Z prądem czy pod prąd - test roweru elektrycznego Gepida Ruga z silnikiem Bafang o mocy 1000 W [TEST]

Tuż przed świętami do naszej redakcji trafił rower Gepida Ruga czyli MTB HT na kołach 27,5 cala. Nie byłoby w nim niczego niezwykłego, gdyby nie zamontowany w nim prototypowy, elektryczny, 1000-watowy silnik firmy Bafang. Postanowiliśmy sprawdzić do czego jest zdolny taki zestaw.

Po co komu elektryk

Na wstępie przydałoby się zastanowić do czego tak naprawdę potrzebny jest rower elektryczny i czy lepszy jest w czymś od zwykłego. Wiele osób sprzeciwia się idei e-bike'ów mówiąc, że skoro ma silnik, to nie jest już rowerem. Jednak problem jest bardziej złożony. Łatwo patrzeć na świat tylko z jednego, własnego punktu widzenia, trudniej zaś spojrzeć okiem innych, różnych od nas osób.

Oczywistym jest, że rower z napędem elektrycznym jest idealny dla osób starszych. Dzięki energii elektrycznej seniorzy mogą podjechać na swoich e-bikach pod każdą górę czy bez żadnych prawie ograniczeń (jedynym jest pojemność baterii) przemieszczać się po okolicy. Dzięki takiemu rowerowi są niezależni.

A co z ludźmi młodymi? Mam bardzo duże grono bliskich znajomych, ale wśród nich niewielką liczbę aktywnych rowerzystów. Nie jeździmy razem na rowerach, bo po prostu się nie da. Ja się nudzę, oni się męczą. A co, jeżeli posiadaliby silniki elektryczne w swoich jednośladach? Myślę, że wtedy wspólne przejażdżki stałyby się obopólną przyjemnością.

Zobacz też: Co musisz wiedzieć o rowerach elektrycznych?

Kolejną grupą osób, do której skierowane są rowery elektryczne to... zatwardziali przeciwnicy rowerów. Osoby, które jeżdżą samochodem nawet po gazetę do kiosku. Swoje zachowanie argumentują niechęcią do wysiłku fizycznego, brakiem kondycji, obawą przed spoceniem się. Dobrze, każdy ma prawo do swojego zdania i ja to rozumiem. Nie chcesz się pocić i męczyć jak na zwykłym rowerze? A może dodatkowo nie chcesz się wściekać stercząc w korku za kierownicą swojego samochodu? A próbowałeś już przejażdżki rowerem elektrycznym?

Trochę teorii

Gepida z silnikiem produkcji chińskiej (ale renomowanej) firmy Bafang to potwór w świecie rowerów elektrycznych. Rower ten wyposażony jest w silnik zasilany prądem o napięciu 48 Volt, legitymuje się mocą 1000W i momentem obrotowym rzędu 160Nm.

silnik elektryczny Bafang 1000Wfot. MB

Dzięki tym parametrom zapewnia osiągi iście olimpijskie. Obsługa całej elektryki jest bardzo prosta. Wszystko co potrzebujemy wiedzieć wyświetla się na ciekłokrystalicznym ekranie zamocowanym na kierownicy.

wyświetlaczfot. MB

Przebieg całkowity, przebieg dzienny, aktualna prędkość w km/h, aktualna godzina, stan baterii oraz moc asysty silnika elektrycznego (od 0 do 3). Prosto, przejrzyście - czytelnie. Pracą silnika sterujemy za pomocą trzech przycisków oraz dźwigni mieszczących się po lewej stronie kierownicy.

sterowanie silnikiemfot. MB

Guzik „+” bieg wyżej, przycisk „-” bieg niżej, oraz włącznik/wyłącznik systemu. Dźwignia „gazu” (sterowana kciukiem) pozwala na przeniesienie mocy silnika na tylne koło bez potrzeby kręcenia pedałami, natomiast w trakcie jazdy z zadaną przez nas kadencją dotknięcie przepustnicy powoduje uwolnienie większej mocy silnika.

No to jazda

Tyle z teorii, ciekawe jak to działa w praktyce. Mam spore doświadczenie z pojazdami jednośladowymi napędzanymi silnikami, więc nie boję się tego potwora, choć przez parę osób zostałem przestrzeżony - uważaj żeby się nie poobijać! Uważając zatem wsiadam, wrzucam (a jakże) trzeci bieg i ruszam. Wrażenie jest takie, jakbym ruszał w dół stromej górki. Silnik od mojego pierwszego obrotu korbą aktywnie włącza się do pracy. 15, 25, 35, 45 km/h i cały czas przyspieszam. Muszę zacząć przykładać większą uwagę do znaków drogowych...

znaki drogowefot. MB

Fajerwerki kończą się, gdy licznik pokazuje prawie 50 km/h, na wyświetlaczu zaczynają pokazywać się dziwne liczby. Jadę z jednostajną prędkością rzędu 50 km/h, a na wyświetlaczu miga 43, 48, 44, 47 itd... Myślę, że tak reaguje wyświetlacz na elektroniczne blokowanie prędkości maksymalnej. Tak, prędkość maksymalna w tym elektryku, podobnie jak w samochodach, jest elektronicznie ograniczona.

Mięśnie czy silnik

Mimo znaczącej pomocy silnika można zmęczyć się na tym rowerze. Po pierwsze to cały zestaw waży tyle, ile dwa dobrej klasy rowery MTB - Bafang 1000W z osprzętem, baterią, oraz rower Gepida Ruga to razem 23,8 kg (gdzie sama Ruga to wg producenta 13,4 kg). Po drugie, jadąc z dużą prędkością (nie dotykając przepustnicy) męczę się na tym rowerze w taki sam sposób, jak na swoim rowerze analogowym gdy osiągam 30 km/h. Wspomaganie silnika zapewnia mi kolejne, dużo trudniejsze do osiągnięcia 20 km/h. Jest też opcja dla leni, czyli możliwość bezwysiłkowej jazdy. Wystarczy, że porzucimy kręcenie korbą na rzecz otwarcia przepustnicy gazu. Wtedy energia do jazdy wytwarzana będzie tylko i wyłącznie przez silnik.

Przepustnica sprawdza się także przy dynamicznym ruszaniu np. spod świateł. Wtedy możemy szybko nabrać prędkości jednocześnie naciskając na pedały i otwierając przepustnicę. Jeżeli zrobimy to wszystko w trzecim, najmocniejszym trybie wspomagania, rower do 50 km/h przyspieszy nie gorzej niż samochody jadące w ruchu miejskim. Korzystając ze wspomagania elektrycznego praktycznie w ogóle nie zaprzątałem sobie głowy zmianą przełożeń, więc wózek tylnej przerzutki Shimano Deore prowadził łańcuch po najmniejszej zębatce kasety. Wyjątek stanowił wjazd na nadzegrzyńską plażę.

napędfot. MB

Rozkład mas

Konstrukcja, mimo że nie fabryczna, jest dopracowana w szczegółach.

wiązki elektrycznefot. MB

Wiązki elektryczne poprowadzone są schludnie, bateria zamocowana stabilnie, elektroniczny wyświetlacz umieszczony w odpowiednim miejscu. Serce tej elektrycznej maszyny, czyli 1000-watowy silnik, zamontowany jest nisko, tuż przy osi supportu, co wpływa na obniżenie środka ciężkości maszyny, ale także naraża na mechaniczne uszkodzenia jego obudowy w trakcie jazdy np. w trudnym, górskim terenie.

bateria i silnik czyli serce E-bike'afot. MB

Litowo jonowa bateria, czyli kolejny element mający niebagatelny wpływ na wyważenie pojazdu, znajduje się w centralnym miejscu roweru. Dzięki temu nie odczuwałem niestabilności pojazdu np. w trakcie terenowych podjazdów. Akumulator zabezpieczony jest przed zakusami amatorów cudzej własności zamkiem na kluczyk.

zabezpieczenie bateriifot. MB

Baterię wyjmuje się do ładowania, a widoczny na zdjęciu przycisk pozwala na odłączenie jej zasilania od układu.

miejsce na baterięfot. MB

Napęd

Trzytarczowy układ korbowy został zastąpiony jednotarczowym, wyposażonym w sprzęgło, dedykowanym do silnika Bafanga.

korbafot. MB

Nowy układ przełożeń 1-9 sprawia, że korzystanie z trzech największych zębatek kasety ujemnie wpływa na żywotność łańcucha, który przy skrajnym ustawieniu na kasecie jest mocno „przekoszony”.

kosi łańcuchfot. MB

Nie zalecam dłuższego podróżowania na pierwszych trzech biegach. Kolejnym minusem ingerencji w układ napędowy jest tendencja łańcucha do spadania z przedniej zębatki. Podczas 100-kilometrowego testu zdarzyło się to dwukrotnie. Raz podczas jazdy po nierównej drodze szutrowej, a drugi raz przy jeździe po równym asfalcie.

łańcuch spadłfot. MB

Taka sytuacja nie powinna mieć miejsca.

Zasięg

Zamontowana w tej maszynie litowo-jonowa bateria ma pojemność 12 Ah, co pozwala na przejechanie około 70 km z pierwszym stopniem wspomagania oraz około 20 km przy użyciu maksymalnego, trzeciego stopnia asysty. W pierwszej chwili może się wydawać, że 20 km to mało, ale spokojnie wielu z nas wystarczy by szybciej niż samochodem (na drogach rowerowych nie ma korków) dojechać do pracy, a jeszcze większej liczbie osób także by z niej wrócić - bez potrzeby ładowania baterii. Co do ładowania - czynność ta trwa niecałe 7 godzin (choć wg instrukcji powinna zająć około 4 - może napięcie w gniazdku było niskie?), więc podłączenie baterii do ładowarki powinno być jedną z pierwszych czynności jakie zrobią ci, którzy do pracy mają w okolicy 20 km. Osobiście mam 19 km z miejsca zamieszkania do redakcji, więc zastosowałem się do własnych wskazań... Oczywiście, jeżeli dojeżdżałbym na co dzień rowerem elektrycznym do pracy, to nie korzystałbym z najmocniejszego trybu wspomagania po to, by nie wozić ze sobą jeszcze dodatkowo ładowarki.

nie tylko na wyświetlaczu można sprawdzić poziom naładowania bateriifot. MB

Na potrzeby testu postanowiłem przycisnąć i spróbować wrócić z pracy jak najszybciej się da. Korzystając z mojej pełnej mocy oraz 1000 Watów Bafanga udało się to zrobić w 27 minut, po zmierzchu i przy ujemnej temperaturze, gdzie mój rekord jadąc po jezdni na rowerze szosowym, ustanowiony latem w warunkach idealnych (jasno, sucho, 18 - 20 stopni Celsjusza) wyniósł 37 minut. Obie te wartości są lepsze, niż ta, którą osiągam jadąc samochodem w godzinach szczytu. Co tu dużo mówić - rowerem szybciej, ale tutaj chyba Ameryki nie odkryłem...

A co gdy prądu zabraknie?

Cóż, czasem nawet najlepsze planowanie może okazać się nie być trafione. Bateria padła, ładowarki nie mamy (ani czasu na ładowanie akumulatora), a do celu mamy jeszcze kilkanaście kilometrów. Jazda tym rowerem bez wspomagania nie należy do bardzo przyjemnych, a to ze względu na dodatkową masę układu elektrycznego. Niemniej jednak bez problemu da się nim jechać. Redukuję biegi o dwa przełożenia, rozpędzam się do 20 km/h i spokojnie trzymam tę prędkość. O ile jazda po płaskiej drodze nie nastręcza większych trudności, o tyle pokonywanie wzniesień siłą własnych mięśni sprawia trochę kłopotu. I tutaj sprawdza się popularne przysłowie - nie ma róży bez kolców...

Zobacz też: Konwersja roweru tradycyjnego na rower elektryczny

Ile to kosztuje?

Niestety moc kosztuje sporo. Za ten prototypowy zestaw musimy zapłacić 5800 zł - jest to koszt całego układu, czyli silnika wraz z wyświetlaczem, sterownikami, układem przeniesienia napędu i baterią. Dodatkowym kosztem jest jeszcze montaż tego wszystkiego, który wynosi w okolicach 250 zł. To wszystkie koszty jeżeli zdecydujemy się na montaż w posiadanym już przez nas rowerze. Jeżeli natomiast zapragniemy mieć taki sam pojazd, jak ten testowany, musimy jeszcze dołożyć około 2500 zł za rower Gepida Ruga.

Konwersja zwykłego roweru w rower elektryczny opłaca się dużo bardziej niż zakup gotowej e-maszyny. Po pierwsze koszty - konwersję da się zrobić o wiele taniej niż ta opisywana, bo dużo poniżej 4000 zł. Dodatkową sprawą jest to, że przerabiamy rower dobrany pod siebie, w takim rozmiarze i parametrach jaki nam pasuje. Te dostępne na rynku gotowe rowery elektryczne nie zawsze będą nam pasowały rozmiarem, geometrią ramy czy osprzętem.

Czy to drogo? Dla rowerzysty zapewne tak. Dla samochodziarza już mniej. Ten drugi może zacząć oszczędzać z każdym kilometrem przejechanym e-rowerem zamiast samochodem. Koszt pokonania 100 km autem to około 50 zł, rowerem elektrycznym - poniżej 1 złotówki...

Moim zdaniem

Uważam, że idea roweru elektrycznego jest godną propagowania. Oczywiście ma minusy, takie jak ciężar, mała pojemność baterii czy długi czas ładowania, ale myślę że wkrótce technika upora się z tymi zagadnieniami. A jeżeli nie, to może ktoś otworzy biznes nazywający się "Battery sharing"? Zostawiam baterię pustą, odbieram naładowaną i jadę dalej...

Wiadomo, dla większości z nas - rowerzystów, taki rower to dziwoląg, ale nie miałbym nic przeciwko temu, żeby na ścieżkach rowerowych pościgać się z byłymi nałogowymi użytkownikami samochodów, jadącymi na e-bikach.

Dziękujemy Hali Rowerowej za udostępnienie pojazdu do testu.

Więcej o:
Komentarze (5)
Z prądem czy pod prąd - test roweru elektrycznego Gepida Ruga z silnikiem Bafang o mocy 1000 W [TEST]
Zaloguj się
  • zekker

    Oceniono 1 raz 1

    Wcięło komentarz, który wczoraj pisałem?

    Brakuje w teście szerszego pokazania jak działa sterownik napędu, a to chyba najważniejsze, bo mocno wpływa na prowadzenie pojazdu i wygodę.
    Czy niezależnie od siły nacisku na pedały i obroty korbą dostajemy pełną moc (w granicach trybu), czy jest dawkowana proporcjonalnie do naszego wysiłku?
    Jak szybko układ sterujący reaguje na ruch korbą i jego zaprzestanie, czyli jaka jest jego bezwładność?
    Czy dźwignie hamulca mają czujniki odcinające zasilanie?

    1kW to nie jest maszyna dla kolegi, co nie daje rady pod górkę za nami. Miałem okazję testować 250W maszynę (w szczycie350W - chyba) i wcale różowo pod ostre górki nie było. Tam gdzie normalnie nie zawsze daję radę, napęd tylko mi utrudnił sprawę, bo rower "odpadł od ścianki".

    Miałem też okazję pojeździć chwilę po hali różnymi zestawami elektrycznymi. Maszyny z 0/1 sterowaniem i bez odcięcia w hamulcach nie nadawały się do jazdy. Ba to jest wręcz niebezpieczne w niewprawnych rękach. Najbardziej przypadły mi do gustu sterowniki, które współgrały z tym co robiłem. Jadę na luzie, to dają mniej mocy, depnę mocniej to jest kop.

  • barklu

    Oceniono 1 raz 1

    Niestety w myśl przepisów to nie jest rower (tam dozwolony jest tylko napęd wspomagający do 250W). Nie wiem też, czy dałoby się go zarejestrować jako motorower. Generalnie jest luka w przepisach, powinni stworzyć osobną kategorię pojazdu.

  • Jerzy Gulczyński

    0

    Jeżdżę elektrykiem 1000w (napęd w tylnej osi). To ile siły wkładasz i jak bardzo chcesz się zmęczyć zależy tylko od Ciebie. Możesz jechać na 5 tym biegu wspomagania i męczyć się dokładnie tak samo jak na zwykłym rowerze ; różnica polega na tym że jedziesz naprawdę szybko. Ja większość trasy do pracy (20 km) jadę na 1-2 biegu i przez większość czasu jadę 40 km na godzinę (droga zajmuje mi ok 30 min). Manetki używam w zasadzie tylko przy starcie ze skrzyżowań. Rower elektryczny jest dla mnie bardzo praktyczny, a przy tym daje mi mnóstwo fun'u ; powiedziałbym że więcej frajdy niż motocykl (650) z którego praktycznie przestałem korzystać.

  • stan gorecki

    0

    Bardzo fajny artykuł ja swój rower elektryczny kupiłem na iwobike.pl i jestem zadowolony.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX