Pierwsze wrażenia z jazdy Kross Vento 3.0 - 260 km [TEST]

Od polskiego producenta rowerów Kross z Przasnysza, nasza redakcja dostała na test długodystansowy rower szosowy Kross Vento 3.0. Za nami pierwsze 260 km.

Pod koniec roku zamieścimy obszerny test tego modelu, ale na bieżąco będziemy donosić wam jak spisuje się ten rower.

Vento już w redakcjifot. MB

Pierwszą rzeczą jaką zrobiłem po rozpakowaniu i złożeniu roweru było zamontowanie pedałów SPD. Jeżdżę w butach MTB, więc pedały to Shimano PD-M 520 - najprostszy model japońskiego producenta. Co prawda nie dają takiej stabilizacji stopy jak wersja szosowa, ale nie popadajmy w paranoję - jestem rowerzystą miejskim i turystą, nie sportowcem. Offroadowy system na szosie mi całkowicie wystarczy.

Pierwsze kilometry Vento nawinęło na swoje koła po mieście. Niedzielny wyjazd na bezalkoholowe piwko na nadwiślane bulwary (20 km) oraz dojazd z domu do redakcji i z powrotem (40 km). To było typowe zapoznanie się, czas na regulacje, na zgranie się człowieka ze sprzętem. Dzięki tym przejażdżkom mostek został odwrócony tak, by patrzył w górę, a dzięki temu kierownica mogła być trochę wyżej. Baranek został ustawiony w taki sposób, by nie trzeba było mocno się pochylać, a chwyt był pewny i komfortowy. Troszkę czasu zajęło mi szukanie optymalnej pozycji wysokości siodełka ale i z tym sobie w końcu poradziłem. Opony zostały napompowane do 6 atmosfer (max dla opon Shwalbe Lugano to 8 atm.), tak by zapewnić jakikolwiek komfort jazdy.

6 atmosfer w oponachfot. Adam Sypniewski rowereo.pl

Montaż koszyka na bidon, kompletu oświetlenia od firmy Mactronic (Tripper + Red Edge) oraz licznika i rower uznałem za gotowy. Gotowy do czego? Otóż przed nim chrzest bojowy, czyli Tour de Tatry - ponad 200 km wokół tego pięknego pasma.

Jak sprawdził się sprzęt?

Otóż objazd Tatr zajął mi w sumie ponad 12 godzin czystej jazdy, w które pokonałem dokładnie 222 km. Przed wyjazdem obawiałem się o moje nadgarstki z powodu zupełnie innej pozycji niż na moim rowerze (Cube Attention). Jednak pozycja ta okazała się całkiem wygodna. Otóż częsta zmiana chwytu, których to na baranku jest nieskończona prawie liczba, pozwoliła na odciążenie nieprzyzwyczajonych nadgarstków. Jedynie przydałoby się, żeby owijka na kierownicy była trochę grubsza i dzięki temu bardziej tłumiła drgania generowane przez jazdę po nierównym asfalcie. Niestety aluminiowa rama, mimo wyposażenia w carbonowy widelec, przenosi każdą najmniejszą nierówność na ciało rowerzysty, czy to przez kierownicę, czy przez siodełko.

Kross Vento 3.0fot. MB

Siodło dało mi w kość - i dosłownie, i w przenośni. Pod koniec drugiego dnia jazdy czułem jakbym siedział na metalowej rurze ogrodzenia, nie na siodełku rowerowym - a to wszystko mimo spodni z pampersem. Nie uważam, że jest to wina roweru - po prostu każdy ma inną miednicą, inny tyłek, do którego powinien dobrać odpowiednie siodło.

Rower okazał się bardzo łatwy w pilotażu. Na górskich serpentynach prowadził się wyśmienicie - chodzi oczywiście o zjazdy. Prędkość maksymalna, jaką udało mi się osiągnąć to prawie 77 km/h. Przy tej szybkości rower prowadził się jak po sznurku - żadnych tendencji do wierzgania kierownicą i innych niekontrolowanych ruchów. Pod górę za to zabrakło mu miękkich przełożeń. 34 - 27 to zdecydowanie za twardo jak dla amatora na 12 procentowe podjazdy... Po kilku takich po prostu odcięło mi nogi.

Podjazd na 12%fot. Adam Sypniewski rowereo.pl

Największy ból Vento to słabe hamulce. Ogromna prędkość osiągana na zjazdach nie dawała się poskromić hamulcom obręczowym Sora BR-3500. Na niejednym zakręcie miałem strach w oczach - wytracę tę prędkość, czy jednak nie... Obyło się na szczęście bez przykrego incydentu. Wiem, że hamulce muszą się dotrzeć, ale wątpię, żeby ich moc i dozowalność poprawiła się o 50%, a tyle by się przydało. Sprawne hamulce potrzebne są nie tylko w górach, ale i na mieście, na treningach, dosłownie wszędzie...

W hamowaniu nie pomagały też obręcze, których nieprecyzyjne miejsce łączenia generowało nieprzyjemny stukot i wprawiało rower w wibracje. Jeżeli już jesteśmy przy obręczy, to tylna nie wytrzymała obciążenia (ja plus plecak to ponad 100 kg) i delikatnie się scentrowała. Jetem jednak pewien, że na pierwszym przeglądzie usterka ta zostanie bez śladu usunięta.

Opony Schwalbe Lugano Kevlar Guard w rozmiarze 700 - 25c spisały się wyśmienicie, zapewniły trzymanie w zakrętach, pozwalały się napędzić, ale przede wszystkim nie złapałem gumy.

Przerzutki grupy Sora działały perfekcyjnie. Wszystko "chodzi" delikatnie za dotknięciem klamkomanetek.

klamkomanetkifot. MB

Pod koniec drugiego dnia górskiej jazdy - gdzieś przy przebiegu 180 km na najtwardszym przełożeniu, zacząłem słyszeć charakterystyczne pykanie rozregulowanej przerzutki, ale to całkowicie normalne - nowy rower musi się ułożyć.

Rower idzie na pierwszy przegląd do autoryzowanego serwisu Kross, a po nim - jeździmy dalej.

Kross Vento 3.0 - podsumowanie po 260 km:

+ wspaniałe prowadzenie nawet przy dużych prędkościach

+ wygodna pozycja

+ świetnie działające przerzutki

+ niska masa

+ bardzo dobre opony

+ światowy design

- niewystarczające tłumienie drgań nierówności jezdni

- słabe hamulce

- twarde przełożenie pierwszego biegu

- obręcze podatne na scentrowanie

Dane techniczne na stronie producenta

Więcej o:
Komentarze (4)
Pierwsze wrażenia z jazdy Kross Vento 3.0 - 260 km [TEST]
Zaloguj się
  • Marek Jarosz

    0

    Jak mamy ocenić ten "światowy design" skoro w artykule nie ma żadnego zdjęcia roweru W CAŁOŚCI? Po zdjęciach kierownicy? Czy po zdjęciu roweru w foliach? A może po tym zdjęciu gdzie Kross zasłonięty jest przez drugi rower?

  • rowerowy365

    0

    Szkoda, że KROSS tak się ceni. Trochę za drogo jak na taki sprzęt.

  • dysan112

    0

    Co do trasy na testy to polecam Wrocław - Pietrzykowice - Krzeptów - Pustków Żurawski - Stary Zamek - Rogów Sobócki - Sobótka - Sulistowiczki - Przełęcz Tąpadła - Wiry - Świdnica - Witoszów Dolny - Witoszów Górny - Pogorzała - Szczawno Zdrój - Wałbrzych - Boguszów Górce - Kamienna Góra - Karpacz

    Od asfaltu gładkiego po dziurawy, od kostki po kocie łby, do tego szuter i trochę błota. Tatry nigdy nie będa tym czym jazda rowerem po Sudetach i Przedgórzu Sudeckim. To że są niższe od Tatr nie oznacza że łatwiejsze, dość powiedzieć że trasa Świdnica - Wałbrzych jest taka że prawie 25km jest pod górę non stop a tym bliżej Wałbrzycha (Szczawienko) tym ciężej.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX