Zupełnie niepotrzebne wynalazki rowerowe: Świecące obręcze

Masz rower oświetlony jak choinka, na co dzień ubierasz minimum trzy kamizelki odblaskowe i nosisz kask rowerowy tył na przód? Ten wynalazek jest dla Ciebie!

Wynalazek, którego innowacyjność można porównać do zamontowania do domowej wanny napędu na cztery koła, nazywa się Revolight i ma za zadanie "zrewolucjonizować bezpieczeństwo cyklistów".

Producent twierdzi, że oświetlenie zapewnia widoczność "w zakresie 360 stopni". Mimo to na filmie wyraźnie widać, że do przodu to to nie świeci. Na każdym ujęciu przed rowerem widać czarny pasek asfaltu, na który światło nie pada. Podobnie na bramie garażu ciemna smuga jest wyraźnie widoczna. Nieprzypadkowo też filmik nie ma ani jednej sceny, w której byłoby widać rower od tyłu lub z przodu. I nic w tym dziwnego - jeszcze nie wynaleziono przezroczystych opon, dętek i obręczy. A skoro wynalazek rzuca światło na nie, to nie może rzucać go na to, co jest dalej.

Podobnie prawdziwe jest twierdzenie producenta o oświetlaniu drogi - faktycznie, na 50cm przed rowerem asfalt jest doskonale oświetlony, a na metr w przód jeszcze widać resztki snopa światła. Rowerzyści jadący po nocy po dziurawej drodze oczekują, że ich lampki będą oświetlać drogę na dokładnie taką odległość! Viva la Revolution!

Dodatkową funkcjonalnością Revolight jest też oślepianie przez diody przedniego koła rowerzysty, w momencie gdy stoi na światłach. Widać to dobrze pod koniec filmiku, gdy cyklista stoi w ciemności, a diody po kolei oświetlają Mu cały tułów i twarz (ta przezornie jest już kawałek poza kadrem). To zadowoli wszystkich tych, którzy nie lubią widzieć zbyt wiele podczas wjeżdżania na skrzyżowanie spod znaku "stop" i faktycznie może być prawdziwą rewolucją w temacie bezpieczeństwa na drodze.

Najważniejsze w tej konstrukcji jest jednak coś innego. Revolight to nic innego jak współczesna wersja opon z wszytym w nie odblaskowym paskiem, jakie kupić można w każdym rowerowym za grosze od blisko dekady. Brawo, Revolight naprawdę wynajduje koło na nowo! Szkoda tylko, że nowe koło jest bardziej skomplikowane (a więc awaryjne?), cięższe, droższe i wymaga zasilania bateriami. Ale za to naprawdę hipstersko wygląda. Niech żyje po(d)stęp techniczny!

Rafał Muszczynko