Niemcy - rowerem na sabat

Miej się na baczności, rowerzysto zdążający w Góry Harcu! Nie bez powodu to właśnie tam Mefistofeles przyprowadził Fausta w noc Walpurgii. Obecność widm na najwyższym szczycie jest potwierdzona naukowo
Wiadomo, że moda na wycieczki rowerowe przybyła do nas z Zachodu. Lecz czy zastanawialiście się kiedyś - którędy? Tego nikt nie wie dokładnie, podobnie jak nikt nie wie, kto właściwie zaszczepił ten pozytywny trend na postkomunistycznej ziemi. Najnowsze odkrycia wskazują jednak w sposób jednoznaczny, że rowerowe szaleństwo przedostało się na wschodnią stronę żelaznej kurtyny przez szczyt Brocken w górach Harcu (co wyjaśnia, dlaczego taką popularnością cieszą się u nas rowery górskie), a stało się to za sprawą czarownic.

PoHarcować na rowerze

Brocken, do niedawna przecięty granicą dzielącą Niemcy wschodnie od zachodnich, od niepamiętnych czasów był punktem zbornym germańskich wiedźm oraz wszelkich złych mocy, które upodobały sobie ten szczyt i zwykły urządzać na nim huczne sabaty. Ponieważ jednak świat magiczny nie pozostaje w tyle za światem racjonalnym, czarownice, idąc za przykładem europejskich kobiet, dawno już zmieniły styl życia, a wraz z nim - środek transportu. Jazda na tradycyjnej miotle zupełnie już wyszła z mody. Nowoczesna, aktywna, dbająca o formę i sylwetkę czarownica przybywa na Brocken na rowerze.

W każdym razie taki obraz dziarsko pedałującej wiedźmy przedstawiają tabliczki, którymi oznaczony jest szlak rowerowy wokół Gór Harcu. Trasa ta stanowi naturalną oś wycieczek po tym regionie, a dobra sposobność do jej przemierzenia nadarza się w tym roku dwukrotnie. W czerwcu (od 13 do 21, czyli w tydzień Bożego Ciała) i w sierpniu (od 22 do 30) wyrusza z Polski rowerowa wyprawa na "Pętlę czarownic" (więcej informacji na ten temat znajdziecie na stronie internetowej www.cycling.pl), którą Maciej Zimowski (tel. 012 292 140), organizator wędrówek rowerowych po Europie, poleca wszystkim miłośnikom tej formy aktywnego wypoczynku jako świetną okazję, by "trochę poHarcować".

Góry Harcu to doskonałe miejsce zarówno dla "spokojnych", jak "wyczynowych" cyklistów. Określenie "góry" może wprawdzie z początku wydawać się trochę zbyt szumne - widziane z daleka harceńskie wyniosłości wyglądają raczej na pasmo łagodnych wzgórz - nie należy jednak dać zwieść się pozorom. Przy bliższym poznaniu ukształtowanie terenu ujawnia prawdziwie górski dramatyzm. Skądinąd Brocken, najwyższy szczyt masywu, jest już górą z prawdziwego zdarzenia: jego wysokość to 1142 m n.p.m. Prawie 800 metrów wysokości względnej legendarnego szczytu nie przeszkadza jednak w możliwości zdobycia go na dwóch kółkach. Jeśli czarownice mogą, to możemy i my.

Podział ścieżek rowerowych ze względu na stopień trudności jest tu wręcz genialny w swej prostocie: łatwo jest na głównym szlaku, trudno - na bocznych. Licząca 350 kilometrów długości główna "trasa z czarownicą" idealnie nadaje się na spokojną tygodniową wędrówkę, którą można, a nawet trzeba, połączyć ze zwiedzaniem zamków (lub ich ruin) na szczytach, a także pełnych uroku starych miasteczek. Najbardziej oblegana przez turystów jest miejscowość Wernigerode, lecz jest tu też Stolberg, zwany perłą południowego Harcu, dawny cesarski kurort Bad Harzberg i inne urodziwe miasteczka, niektóre zachowane w stanie prawie niezmienionym od czasów średniowiecza. Wszędzie malowniczy mur pruski, kolorowe ściany domków, wąskie uliczki i butiki pełne pamiątkowych czarownic.

Tajemnicze widmo

Od głównego szlaku odchodzą, prowadząc pod górę, odgałęzienia, którymi wszyscy poszukiwacze rowerowych wyzwań i silniejszych wrażeń mogą zapuścić się w głąb masywu, w tym na osławiony Brocken. Nawiasem mówiąc, na sabatowy szczyt można też wjechać kolejką wąskotorową wyposażoną podobnie jak inne "wąskotorówki" w górach Harcu w specjalne wagoniki do przewozu rowerów.

Na szczycie oprócz nagłej zmiany klimatu (chłód, mgła i nader częste deszcze) przy sprzyjających warunkach atmosferycznych można zauważyć również niezwykłe zjawisko, które ma wprawdzie bardzo proste wyjaśnienie naukowe, lecz zanim je uzyskało, niejednemu wędrowcowi musiało wydać się nadprzyrodzone. Może się mianowicie zdarzyć, że stojąc tyłem do zachodzącego (lub wschodzącego) słońca, ujrzymy przed sobą zjawę zwaną widmem Brockenu: ogromnej wielkości sylwetkę ludzką na tle chmury lub mgły. Lecz - nawet jeśli ktoś nie ma zaufania do naukowców - wystarczy spojrzeć na majaczącą obok, powiększoną do równie gigantycznych rozmiarów, sylwetkę roweru, by przekonać się, że widmem Brockenu jest nasz własny cień.

Monika Witkowska
Więcej o: