Skomentuj:
Komentarze (4)
-
Didn't know the forum rules allowed such birllinat posts.
-
To prawda, ja również wsiadam "na dziadka". Pamiętam, jak byłem mały, tak właśnie na swojego pięknego enerdowskiego "Diamanta" wsiadał mój dziadek. Teraz i mnie zdarza się jeździć rowerze. Cud techniki, 50 lat i bije na głowę pozbawione dobrego smaku i kunsztu współczesne górale. Na początku nie potrafiłem wsiadać "na dziadka" - nie mogłem utrzymać równowagi. Teraz, gdy już mi to wychodzi, czynię to jak najczęściej, bo to sposób z klasą - z gracją, tak jak z gracją są klasyczne rowery miejskie (codziennie jeżdżę holendrem, ale mam także 2 zabytkowe rowery niemieckie, które mają trochę inną geometrię ramy i bardziej mi się podobają). Pozdrawiam serdecznie wszystkich młodych, którym także "wsiadanie" na dziadka jest nieobce. A "stare dziadki" na Wigrach imponują mi o wiele bardziej, niż "młodzi i gniewni", mknący z zawrotną prędkością chodnikami, bez jakiejkolwiek kultury omijając przechodniów. I te górale, co kilka tys. km. napęd do wymiany... pfff... ech, nowoczesności, jakżeś nonsensowna!
-
Akurat ja uważam wsiadanie "na dziadka" za bardzo eleganckie, z klasą i wygodne, szczególnie jeśli mamy lewy pedał uniesiony w górze. Następując na niego od razu zaczynamy jechać, więc nie ma potrzeby odpychania się od ziemi. A jazda jak na hulajnodze przydaje się gdy trzeba rower gdzieś przestawić.
Za to najbardziej brawurowe metody zsiadania to: wyskok z wybiciem z lewej nogi i wyrzutem prawej do góry, przerzut prawej nogi nad kierownicą, albo akrobatyczne salto na kierownicy. ;) -
"opieranie się lewą nogą na pedale, rozpędzanie roweru jak na hulajnodze i wówczas przerzucanie prawej nogi na drugą stronę ramy" - tak wsiadają na rower tylko dziadki, a i to rzadko.
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX














