje jest kiepskie.

  • avatar

    Gość: rwr

    Oceniono 2 razy 2

    Egzamin zawsze można robić na ulicach o uspokojonym ruchu i lepszych drogach rowerowych - mniejsze ryzyko, a bliżej życia niż zamknięty placyk. Można zrobić też podobnie jak przy egzaminie na motor - za dzieciakiem jechałby na rowerze egzaminator i w razie czego powstrzymał od zrobienia sobie krzywdy. Ocena powinna się liczyć do średniej.
    Co jeśli ktoś nie umie jeździć na rowerze? Powinien mieć możliwość jechania na trójkołowcu, albo zdawać sam test teoretyczny.

  • avatar

    Gość: roweroraffi

    Oceniono 1 raz 1

    @gom1 - Dokładnie, co do kasków, to owszem - chronią podczas wywrotki w lesie. Jak się ma szczęście, bo można upaść na pieniek twarzą i skończyć bez zębów pomimo kasku (jak moja koleżanka). Przed 1,5t rozpędzonej blachy kask już nie ochroni. Nie wierzysz? Wyskocz na beton, na główkę, w kasku z 3-4 piętra. Wtedy podobne siły działają.

    @mlml - A ja spotkałem gościa bez nogi. Ale nie wyciągam z tego powodu wniosków, że wszyscy mają tylko jedną nogę i potrzebują protez. Nie rozciągaj pojedynczej, wyjątkowej sytuacji na całą populację. To klasyczna i mało skuteczna manipulacja. A kasku nikt Ci nie broni zakładać.

    @fietsmaster - tego co piszesz nijak nie potwierdzają fakty. Spójrz na artykuł "bezpieczeństwo rowerzysty a mitologia". Tam się rozprawiam z mitami takimi jak Twoje za pomocą policyjnych statystyk.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX