Od Reksia do Dobermana. Wypasione rowery z Lublina

- Doberman był tak piękny, że niemal się popłakałem - opowiada Krzysztof Chmiel, który w Lublinie pod szyldem Rafu Bikes konstruuje wyjątkowe rowery. Dotąd z jego ?fabryki? wyjechało już ponad dwadzieścia jednośladów
- Pierwszy był niebieski Reksio. To na nim nauczyłem się jeździć na jednym kole. Później był chyba Pelikan - wspomina swoje rowerowe początki Krzysztof Chmiel. Jeśli ktoś nie pamięta, to Reksio był dziecięcym rowerkiem produkowanym w PRL-u przez Romet. Często doczepiano do niego boczne tylne kółka do nauki jazdy.

Nie da się oderwać wzroku

Krzysztof Chmiel naszą uwagę zwrócił na początku czerwca jako jeden z bohaterów niedawnej wystawy Kreatywni 2012 w bibliotece wojewódzkiej W Lublinie. Pokazano tam ludzi, którzy ze swojej pasji uczynili sposób na życie.

Później widzieliśmy go, jak śmigał swoim jednośladem podczas Nocy Kultury. Sprawnie lawirował między kamienicami na Starym Mieście. Ludzie nie mogli od niego oderwać wzroku.

I nic dziwnego, bo jechał na oryginalnym, ręcznie robionym rowerze, przypominającym rasowy motocykl chopper. Wygięta rama, niskie siodełko, kierownica wysunięta do przodu i znów wygięta do tyłu, żeby można jej było dosięgnąć. Rowerzysta nie siedzi prosto, wręcz znajduje się w pozycji półleżącej.



- W tej chwili używam pięciu rowerów. Ale w sumie mam ich pewnie ze czterdzieści - podsumowuje Krzysztof Chmiel.

Bo koledzy prosili

- Już jako dziecko interesowałem się rowerami. Wtedy jeździło się na Wigrach, BMX-ach i półkolarzówkach. W sklepach było tylko to. Wtedy też nie było jak kupić profesjonalnych części. Jak się coś zepsuło, to kumple przychodzili z tym do mnie, żeby naprawić. Tak to wszystko się zaczęło - wspomina konstruktor.

Jednak przełomowym momentem był pobyt w Anglii. Chmiel był tam z rodziną i w wolnej chwili naprawiał samochody. Miał masę roboty, bo angielskie ulice znane są z tego, że kierowca co rusz natyka się na progi zwalniające.

- Ludzie przychodzili do mnie z urwanymi wydechami. Żeby to naprawić, trzeba było mieć spawarkę. A jak już ją kupiłem, to zaczęli przychodzić ludzie z rowerami do naprawy. Kiedyś ktoś przyniósł mi grubą oponę rowerową. Nadawała się tylko do choppera. Tak to się wszystko rozkręciło - opowiada Chmiel.

Do Polski z rodziną wrócił w 2000 roku. Akurat teść zamykał warsztat, w którym naprawiał sprzęt gospodarstwa domowego. Zastanawiał się, komu swój garaż wynająć.



- Pomyślałem, że mogę tam zająć się samochodami. O konstruowaniu rowerów jeszcze nie myślałem, bo wtedy nie było chętnych na ich kupno. To byłoby porywanie się z motyką na słońce - przyznaje. Otrzymał dotację z urzędu pracy i zajął się samochodami.

Samochodami nadal się zajmuje, ale to rowery szybko wzięły górę. Chmiel otworzył serwis rowerowy. Wkrótce potem przerzucił się na produkcję.

Na początku były choppery, ale zdarzali się klienci, którzy uznali, że takie rowery nie są dla nich i pytali o wyższe. Stąd pomysł na cruisery. To już wyższe pojazdy, dla niektórych wygodniejsze do jazdy po mieście.

Chmiel przekonuje, że choppery są wygodne. - Śmiało z żoną i córką robimy 90 km do Kazimierza i z powrotem. I jak wstaję z roweru, to nic mnie nie boli, nic mi nie strzyka. Każdy ma przerzutki i przynajmniej trzy biegi - zachwala.

Skąd ta moda?

Oryginalne rowery to już w Polsce nie nowość. Śmiało można je kupić nie tylko w internecie, ale także w profesjonalnych sklepach.



Na aukcjach internetowych można takie kupić już za kilkaset złotych, ale ceny tych ręcznie robionych i najbardziej wypasionych sięgają kilku tysięcy złotych.

Może ta moda wynika z popularności motocykli chopper. Kilka lat temu stały się popularne przede wszystkim dzięki serialowi "American Chopper" nadawanym na kanale Discovery.

Jednak nie to zainspirowało konstruktora. Kiedy przed 15 laty zaczął zajmować się rowerami, w Polsce nikt o tym programie nie słyszał. A i Krzysztofa Chmiela do motocykli jakoś nie ciągnie.

Jaka jest więc przyczyna popularności custom bike'ów? Tradycyjne górale ze sklepów dla wymagających klientów to za mało. To tylko seryjna produkcja, w ogóle nie ma w niej oryginalności. Zresztą, jak mówi Chmiel, te przeciętne to zakup na góra trzy lata. - No chyba że ktoś jeździ tylko w niedzielę, to posłuży dłużej - precyzuje.



Chmiel zajmuje się nie tylko produkcją rowerów, ale także ich odrestaurowaniem i naprawianiem. - Z tym naprawianiem to raczej tylko dla znajomych - dodaje.

Wszystko obywa się z warsztacie Rafu Bikes przy ul. Żmigród. Niepozorny, drewniany garaż wcale nie wygląda na miejsce, skąd w świat wychodzą dwukołowe dzieła sztuki.

Rowery ze złomu

Na zrobienie roweru trzeba miesiąca. Czasami współpracująca z nim lubelska lakiernia przetrzymuje maszynę trzy tygodnie, bo szuka odpowiedniego koloru farby, a potem czeka na jego sprowadzenie. Ma być właśnie taki, jaki sobie wymyślił zamawiający.



Produkcja tańszych wersji rowerów zajmuje naszemu konstruktorowi dwa tygodnie. W innych pojazdach zajmuje się on tylko produkcją ramy, a reszta to gotowe części.

Rowery Chmiela robione są ręcznie, ale niektóre części trzeba jednak kupić gotowe. To koła, opony, dętki, szprychy, korby. Opony sprowadza z Holandii, Niemiec lub kupuje na aukcjach internetowych. Zdarzyło się, że Chmiel kupił też cały rower, żeby tylko wyjąć z niego koło, które mu się spodobało. Resztę pojazdu sprzedał.

Do produkcji wykorzystuje najróżniejsze rzeczy. Zresztą jego warsztat przypomina rupierciarnię. Chmiel montuje w rowerach reflektory od traktorów, sprężyny od wiatrówki. Rączki jednej z maszyn zrobione są np. ze starego tornistra. Często takie rzeczy konstruktorowi przynoszą okoliczni złomiarze. Mało kto wie, że torby z ciuchlandów doskonale nadają się na bagażnik - rowerowe sakwy.

Jednym z pierwszych rowerów Chmiela była Czarna Perła. Nie dało się jej nie podziwiać, choćby dlatego, że siodełko miała zrobione z... kratki ściekowej.

Rower wyrósł na czerwonej sprężynie

Najtańszy rower Krzysztofa Chmiela kosztuje 1,7 tys. zł. Najdroższy to wydatek 3,5 tysiąca złotych.



Konstruktor nigdy nie ma superdokładnego planu na budowę roweru. Nie szkicuje, nie projektuje. Wszystkie pomysły trzyma w głowie i je udoskonala podczas pracy. Zdarza się, że rower powstaje "wokół" konkretnej części. Jest na przykład egzemplarz, który "wyrósł" wokół czerwonej sprężyny, która znajduje się pod kierownicą.

Klientów można podzielić na dwie grupy. Pierwsza chce czegoś oryginalnego. Przychodzą ze szkicem. Chmiel musi czasami wybić im pomysły z głowy. Wyjaśnić, że albo rower będzie źle wyglądał, albo będzie się źle na nim jeździło.

Zdarzają się też ludzie ze specjalnymi zamówieniami. Potrzebują np. roweru w stylu militarnym. To jest do zrobienia.

Druga grupa to klienci, którzy wybierają gotowca ze strony internetowej Rafu Bikes i najwyżej coś chcą zmienić, albo chcą roweru w innym kolorze. Nigdy jednak nie będzie to rower identyczny z już zrobionym.



- Nie zależy mi na produkcji seryjnej. W rowerach właśnie chodzi o to, żeby były inne. Żeby w każdym była nowość. Żeby ktoś otrzymał swój własny jednoślad. Taką ludzie mają fajną zajawkę, że potrzebują czegoś innego, potrzebują czegoś oryginalnego - mówi. I dodaje: - Kiedy robię rower, to już w głowie mam, jaki będzie następny i czym się będzie różnił od dotychczasowych.

Sezon w Rafu Bikes trwa cały rok, ale są miesiące, kiedy wydaję się, że będzie trochę gorzej. - Kończę rower i nie ma widoku na kolejne zamówienia. Aż tu nagle zaczynają dzwonić telefony i ludzie wpłacają zaliczki. Nie było takiego miesiąca, żeby nie było zamówień. Ciągle mam coś do roboty - mówi Chmiel.

Jednak konstruktor nie każde zamówienie przyjmuje. Jak wylicza, odrzucił około 20 ofert. - To były przypadki, kiedy ludzie przychodzili ze zdjęciem jakiegoś roweru i chcieli identyczny. Kopiowanie mnie nie interesuje - tłumaczy Chmiel.



Podobnych firm jak Rafu Bikes jest w Polsce dużo. Zwłaszcza w ostatnich latach zyskały na popularności. Za stolicę oryginalnych rowerów jest uznawany Białystok.

- Konkurencja jest duża. Każdy coś dłubie. Siedzimy w swoich garażach i się ścigamy. Jak się zbliża zlot, to każdy z nas zapewnia, że nie robi nic specjalnego. A na zlocie są same wypasione nowości. I my, Polacy, jesteśmy w tych rowerach najlepsi - podsumowuje Chmiel.

Rowery Krzysztofa Chmiela

Dromader (2010 r.)

Jeden z bardziej znanych rowerów, które zrobił Krzysztof Chmiel. Zdobył za niego pierwsze miejsce na konkursie custom bike'ów w Białymstoku. Dromader był też pokazywany w Amsterdamie. Dziś to zabytek, który wisi na ścianie w warsztacie, ale nadal jest sprawny.



Krzywda (2013 r.)

Krzywda jest najnowszym dziełem konstruktora z lubelskiego Żmigrodu. Tę nazwę nosi dlatego, że jak się jedzie tym rowerem, to zdarza się krzywda. Ostatnio poszarpał Chmielowi nogawkę.



Doberman (2013 r.)

Czarny, ostry i piękny. Ma 2,4 metra długości. Na rower to dużo i doberman musi mieć wysokiego użytkownika. - Jak go skończyłem, to niemal się popłakałem. Taki był piękny - wspomina Chmiel.



Rafu Czeski (2012 r.)

Wykonany na zamówienie znanego pubu w Lublinie Czeska Piwnica. Zresztą logo knajpy znajduje się też na rowerze. Jednoślad ma obok tylnego koła beczkę na piwo, z tyłu ciągnie skrzyneczkę na kółkach z piwem. Na co dzień jest ozdobą pubu. Od czasu do czasu ktoś wyjeżdża nim na przejażdżkę.



Militarny Willy (2010 r.)

Nawiązuje do legendarnego, amerykańskiego jeepa z okresu II wojny światowej. Chodzi o Willysa MB. Klient, który zażyczył sobie rower militarny, po miesiącu go oddał. Uznał, że nie jest dla niego. Teraz Willy jest w Czeskiej Piwnicy, ale już przemalowany na czerwono.



Artykuł pochodzi z lubelskiego wydania lokalnego Gazety.

Więcej o: