Masz już blog? Dodaj wpis po zalogowaniu.

25.11.2016 14:38

Komu mają służyć ulice, czyli transport zrównoważony po polsku

         

     Nie tak dawno wraz ze znajomymi zaangażowałem się nieco w konsultacje społeczne dotyczące przedłużenia ulicy Woronicza.  W planach ratusza chodziło o krótki łącznik składający się z dwóch pasów ruchu oraz drogi dla rowerów. Dysponując planami postulowaliśmy przebieg drogi rowerowej w najbardziej optymalny dla wszystkich użytkowników sposób. Ku naszemu zdziwieniu zwyciężyła lansowana przez mieszkańców okolicznego grodzonego osiedla koncepcja budowy drogi rowerowej po przeciwnej stronie ulicy. Osoby te chciały by owa droga służyła ich pociechom w drodze do szkoły i nie zadowalały ich nasze rozwiązania umożliwiające dojazd do niej z ich uliczki. Na nic zdały się głosy, że dzieci i tak kiedyś przejadą na drugą stronę każdej ulicy i że ich koncepcja to udogodnienie dla niewielkiego procenta, a odczuwalny problem dla wszystkich pozostałych użytkowników.  Ba, wielu było zawiedzionych że zamiast dwujezdniowej ekspresówki buduje się im marny ochłap, przy którym nawet ekranów miasto ustawić nie pozwoli. Ludzie, którzy na co dzień mieszkają w zamkniętym osiedlu poczuli się władni urządzać życie pozostałym z za bramy. Wyglądało by to inaczej, gdyby tak duży fragment miasta nie został nigdy ogrodzony. 

      Obserwowany na przestrzeni ostatnich dwóch lat wzrost znaczenia ruchu rowerowego uwypuklił znane już wcześniej bolączki stołecznej infrastruktury. Ostatnimi czasy powróciło odwieczne zagadnienie tzw. „zielonej strzałki”. Jak wiemy możliwość warunkowego skrętu w prawo miała w swym założeniu udrażniać potoki ruchu i upłynniać poruszanie się użytkowników jezdni. Praktyka jak wiemy pokazała, że stała się ona ułatwieniem dla kierowców, oraz śmiertelnym zagrożeniem dla innych użytkowników. Cóż więc można było zaradzić? Warszawski inżynier ruchu zwyczajnie zsynchronizował strzałkę do warunkowego skrętu dla samochodów z czerwonym światłem dla rowerzystów i tylko dla rowerzystów. Efekt, gdy samochody warunkowo skręcają, a piesi mają zielone, rowerzyści stoją. Na pewno jest to wygodne dla kierowców. Czego obawiać mieli by się piesi ?!! Przecież każdy kierowca na pewno się zatrzyma przed skrętem, tak samo jak każdy kierowca widząc czerwone dla rowerów zrozumie jednocześnie, że piesi mogą mieć wtedy zielone. W praktyce na skrzyżowaniu Jagiellońskiej z Solidarności oznacza to pogorszenie warunków ruchu rowerowego - skrócenie zielonej fazy świateł dla rowerów do 28 sekund w stosunku do 90 sekund dla pieszych i narażenie pieszych na zwiększone ryzyko wypadku. Jednakże w ogólnym rozrachunku niewielka oszczędność czasu dla tych kilku kierowców, to realnie mierzalny zysk społeczny. Niestety jedyny zysk jaki możemy tu odnotować. Było by odwrotnie, gdyby zrezygnować z tego niebezpiecznego ułatwienia dla kierowców - co jednak wyraźnie przekracza horyzonty umysłowe naszego inżyniera ruchu. Cały czas obserwujemy i niestety obserwować będziemy podobne tego typu sytuacje. 

Na marginesie, jako Masa udostępniamy przykład petycji w sprawie tego problemu i zachęcamy do jego osobistej edycji i wysyłania.

 

        Czym jest zrównoważony transport, z Wikipedii dowiadujemy się, że jest to: model transportu oparty na spełnieniu oczekiwań społeczeństwa, korzystny ekonomicznie, minimalizujący jednocześnie szkodliwy wpływ środków transportu na otoczenie. Czy taki model transportu jest obecnie realizowany?!!  Tak, w praktyce bywał on i coraz częściej zdarza się, że jest realizowany. Mam jednak wrażenie, że zawsze traktowany jest on jako wyjątek. Kontrowersyjnym wyjątkiem były buspasy, wyjątkiem w skali miasta jest nowa zwężona Świętokrzyska. Wyjątkiem są przystanki wiedeńskie. Sam fakt, że kontraruch rowerowy zasadniczo wprowadzany jest w stolicy oddolnie, unaocznia że jest on wyjątkiem. Dlaczego tak się dzieje? Przyglądając się ostatniej dekadzie można odnieść wrażenie, że pojęcie zrównoważonego transportu jest czymś nowym i mało zrozumiałym. Wprowadzanie czegoś nowego zawsze wymaga odwagi i bardzo rzadko możliwe jest przy zastosowaniu półśrodków oraz daleko idących kompromisów. Najlepszym tego przykładem było fiasko rowerowego rozwiązania ulicy Raszyńskiej. Tu ktoś obiecał ludziom parking, ale tam już dało się coś zrobić, a kawałek dalej zostawiono dla spokoju jak leży. 

     Ktoś kiedyś powiedział, że niewolno stawiać sobie celów nierealnych - to prawda, ale nierealnym celem jest również pomyślne pogodzenie wszystkich sprzecznych interesów.  Miasto to spójna przestrzeń, nie można raz zrobić czegoś tak, a zaraz obok na odwrót.  Miasto nie tyle nie jest z gumy, co nie jest z plasteliny. Dlatego oprócz odwagi potrzebna jest też skonkretyzowana wizja celu, do jakiego chcemy zmierzać.  Zastanawiam się niekiedy, czy ktoś odpowiedzialny zadaje sobie czasem pytanie jak miasto powinno wyglądać za dwadzieścia lat.  Patrząc na doświadczenia innych, ale też trochę na siebie, twierdzę że na pewno nikt poważny tego nie robi.  W tym względzie również miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego stanowią zawsze wypadkową aktualnych wizji, poglądów, pomysłów i interesów oznaczonej grupy osób.  Podobnie było zresztą z programem rozwoju tras rowerowych do roku 2020, tu jednak przynajmniej niekiedy na naszą korzyść weryfikował go czas.  Przemijanie i upływ czasu wcale nie musi być naszym wrogiem albo sprzymierzeńcem.

Pewne jest jedynie, że to nie my będziemy oceniać dokonania naszego pokolenia, bo nie my będziemy głównymi beneficjentami zmian.

 

Pozdrawiam rowerowo

Tomek Przygoda

Warszawska Masa Krytyczna

(fot. Bogdan Trawers)

Czytaj więcej na blogu warszawska_masa_krytyczna.

Zobacz także

O autorze masa.waw.pl

avatar

Warszawska Masa Krytyczna jest to przejazd pojazdów napędzanych siłą ludzkich mięśni, odbywający się w ostatni piątek każdego miesiąca, bez względu na pogodę i porę roku, o godzinie 18:00 na Placu Zamkowym w Warszawie. Jest to impreza niekomercyjna, organizowana przez wolontariuszy chcących aby Wars...